Fajne te skały. Świetnie wyglądają.
Ostatnia wrzutka też ciekawa. 7 fotka z tą dłonią ciekawie wygląda.
Wersja do druku
Fajne te skały. Świetnie wyglądają.
Ostatnia wrzutka też ciekawa. 7 fotka z tą dłonią ciekawie wygląda.
niecałe 90 minut do pierwszego gwizdka, ZNP w pełnym rozkwicie, jedziemy dalej.
następny punkt programu to Fox Glacier czyli Lodowiec Foxa. Mieliśmy podejśc pod czoło lodowca a przy dobrych wiatrach może zrobić wycieczkę helikopterem na sam lodowiec.
Tu niestety pogoda dała nam w ****. Lało potwornie, woda zalała nie tylko jezdnie ale i szlaki- na drodze pod lodowiec woda była ponoć do kolan (!) i została zamknięta. Mam dwa zdjęcia lodowca zjednego z punktów widokowych na trasie - chmury łaskawie rozchyliły sie na kilkadziesiąt sekund.
Fajny wątek, w końcu dobrnąłem do końca, fajnie, że nie skupiłeś się na pokazywaniu tylko w stylu street. Są krajobrazy i to fajne mimo nie szczególnej pogody. Sobie teraz będę już na bieżąco oglądał.
A gdzie miałbym robić ten street? którego zresztą nie potrafię robić?
Anegdotycznie: któryś nocleg mieliśmy w motelu na dalekich obrzeżach miasteczka. Przyjechaliśmy dość wcześnie, około 17. Nasz przewodnik zaproponował nam, że zawiezie nas do centrum a potem za dwie godziny po nas nas przyjedzie (chcielismy zjeśc obiadokolację, może zrobic jakieś drobne zakupy itd)
Stwierdziliśmy, że wrócimy taksówką, ale Andrzej mówi- tu nie ma taksówek.
Pojechał z nami, z trudem znaleźliśmy knajpę gdzie była czynna kuchnia- o 19 zamykali - i wróciliśmy.
Street foto? jakie ? czego?
Napisałem w stylu (słowo klucz, czyli nie dokładnie street foto, ale oparte na pokazywaniu głównie "człowieków" i jego działania wszelakiego stylu) street, mając na myśli to, że większość fot z podróży pokazuje się tu na forum głównie właśnie w takim stylu. Mało jest wątków w większości pokazujących "dzicz" . Sorry trochę może zbyt skrótowo napisałem poprzednio.
W Nowej Zelandii nie ma nic szczególnego do oglądania jeśli chodzi o zabytki kultury. Naprawdę. Jeśli chodzi o cywilizację kolonistów- to najstarsze budowle , mające tam status zabytków klasy juz nie "0" ale "-1" datowane są na ..1840 rok . Sorry, ale u nas w każdej wsi , mimo przetaczających się wojen, stoją o wiele starsze budowle.
Ponieważ państwo jest młode, wielokulturowe i mało zaludnione- nie powstawały tam monumentalne pałace, wielce spektakularne kościoły. Nie powstawały też zamki - bo to nie ten okres.
Natomiast różnorodność atrakcji krajobrazowo -przyrodniczych w tym kraju jest ogromna i staram się ja pokazać.
Fauna tez jest dość uboga i w dużej mierze endemiczna. Przy tym -w przeciwieństwie do sąsiedniej Australii, gdzie przyroda zarówno w wodzie jak i na lądzie może zrobić nam kuku- bezpieczna dla człowieka.
Nie ma drapieżników, nie ma jadowitych węży i pająków, rekiny bywają ale generalnie jest im za zimno, nie ma krokodyli, os morskich, elektrycznych węgorzy i tym podobnych atrakcji.
natomiast paskudnie gryzą meszki i "pchły plażowe".
Pogoda w Fox Glacier raz jeszcze okazała nieco łaskawości - deszcze zelżał na tyle, że zaryzykowaliśmy wyskok nad pobliskie jezioro Mathesson
Takich widoków https://www.google.pl/url?sa=i&rct=j...60049144745104
nie mieliśmy, ale zdecydowanie było warto.
