Na pewno jest sens zrobić tam mały, niszowy zlocik :D
Wersja do druku
Na pewno jest sens zrobić tam mały, niszowy zlocik :D
Chciałem napisać "ładna historia", ale ładna chyba nie jest najtrafniejszym określeniem. Dlatego - dobrze opowiedziana (słowem i światłem).
Mogę się założyć, że obowiązkowym tytułem w działkowej biblioteczce było pewnie jakieś opracowanie o domowych sposobach produkcji win i nalewek :)
Dziesięć lat temu kupowaliśmy od znajomych działkę pod Łodzią z domkiem letniskowym i taką książkę "przejęliśmy".
Pozdr
Tylko jeśli domek był budowany przez zaprzyjaźnionego cieślę i własnymi siłami, konstrukcja i materiały, z których został postawiony mogą być, delikatnie mówiąc, takiej jakości, która uniemożliwi odbudowę. To co siedzi w ścianach może być wręcz niebezpieczne dla zdrowia.
Pozdr
Obawiam się, że domek nie był ubezpieczony. Jeśli przez lata nikt z niego nie korzystał, pewnie ponoszono jedynie obowiązkowe opłaty na podatek.
W Polsce mnóstwo ludzi nawet mieszkań nie ubezpiecza. Biedne społeczeństwa tak mają, nie każdy o tym pamięta. Sądząc po wyposażeniu, to nie była dacza partyjnego prominenta.
nie wiem czy to oznaka pierwszych przemyśleń o przemijaniu , ale ja również coraz częściej mam ochotę na powrót do miejsc z dzieciństwa, kojarzących się z beztroską i radością. jeśli macie takie miejsce na tym świecie, to trzeba go utrzymywać jak najdłużej i pielęgnować :) . szkody nie wyglądają na wielkie ,a jeśli tam przebywacie to i pustka znika.
no i jeszcze przeglądanie starych książek - uwielbiam . może faktycznie znajdą się jakieś perełki..
Mocno rozbawiłeś mnie Mirek tym ubezpieczeniem :-) Widać, że już za długo w cywilizowanym świecie mieszkasz i zupełnie jesteś oderwany od polskiej rzeczywistości ;-) Mało która zapomniana rudera jest u nas ubezpieczona - to byłby cud gdyby ta była.
Co do książek to może znajdą się jakieś ciekawe egzemplarze do czytania ale nie spodziewałbym się czegoś cennego, nawet gdyby książki były w dobrym stanie. Sam ostatnio robię remanent w książkach bo już mi się nie mieszczą na półkach. Mam książki po dziadkach, rodziców oraz własne i ze zdziwieniem stwierdzam, że pod względem wartości materialnych najcenniejsze są te które sam kupiłem kilka lat temu (a nie ma teraz ich wznowień). Stare książki zakupione jeszcze za komuny są w zasadzie bez wartości. Mam piękne wydanie Mickiewicza, które sobie bardzo cenię i nigdy bym gonie sprzedał ale z ciekawości sprawdziłem ile jest warte i okazało się, że tak coś koło 15 zł. Nie powiem zszokowało mnie to. Cenne mogą być wydania 19 wieczne ale trudno o idealne egzemplarze, a tylko takie osiągają spore ceny.