N marginesie dyskusji chciałbym zapoznać się z tym jak uczestnicy tego wątku rozumieją termin ISO invariant. Jak ten termin można przełożyć na praktykę.
TJ
Wersja do druku
N marginesie dyskusji chciałbym zapoznać się z tym jak uczestnicy tego wątku rozumieją termin ISO invariant. Jak ten termin można przełożyć na praktykę.
TJ
To są matryce pozwalające na programowe rozjaśnienie zdjęcia przy zachowaniu zbliżonego poziomu szumu, co w przypadku równoważnego pod względem ekspozycji zdjęcia wykonanego na odpowiednio wyższej czułości. Na przykład ISO 100 rozjaśnione o 4 EV powinno być niemal nie do odróżnienia od ISO 1600. Pozwala to uzyskać wysoki DR przy niskich stratach na jakości.
Czyli wysoki (czy jak to nazwać) ISO variant sensora koreluje z dynamic range, chociaż nie jest to to samo.
A dynamic range mówi także o tym ile można wyciągnąć z cieni bez większej szkody dla obrazu.
TJ
Przeczytałem cały wątek i jestem pod wrażeniem wiedzy i następnie umiejętności zagospodarowania zdjęć zarówno w formatach jpg jak i raw. Ponieważ każdy naświetlony plik trzeba choć odrobinę poprawić osobiście preferuję pliki raw i tylko w tym formacie robię. Program do obróbki plików traktuję dosłownie jak ciemnię fotograficzną której bardzo mi brak a tak mam jej namiastkę. Lubię zdjęcia Epikura za to co przedstawiają i lubię zdjęcia M-a-g-a za perfekcyjne zdjęcia. Każdy z nich idzie swoją drogą a efekty ich prac są poddawane ocenie w jednym i drugim przypadku zdecydowanie pozytywnej. Ważne, że są pokazywane możliwości z których można korzystać. Reasumując nadmieniam jeszcze, że jest system polaroid tj. fotografii natychmiastowej która ma też swoje zalety jak i wady a zwolenników na forum nie zapamiętałem.
@m_a_g - generalnie się z Tobą zgadzam, szczególnie z drugą częścią posta dotyczącą przypadku, kiedy trzeba uzupełniać "niedoskonałość" sprzętu.
W sumie temu służy np. HDR.
Ale sytuacja którą opisałeś odnośnie portretu dzieci akurat jest dla mnie w dzisiejszych czasach nie do przyjęcia. Może wczasach filmu to tak, ale fotograf, który używa aparatu cyfrowego z natychmiastowym podglądem zdjęcia, który z takiej portretowej sesji przyniesie zdjęcia np. z zamkniętymi oczami modeli moim zdaniem lepiej żeby... dał sobie z fotografowaniem spokój.
To akurat kiepski przykład - chociaż rozumiem co masz na myśli - w przypadku pojedynczego zdjęcia takie postępowanie można jeszcze zrozumieć.
Aczkolwiek nadal się będę trochę upierał, że należy się do takich rzeczy przyznawać- a nie upierać że to oryginalne ujęcie prosto z aparatu.
Już wiele osób się o tym przekonało, kiedy odbierano im nagrody jak wyszło na jaw, że to niby "oryginalne" zdjęcie było poddane mocnemu retuszowi
Fajnie tak sobie porozmawiać i fajnie że mamy cześciowo wspólny punkt widzenia.
Odniosę sie jeszcze do dwóch rzeczy: po pierwsze - dla mnie nie ma czegoś takiego jak "oryginalne zdjęcie prosto z aparatu". Liczy się efekt. Zwisa mi jak został uzyskany, przyklaskuję każdemu kto robi piękne zdjęcia a warsztat... to warsztat.
To jak z piekarnią piekącą chrupiący i pachnący chleb który uwielbiamy rano, jak w tej noweli, nie pamiętam której... do czasu kiedy dziecko zobaczyło brudnych i spoconych piekarzy przy pracy, wtedy straciło apetyt.
