Czmielek: Czy ta oferta Revue 400SE jest dla każdego? Ile byś chciał za niego?
Wersja do druku
Ja też spoglądam od wczoraj wieczorem. Snoop.. kup sobie Yaśkę electro, albo Konicę Auto S2 ;d
I ja się również przyłączę do przedmówców - czmielek to super gość.
Ja jestem zdecydowany. Czekam na wiadomość ;d
Snoop - a może to: http://allegro.pl/leica-cl-i1408026044.html ? Trochę sfatygowana, szkoda.
Mimo wszystko różnica spora pod względem jakości, ergonomii, kultury pracy. Revue to fajna zabaweczka, w sam raz do kieszeni. Leica, Zeiss czy nawet i ta Bessa to już konkretne narzędzia do fotografowania. Różnica w rozmiarach, materiałach, wizjerach, dalmierzach etc. Ja bym bardziej celował w Yashicę albo Konicę, biorąc pod uwagę taniość. To takie lajki dla ubogich : )
wszystkich zainteresowanych informuję ze sprzedam Revue za 220zł. oczywiście całkowicie sprawny z nielicznymi sladami uzytkowania. Dam tez jakiś film kolorowy do testów do niego. z oryginalna zatyczka obiektywu i nieoryginalnym ale bardzo fajnym futerałem od konici C35 EFP. dodam tylko że jest to brat bliźniak Minolta Hi-Matic 7sII, Vivitar 35ES i Konica Auto S3, testy dowodzą że to najprawdopodobniej jeden i ten sam aparat brandowany przez różne marki. Dosłownie połowa rozmiaru Yashici z równie dobra optyką o takiej samej jasności.
Dla mnie małe dalmierze typu Canonet, Yashica, Konica, czy Olumpus 35 to porażka. Mały wizjer, mała plamka itp - szkoda kasy i zachodu...
Jeśli brać się za dalmierze to za konkretne , czyli np. Bessa.
Miałem kiedyś Voigtlander Vito CLR i to jest piękna sprawa ( pewnie wrócę ) bo jakoś wizjera to podstawa, a ten Voigtlander miał go wielki i wyraźny z dużą plamką...
Od tego czasu podarowałem sobie te ustrojstwa, bo mnie na Bessę nie stać.
To tyle mojej subiektywnej opinii..
Pozdrawiam
rumpel
Zwróć uwagę, że radzimy chłopu, żeby kupił wymienione przez Ciebie dalmierze na początek. Jeśli się rozsmakuje, polubi to kupi coś poważniejszego z wymienną optyką. Jeśli nie to nie straci pieniędzy na poważne zakupy.
Ja tak miałem. Choć robię kliszakami od dziecka to nie miałem nigdy dalmierza (gdzieś w chałupie leżała ruska zorka, ale mając wypasionego zenita 12xp brzydziłem się brać to to do rąk ;-) ). Jakiś czas temu postanowiłem spróbować, kupiłem kilka tych maluchów i dałem sobie spokój.
Stwierdziłem, że dalmierz nie jest dla mnie, wolę lustrzanki. Zostawiłem sobie trzy małe, prawie bezgłośne dalmierzyki do streeta. Wygodnicki jestem. Nie robię już nawet manualnymi OMkami (nie sprzedaję tego szpeju z sentymentu). Odkąd mam Nikona F90x to cenię sobie focenie z AF i wspólne obiektywy z cyfrą.
Nie zakumałem "magii" dalmierzy. Dla mnie sprzęt ma robić zdjęcia, a nie czarować. ;-)
Oczywiscie taki dalmierz jak mój to się do studia raczej nie nada i to prawda że okularnicy mogą mieć problem z małym wizjerem. Jest to raczej sprzęt na ulicę ale nawet taki jak ten ma swoje zalety. Czasy z ręki spokojnie utrzymuje 1/15 sekundy dzięki temu że nie ma lustra do nieporuszających się obiektów. Jest baaardzo cichy i mały i oto chodzi. Ze światłem f1.7 i filmem iso400 oraz czasami 1/15 sekundy daje radę nawet pomieszczeniach bez lampy.
Dołączam kilka fotek mojego egzemplarza dla porównania wielkości OM-1 Dwa ostratnie to oczuywiście zdjęcia zrobione tym aparatem. Jeden przykład pod światło. Wysyłka w cenie. Kto pierwszy ten lepszy.
Mi właśnie tak kiedyś radzono, fora itp. i kupiłem te wszystkie małe "popierółki" , a miałem ich trochę i właśnie przez pryzmat ich użytkowania mogę powiedzieć, że dla mnie gra nie warta świeczki.
Dalmierzem, który ma mały wizjer i małą ciemną plamkę ostrzy się "mało przyjemnie".
Miałem potem Vito CLR, ale wizjer to po prostu miał bajka w porównaniu do tych małych dalmierzy i ostrzenie oczywiście na innym poziomie.
Może właśnie dlatego nie pokochałeś i nie podchwyciłeś dalmierzy.
