u mnie to nie działa...
Wersja do druku
ze względu na kłopoty techniczne, które sam sobie zafundowałem powtarzam zdjęcia z postu #61
50.
Załącznik 93560
51.
Załącznik 93558
52.
Załącznik 93561
53
Załącznik 93562
wiem, że zdjęcia nie są rewelacyjne ale chciałbym pokazać wam sytuację, która wywarła na mnie ogromne wrażenie (pewnie długo nic podobnego nie zobaczę). Przekonałem się że dzika natura nie wybacza błędów żadnym zwierzętom, jest bezwzględna. parę tygodni temu wybrałem się rano nad staw aby posiedzieć z aparatem nad brzegiem. siadłem sobie w trzcinach niedaleko gniazda perkozów (akurat tę parę podpatrywałem już kilka razy) i patrzyłem na ich zachowanie, byli w trakcie wysiadywania jaja. dla ochrony gniazda zawsze jeden z pekozów siedział na jaju, drugi w tym czasie sobie gdzieś odpływał. tak zmieniali się klikukrotnie.
54.
Załącznik 93741
nagle perkozowi zachciało się "wyprostować nogi" i zszedł z gniazda, pływając blisko niego. nad stawem nic się nie działo
55.
Załącznik 93742
nie minęły 2 minuty, a nie wiem skąd (nie widziałem go wcześniej) nadleciał błotniak, wykorzystał nieuwagę perkoza i wpadł do niego na śniadanie. sam nalot trwał kilka sekund i był zaskoczeniem zarówno dla mnie jak i dla perkoza.
56.
Załącznik 93744
perkoz próbował jak umiał odpędzić ptaka, krzyczal i stroszył się, lecz niewiele to dało.
57.
Załącznik 93745
58.
Załącznik 93746
59.
Załącznik 93747
błotniak na oczach rodzica wyjadł jajo i odleciał.
60.
Załącznik 93748
perkoz o dziwo nie wszedł do gniazda do czasu przybycia drugiego. gdy ten przypłynął ptaki rozpoczęły coś w stylun tańca żałobnego, może to była forma wzajemnego pocieszenia. zaczęły stroszyć się do siebie, klekotać dziobami i piszczeć
61.
Załącznik 93750
możliwość obserwowania z kilkunastu metrów jak instynkt jednych zawodzi (niweczy pracę kilku tygodni wysiadywania jaj) a innym pozwala się nakarmić jest bardzo ekscytujące. miałem nawet ochotę poderwać się i spłoszyć błotniaka, uratować to jajo - jednak zrezygnowałem, doszedłem do wniosku że tak działa przyroda i nie mogę jej przeszkadzać.
Piękny opis, super zdjęcia.
Też opowiem coś ciekawego. Dzisiaj jechałem z koleżanką z pracy na opracowanie pogryzienia przez wściekłego lisa. Sporo mamy takich przypadków. Ale nie o tym. Skręciłem z asfaltówki w polną drogę. Patrzę, na środku stoi bociek i coś sobie tym długachnym dziobem przy nodze dłubie. Stoję przed nim nie dalej jak 2 metry. On nic. Silnik klekocze (diesel) - on nic. Nacisnąłem na klakson - popatrzył i statecznym krokiem wlazł w pszenicę :)
w sumie to racja
---------- Post dodany o 13:27 ---------- Poprzedni post był o 13:24 ----------
masz dar, że boćki nie boją się ciebie lub twojego diesla.:mrgreen:
też tak czasami mam, wtedy jakiś głos krzyczy mi w głowie - gdzie masz aparat!!??, czemu zostałw domu!!!????