Oczywiście zdjęcia reporterskie to inna sprawa, i tak, znane mi są przypadki odbierania nagrody za fotomontaż, ale w tamtych przypadkach fotomontaż nie służył temu aby zdjęcie było lepsze technicznie czy ładniejsze, a po prostu zakłamaniu rzeczywistości.
To dwie różne rzeczy. Nomen omen nagrody odbierano po latach nawet w fotografii analogowej bo okazało się że niektóre zdjęcia wojenne były... inscenizowane wiele kilometrów od linii frontu.
A druga sprawa z tym portretem dzieci.... zabrzmi to paradoksalnie, ale cenię sobie naturalność. Zwłaszcza kiedy fotografuję swoje dzieciaki.
Czasami robię też zdjęcia poważne, takie studyjne (wstawię coś dzisiaj do mojego wątku w celu demonstracji), ale tych naturalnie roześmianych, kiedy jedno drugiemu coś powiedziało i naśmiewały się z ojca z aparatem zamiast pozować - tego nie da się powtórzyć.
Z takiego wyjścia w teren w celu zrobienia jednego portretu przynoszę na karcie z 500 zdjęć, bo robię seriami ile fabryka dała. I wybieram ten najlepszy moment... a w przypadku dwóch osób na zdjęciu, czasami jest tak że ten najepszy moment jest na dwóch klatkach które dzieli od siebie ułamek sekundy.
Takie coś przy odrobinie znajomości post procesu można połączyć w jedno zdjęcie wręcz idealnie, bez żadnych zmian praktycznie.
Jest jest to dużo prostsze i daje lepsze efekty niż zniechęcone, zmęczone dzieci zmuszone do ponownego pozowania.
I jak dla mnie jest o wiele bardziej prawdziwe - bo ja robiąc te zdjęcie widziałem te roześmiane buzie przecież - to że w domu oglądając poszczególne klatki okazało się że udało się tego uchwycić jednym zdjęciem to już kwestia wtórna...
I tu jest pewien problem. Ja chciałbym oglądać zdjęcia które mi się podobają . Nie interesuje mnie, że autor mocno dłubał przy edycji. Liczy się efekt finalny.
Jak mam oglądać zdjęcia które są , że tak napiszę "naturalne". I ta naturalność sprowadza się do nudnego, szarego mało "dynamicznego" obrazka. To sorry, ale nie kupuję tego. :)
Dotyczy to zwłaszcza zdjęć krajobrazowych, gdzie niestety, czy się to komuś podoba czy nie, trzeba przeważnie dużo popracować.
Jest takie stare powiedzonko. Prosto z puszki, to najlepsze są sardynki. :mrgreen:
Jeszcze mi się nie zdarzyło, żeby ktoś odgadł, że którekolwiek z opublikowanych przeze mnie zdjęć nie było poddane żadnej edycji poza aparatem. Nikt nie zgłaszał uwag, że ekspozycja nietrafiona, że balans bieli nie taki, że detalu brakuje, że z kolorami coś nie gra, że DRu zabrakło czy że powinienem dowalić więcej clarity.
Przymus edycji zdjęć tkwi tylko w głowie niektórych fotografów i dotyczy tylko ich własnych fotografii, bo na podstawie cudzych zdjęć i tak nie są w stanie odgadnąć procesu ich powstawania.
Nie rozumiem dlaczego ktoś miałby zgadywać czy Twoje zdjęcia są robione w aparacie czy poza aparatem? To przecież nie ma znaczenia, liczy się efekt, o czym wiele osób tu pisało.
Poza tym, zupełnie nie rozumiem o co Ci chodzi w tym temacie. Wybacz, może mało bystry jestem. Założyłeś temat "EKSPERYMENT JPEG", który jak sam piszesz miał pokazywać co oferuje silnik JPG w danym aparacie, a następnie po dość intensywnej wymianie zdań napisałeś że... fotografujesz w RAW, a dopiero a następnie edytujesz w aparacie. Po przeczytaniu całego tematu od deski do deski widzę że nie tylko mnie to dziwi, @helmuth, @jck - tak samo zaskoczeni.