Niech kolega posłucha różnych opinii na temat, wtedy szerzej na sprawę popatrzy ;).
Pozdrawiam
rumpel
Kolega patrzy już tak wąsko, że aż na jeden model.
Nie wiem dlaczego, ale tak patrząc na obrazki i czytając to i owo nie ciągnie mnie do tych wszystkich maluchów ...
Na polu bitwy zostaje głównie Bessa i to R3a.
Ale jak tak myślę, że mam tyle pieniędzy wydać na analoga, to chyba wolę wydać jeszcze trochę i kupić Epsona R-D1. Bo jak slawekk słusznie stwierdził na PW, nie jest to wcale aparat widmo, a sprzęt który w UE i USA jest normalnie w obiegu.
Czytając o tym sprzęcie, oglądając sample (ponownie wielkie dzięki dla Sławka) jestem nim oczarowany.
Tak czy inaczej czekam do lutego (wtedy planuje zakup) i zobaczymy jak sprawa się ułoży.
Niemniej jednak dziękuję bardzo za tak duży odzew.
RF to osobna szuflada, a strasznie mało o nich na forum. Jestem pewien, że niejedna osoba skorzysta :wink:
Pzdr.
Pokaż sample : )
No właśnie slawekk, pokaż :wink:
A.. bo sławek używa.. : ) To niech opisze szerzej wrażenia : )
Nie mam żadnych problemów z ostrzeniem na plamkę w tych małych dalmierzach. Fakt, wizjer nie jest duży, ale ja tego ustrojstwa używam do streetfoto, więc bardzo często ostrzę na skali i oceniam odległość na oko.
Nie polubiłem dalmierzy, bo uważam że oprócz dyskretności (cichutka migawka) nie mają żadnej przewagi nad lustrzankami. Do wielu zastosowań są mniej wygodne, a do niektórych zupełnie się nie nadają (ptaki z tele, albo makro odpada).
Staram się podchodzić pragmatycznie do fotografii, więc lans posiadania dalmierza mnie nie rusza zupełnie (choć rozumiem poniekąd mechanizm). Te małe, tanie dalmierze mają bardzo dobre, ostre obiektywy, więc do robienia zdjęć są znakomite.
Maluchów używam do streeta (dlatego mam trzy, bo zakładam różne filmy). Do pozostałych zastosowań wolę lustrzankę.
Używanie dalmierza, jak też i średniego lub dużego formatu to kwestia wyboru narzędzia, a nie lansu ;).
Jeden lubi pomidorową, a inny zupę chmielową ....
Pozdrawiam
rumpel
Wiesz, kupowanie za ciężki szmal lejek z obiektywami nijak (w moim przekonaniu) nie przekłada się na lepsze foty. Rozumiem mechanizm cieszenia się z fajnych gadżetów, ale u siebie staram się zwalczać (jak dotąd w miarę skutecznie) takie pokusy.
Zgadzam się, że to kwestia wyboru narzędzia. Tak to właśnie traktuję. Dlatego do streetfoto wybieram dalmierze. Do pozostałych lustrzanki, bo to narzędzia w moim przekonaniu wygodniejsze w większości gatunków fotograficznych. I zdecydowanie tańsze.
Gdybym parał się tylko fotografią analogową i tylko streetem to pewnie miałbym jakiś system dalmierzowy, bo do takich zastosowań idealne narzędzie. Ale kliszaki to dla mnie margines - analogowo robię zdecydowanie mniej zdjęć niż cyfrowo.
Wrażenia?
Dlaczego dalmierz?
Ponieważ w wizjerze widzę więcej, niż w lustrzance prosto z obiektywu. Często jest tak (zawsze tak jest!!!) że coś musimy przyciąć. Jeśli fotografujemy krajobraz, to mamy w miarę spokojnie (chyba, że światło goni). Częściej musimy przyciąć głowy, nogi, rekwizyty... coś. W dalmierzu, w wizjerze widzimy więcej, niż kadr jaki daje nam ogniskowa obiektywu. Mówię o aparacie dalmierzu, który umożliwia wybór ogniskowej i ramkę mamy dla zapiętego obiektywu.
Przykładów i sampli można sadzić mnóstwo. David Alan Harvey daje mnóstwo przykładów w swoich zdjęciach. Podobnie William Albert Allard. Większość zdjęć tych Panów zrobiona była dalmierzem. Czy zrobiliby to lustrzanką? Na pewno tak. Jedno, co charakterystyczne, przynajmniej dla mnie - robią podobne cuda z prostą sytuacją, kolorem, kadrem. Są kumplami. Mają wrażliwość fotograficzną tak szeroką, jak świat. To oczywiście moje zdanie i mój punkt widzenia, możecie mieć całkiem inne.
Ja nie jestem mistrzem fotografii, od tego trzeba zacząć ;)
Rzeczywiście pogadaliśmy z kolegą sn00p na PW o Epsonie R-D1. Ten aparat naprawdę istnieje ;) Mam i działa. Słyszałem wiele różnych opinii, ale ja mam własną. Istnieje, działa, robi zdjęcia. Ma już kilka lat i ciągle jest w użyciu. Nie sprawia problemów, poza koniecznością odpalenia mapowania pikseli jakiś czas temu.