Jedziemy dalej drogą nr 6 w kierunku Queenstown- światowej stolicy sportów ekstremalnych. Z mostu w pobliżu, niejaki A.J. Hackett wykonał pierwszy skok na bungee. jeśli ktos ma ochotę spróbować czegos szalonego - to właściwe miejsce.
Najpierw jednak wspaniałe widoki. Przejechaliśmy na wschodnie stoki Alp południowych i pogoda zdecydowanie sie poprawiła - wyszło słońce i nasze humory też poszły w górę.
Po drodze przytrafiła nam się awaria samochodu -okazało się ze poziom płynu w chłodnicy wynosi zero. Mieliśmy samochodziarzy w ekipie, tak więc razem z naszym pilotem zjechali z duszą na ramieniu do najbliższego miasteczka i zatankowali rumaka, zaś reszta podeszła około kilometra ruchliwą drogą bez pobocza do najbliższego punktu widokowego.
W samym Queenstown warte zobaczenia są podobno ogrody- w których nie byłem, oraz absolutnie powalający widok na miasto, jezioro Wakatipu i otaczające je szczyty - z góry, na którą prowadzi kolejka linowa.
Następnego dnia wstaliśmy skoro świt - w nagrodę zobaczyliśmy bajecznie kolorowy wschód słońca nad zboczami gór wokół miejscowości Cromwell. Przed nami niemal 800 km w samochodzie, w dużej mierze po górskich drogach na trasie Cromwell-Milford Sound- Cromwell.
Milford Sound to jeden z gwoździ wyjazdu- rejs statkiem po bajecznym fiordzie typu norweskiego, otoczonym górami, wodospadami itp.
Niestety, gdy przekroczyliśmy Alpy Południowe, pogoda pogarszała się z każdą minutą. Po przybyciu do Milford Sound deszcz lał poziomo. Widocznośc była minimalna, a gdy wyszedłem na odkryty pokład , wiatr i deszcz zwyczajnie chciały wrzucić mnie do wody.
Ten dzień to największe rozczarowanie pogodowe całego wyjazdu. Należało się z tym liczyć- podobno roczna suma opadów w Milford Sound to 7000 mm czyli 7 metrów. Następna grupa z tego samego biura, która była kilka dni po nas, trafiła bajeczną pogodę.
A tak wygląda Milford w dobrej pogodzie
http://www.fiordland.org.nz/about-fi...milford-sound/
Polecam zwrócić uwagę na Quick Facts
119 kms from Te Anau
Approximately 2.5 hours driving time
Cafe/Restaurant available in Milford Sound
No cellphone coverage
Last fuel in Te Anau
I tak naprawde jest. Pomiędzy Te Anau i Milford, jedyne oznaki cywilizacji to droga, miejsca biwakowe i widokowe.
No to się pochwalę, że wiem :mrgreen:
Na dwóch pierwszych zdjęciach - tych ze wschodu mamy tzw chmury soczewkowe. Bardzo ciekawe zjawisko - chmury pomimo silnego wiatru stoją w miejscu, a niektórzy biorą je za UFO.
Po męczącym i średnio udanym dniu w Milford Sound, udaliśmy się z Cromwell w kierunku Dunedine- "trzeciego największego szkockiego miasta".
Gdzieś po drodze zaopatrzyliśmy się w świeże owoce a także miód Manuka, pastę imbirową i tym podobne specjały- wszak NZ stoi przemysłem spożywczym.
Zatrzymaliśmy się także na chwilę przy dziecięcych / młodzieżowych zawodach motocrossowych- te dzieciaki śmigały w całkiem trudnym terenie.
