ksb,
Bardzo mi się podoba taki stosunek do fotografowania - chwycić za aparat i uwiecznić najzwyczajniejsze chwile, pokazać kształt codzienności. Sądzę, ze fotki tego typu są jak wino, nabieraja wartości wraz z wiekiem. Gdy się siedzi przy stole, czy na tarasie i gada o byle czym, to nikomu nie przychodzi na myśl, że można sfocić wizytę, rodzinną rozmowę, czy kręcące się dzieci. W danym momencie nie ma się potrzeby zatrzymania czasu, przecież wszystko widzę i słyszę też, po co sie wygłupiać z fotografowaniem?
Niektórzy podejmują wyzwanie. Nieraz z takich okazjonalnych sesji wychodzą prawdziwe perełki. Światło zastane jest nieobliczalne, może dać ciekawe efekty, a jesli zaangażowana w to jest intuicja i doświadczenie, to nie światło będzie szukało fotografa, lecz fotograf go znajdzie.
Twoje fotki, choć jeszcze nie nabrały wartości, o której pisze powyżej, to mają ciekawe światełko, pokazują małą kapryśnicę-uparciuszka.
Najwyższe uznanie.
Pzdr, TJ



Odpowiedz z cytatem