Sample? Nie wiem.
Jakie? Jakie tematy? Co?
Ludzie, ulica, ciężkie warunki oświetleniowe, jakiś portret - ot, tak z ciekawości. A jakich szkieł używasz?
Rafał - lans? Ludzie niezwiązani z fotografią nie znają czerwonej kropki, nie mówiąc o bessie czy zeissie. Już bardziej szpenerski jest Olek z jakimś pokaźnym ZD : )
To raczej kwestia doboru narzędzia - ludzie sięgający po dalmierze, podobnie jak ci, którzy sięgają po TLRy czy inne średnie albo wielkie formaty, są zazwyczaj mocno ukierunkowani i akurat ten typ aparatu pozwala im najlepiej robić to co robią. I nie interesuje ich uniwersalność, bo nie zrobią nigdy makro czy widoczku czy czegoś tam. A dalmierz jest chyba ciekawym rozwiązaniem jako aparat do dokumentu, fotografii ulicznej czy jako aparat podróżniczy. Lustrzanka małoobrazkowa jest na pewno najbardziej uniwersalnym narzędziem.
Ciekawe czy leica ma w ofercie jakiś obiektyw makro albo tele : )
Leica nie ma obiektywu macro, bo prawdopodobnie nie może mieć. Sposób fokusa chyba nie pozwala. Nie ma obiektywu poniżej 0.7m.
Tele dalekie nie wiem, ale raczej nic dalej niż stokilka mm.
Ogólnie tak, bo jak dalej zobaczyć/ostrzyć w stałym wizjerze?
Używam gównianych obiektywów, ponieważ ... tak jest wystarczająco. Dla mnie. Jest jedna ogniskowa, którą chętnie wymienię - 35mm.
Używam tylko M39:
Ultron 28mm f1.9
Jupiter-12 35mm f2.8
Jupiter-3 50mm f1.5
Miałem świetny M-Rokkor 40/2, ale poszedł... z dymem.
Ogniskową 35 chętnie zamienię na LTM Canon 35/2 ze względu ... nie wiem na co... nie potrafię powiedzieć.... lubię zdjęcia z tego obiektywu. Nie szukam lajkowych obiektywów, bo po pierwsze mnie nie stać, po drugie zdjęcie killer może powstać jupiterem. Nie ma znaczenia. Ja tego killera ciągle nie mam.
Szkoda, że to crop. Bo z 28 robi się 42, z 35 - 53, a z 50 - 75. Ale fajne szkiełka mimo wszystko. Dużo dobrego slyszalem o Jupiterze 12, mam go nawet : ) A Jupiter 3 to kopia świetnego Zeissowskiego Sonnara 50/1.5 (tyż miałem, ale poszedł : ))
Crop i kropka ;)
Najbardziej szkoda prawdziwych właściwości obiektywu, właśnie tych wszystkich poza tylko zmianą kąta widzenia.
Jupiter-12 to dobry obiektyw i super tani, mając na uwadze podobne w lustrzankach. I robi zdjęcia:
Dwa pierwsze bardzo fajne. Takie analogowe : )
Rafale, nie zawodowcy mają do wyboru kilka dróg. Jedną z nich jest po prostu cieszyć się z fotografowania bez względu na rezultaty. Ja taką właśnie wybrałem. Bez spinania się robię swoje knoty, czasem cyfrowym, czasem analogowym. Są tygodnie kiedy w ogóle nic.
Chodzi tylko o to, że dalmierz daje mi większą radochę. Wcześniej mówiłem, że ma też pewne zalety. Drugim Cartierem czy innym Bressonem nie będę, nie mam już takiej ambicji.
Sławek, ja wyraziłem tylko moją prywatną opinię. Ktoś inny nie musi podzielać mojego zdania.
Najważniejszy jest fun. Jeśli komuś nowe zabaweczki sprawiają radość to nie ma w tym nic złego. Ja po prostu staram się mieć inne podejście.
Choć nie zawsze tak było. Kiedyś zgrzeszyłem z systemem OM. Stałem się w pewnym momencie zbieraczem, a nie fotografem. Upolowałem np. OM-2n w stanie igła jak z półki sklepowej. Rarytas, bo czarny - a to rzadkość (czarne łatwo się przecierają, więc aparatów w stanie idealnym prawie nie ma).
I złapałem się na tym, że nie robię nim zupełnie zdjęć. Bo mi szkoda go wyciorać. I puknąłem się w głowę, że nie tędy droga. Aparat ma mi służyć jako narzędzie, a nie gadżet.
RC, jak Ci to nie robi różnicy, to możemy się wymienić - srebrny OM2n w idealnym stanie na czarny : ) Tyle, że wtedy nie będziesz już eRCe, tylko Rafał Srebrny?
Edit: Jezu, ja mam już czarnego OM2 ;d