A poza tym Widoczki, widoczki, widoczki
no i fajnie :)
Dunedine leży nad Pacyfikiem- absolutnie największą atrakcją był rejs niewielkim statkiem, podczas którego "na pewniaka" mieliśmy zobaczyć kolejne foki, albatrosy, a zdarzają się i delfiny- niestety nie nam.
foka na 7 focie jest super :), ogólnie wrzuta mi się podoba :)
Dzięki:)
Jedną z ciekawostek Dunedine jest najbardziej stroma ulica świata- różnica poziomów to około 70 m na 320 m ulicy. Można się zasapać.
Dzięki :)
Wysłane z mojego C6903 przy użyciu Tapatalka
Skały nalesnikowe i pożniejsza deszczowa zatoczka przypomniały mi deszczowe Bergen we wrześniu 2014 roku. Podobnie mokre obrazki do tych w mojej pamięci. Kolejne zdjęcia skomentuję w późniejszym czasie, przepraszam, że nie w tempie ich wrzucania. Czasem brakuje czasu.
Fajna wędrówka, choć pogoda nie rozpieszczała. To coś koło Ciebie na pomalowanej ławce to źródełko wody? :)
Kolejna wrzutka zwierzęca czyli, jak to się teraz mówi, element animalny
te co skaczą i pływają -zapraszają.
:) fajne :)
Najwyższy czas dokończyć podróż :)
Maoraki Boulders, to grupa ogromnych okragłych głazów na plazy Koekohe. Ich pochodzenie nie jest przekonująco wyjaśnione, zaś wiek to około 60 mln lat.
Jeszcze będą Alpy Południowe i Christchurch zniszczone przez trzęsienie ziemi. A na razie winnica
Świetnie pokazałeś te "kamyczki" :)
Pozdrawiam.
Kamienie super, fota z rowerem bardzo fajna.
Zawracamy na północ i zbliżamy się do deseru, czyli najwyższego szczytu NZ- Mount Cook oraz nieco niższego ale równie malowniczego Mount Tasman.
Pierwsze fajne widoki pochodzą znad brzegów malowniczego jeziora Pukaki.
Zrobiliśmy krótki spacer, niestety nie podeszliśmy w rejon występowania papug Kea, które tak fantastycznie sfotografował Marcin Dobas.
Dziewiąte zdjęcie z tej wrzuty super! Coraz bardziej ta relacja mi się widzi...piękne góry tam są.
Ty kończysz podróż a widoczki i zdjęcia coraz lepsze :wink:
Wszystko fajne ale nie ma to jak góry :), piękne widoki.
Piękne góry i ładnie pokazane.
Pożegnanie z górami- kilka zdjęc znad jeziora Tekapo i pomnik psa pasterskiego.
Zdjęcie z drzwi kościoła Dobrego Pasterza.. nie do końca wyszło tak jak chciałem ale w środku zakaz fotografowania.
(Przed)ostatnim punktem naszej wycieczki było Christchurch -miasto leżące na tzw Pierścieniu Ognia - mapka w tym linku sporo wyjaśnia
http://content.usatoday.com/communit...1#.VySGxjCLSUk
Trzęsienie ziemi w 2009 roku bardzo mocno zniszczyło miasto, jego skutki widoczne są do dziś.
Z 60 metrowej wieży katedry została jedynie kupka gruzu.
Półgodzinna przejażdżka tramwajem "oldtimerem" pozwoliła nam w ekspresowym tempie zobaczyć miasto.
Zahaczylismy jeszcze o ogrody, wieczór zakończyliśmy w hotelowej knajpie, przed którą na tych, którzy mieliby spać nieco dalej, czekał hotelowy bus.
Z ciekawostek- Beata siedzi na ławeczce prze instytutem zajmującym się dysleksją.
Pozostał ostatni, ale morderczy etap- powrót do domu.
Door to door 39 godzin, 5 lotów na trasie Christchurch-Auckland-Melbourne-Dubaj-Warszawa-Gdańsk.
Warto było :)
Dziękuję wszystkim, którzy zechcieli poświęcić czas i przejrzeć naszą fotorelację.
Szkoda katedry, ale widzę, że się za nią już zabrali.
Dzięki za ciekawą wycieczkę. Pozdrawiam