W mojej okolicy nadwozia były sprzedawane w każdej ilości w małym prywatnym sklepiku w Laskowej k/Limanowej.
W mojej okolicy nadwozia były sprzedawane w każdej ilości w małym prywatnym sklepiku w Laskowej k/Limanowej.
cerkiewki || Beskid Niski || mój wątek || mój drugi wątek|| makro||
Wychodzi się na pole, a nie na dwór o! ||Nadnaczelny Weryfikator TWA i wszystkiego
W moich wątkach można offtopować i grzebać w zdjęciach||Łowca spamerów||
Moja przygoda z morzem Kapitan I , II , V rejsu PBO
Trochę to niewiarygodne bo w tamtych czasach nadwozia były do nabycia tylko na specjalny protokół rzeczoznawcy PZMot. Troche wiem na ten temat bo 30 lat przepracowałem w szkodach i ubezpieczeniach. Chyba , że .....?
Ach Gdybys wtedy wiedzial wszystko to dzis pisal bys z Szeszeli a nie z Wielkopolski![]()
http://www.renderosity.com/mod/galle...ername=mirek54
I tak Was lubie
Boguś z tą historią wiąże się inna, niestety bardzo dla mnie smutna. Zanim zacząłem myśleć o składaku, ożeniłem się w 1987 r.(sierpień) a w pażdzierniku mój ojciec zginął w wypadku. Został mi smutek i rodzinne problemy bo miałem 2 matkę i trzeba się było z nią sądzić o to co po ojcu zoswtało. Potem nie widząc innego wyjścia załatwiłem sobie wyjazd do NRD ze organizacji ZSMP, ale wyjazd się odwlekał az do czerwca 1988 r. I................odprowadziłem zonę na porodówkę o 9 rano 8 czerwca a o 11.40 wsiadłem do pociągu Warszawa-Frankfury am Main by pojechać na "saksy" które miały mi ułatwić start w rodzinne życie. Wróciłem we wrześniu 88 przywiozłem sporo drobiazgów i czekałem aż do Polski dojedzie mój skuter Simson, bardzo wówczas ceniony. Nie dojechał................ Musiałem po niego jechać aż do Zgorzelca, przeczłapać za Odrę na dworzec w Goerlitz gdzie go wreszcie znalazłem. Okazało się że Niemcy zakwestionowali moje prawo do jego zakupu i przywiezienia do Polski. Nieźle się musiałem z nimi nagadać, zanim mi go oddali. Potem przejechałem nim na dworzec w Zgorzelcu i w ostatniej chwili wsadziłem jego i siebie w pociąg do W-wy. Pilnowałem przez drogę wagonu pocztowego gdy zmieniała się obsługa pociągu. "Opieka" kolejarzy kosztowała mnie flaszkę gorzały ale wreszcie do Łodzi dotarłem. Był 29 grudnia 1988 roku. Potem go sprzedałem i dalej to już jakoś poszło. Maluch powstał w grudniu 1989r a zarejestrowany został w styczniu 1990 r. Przygody jak na film, ale bezcenne
---------- Post dodany o 19:48 ---------- Poprzedni post był o 19:46 ----------
Kol. Jasand na rozbitego malucha w którym zginął mój ojciec, przyznano mi nadwozie w Polmozbycie z ubezpieczenia. ja przydział sprzedałem, bo teść zapewnił mnie że do nadwozia dołoży przy zakupie za gotówkę.![]()
A niektórzy jeszcze mówią, że za komuny to było dobrze....., no powiedzmy lepiej..![]()
Dzień bez uśmiechu - dzień stracony!
Wszystkim smętnym, nie mającym poczucia humoru, tudzież agresywnie reagującym na nasze wspaniałe i pogodne wpisy, zwane dalej oftopami - MÓWIĘ STANOWCZE NIE ! KRAKMAN - Uczestnik i Użytkownik czego się da..., nawet TWA![]()
kol Jasand. Na rozbitego w wypadku malucha w którym zginął mój ojciec, dostałem przydział nadwozia z Polmozbytu i go sprzedałem, bo musiałbym czekać na odbiór ok. roku. Teść mnie zapewnił że dołoży do kosztów zakupu nadwozia za gotówkę, a resztę części zobowiązałem się załatwić sam. i się dokonało. jak w we wcześniejszym poście opisane.
---------- Post dodany o 19:57 ---------- Poprzedni post był o 19:55 ----------
Nie chciałbym nawet 100 maluchów, wtedy bezcenny był dla mnie ojciec.........żywy.![]()
Załącznik 82254
W odpowiedzi Krakmanowi - to 1966 rok i młody Jasand z kolegami