Sprowadza się to do tego, że cały temat mało ma z silnikiem JPG wspólnego, bo jakby nie było fotografujesz w RAW, a gdzie edytujesz... co za różnica.
Aparat to też komputer przecież, wszystkie te same podzespoły, tylko inna skala zjawiska.
Jednak tak czy owak to Ty dokonujesz edycji zdjęcia. Witaj w klubie :mrgreen:
Niczym się to nie różni od edycji RAW poza aparatem. Z tym że ja wolę to zrobić na komputerze z klawiaturą i myszką, a nie wywoływać RAW'y przez menu aparatu, bo jest mi tak wygodniej.
Ale to nie zmienia faktu że obaj edytujemy zdjęcia, kwestia programu / urządzenia do edycji jest wtórna.
Mój drogi, jaki przymus edycji. Ja bardzo bym chciał aby podobały mi się moje zdjęcia prosto z aparatu, najlepiej na auto jeszcze, i żebym nie musiał poświęcać tyle czasu na edycję. Niestety tak nie jest chociaż może kiedyś sztuczna inteligencja w aparacie załatwi to za mnie, aparat porozmawia ze mną o moich gustach i następnie sam wszystko zrobi - jestem za :-)
A co do oceny cudzych zdjęć i rozpoznania sposobu ich edycji - jeszcze raz, powoli i na spokojnie - kogo obchodzi jak są zrobione cudze zdjęcia które oglądamy?
Nie wiem ile razy można to samo pisać.
Moim zdaniem zdjęcia mają się podobać i tyle. Nie obchodzi mnie jak były zrobione.
Z tym że w zdecydowanej większości te dobre zdjęcia to zdjęcia po edycji, takiej czy innej, bo niestety zdjęcia prosto z aparatu ustępują im jakością.
Zauważyłem też że ten trend "brak edycji" działa to też w drugą stronę, w sensie czasami ludzie wrzucają kiepskie zdjęcia z dopiskiem "prosto z puszki" i oczekują pozytywnych komentarzy ze względu na "naturalność" i dopisek "brak edycji". Jakoś to się nie sprawdza, i pozytywnych komentarzy brak.
Wiem że się powtarzam ale ileż już można pisać o tych JPG skoro sam fotografujesz w RAW i dokonujesz post procesu.
To że jest to edycja z poziomu aparatu - co za różnica. Czy ten przymus tkwi w Twojej głowie, jak sam sugerowałeś? :mrgreen:
Nie sądzę, po prostu nie wystarcza Ci JPG prosto z aparatu, przecież nie traciłbyś czasu gdyby było inaczej.
Podsumowując, niech każdy fotografuje jak lubi, nie dorabiamy do tego niepotrzebnej ideologii.
Sprawa jest prosta - post process to post process, czy w aparacie, czy w komputerze, jak by nie patrzeć, to obróbka, i nijak się to ma do JPG z aparatu.
Jesteś zadowolony ze swoich zdjęć? Super. Ja też lubię niektóre Twoje kadry. I zupełnie się nie zastanawiałem jak były robione.
Moje zdjęcia edytuję na komputerze, niektóre wymagają mniej edycji (więc komputer dla wygody), inne zdecydowanie więcej (tych na 100% nie ma możliwości edycji w aparacie), wiem natomiast jedno - fotografując w JPG nie jestem w stanie uzyskać zadowalających mnie rezultatów. I od tego się ta dyskusja z moim udziałem tutaj zaczęła. To było zanim napisałeś że sam fotografujesz RAW, więc tym bardziej nie rozumiem o czym my tu piszemy... Natomiast proszę Cię nie wyskakuj z komentarzami że przymus edycji tkwi w głowie fotografa, bo to bzdura jakich mało. Przykładowo, już widzę tych wszystkich fotografujących architekturę prezentujących na 500px czy innych portalach lub stockach te pokrzywione budynki bez skorygowanej perspektywy, dopiskiem "prosto z puszki" :mrgreen: Albo najlepiej, przykład z tego forum - wejdź do mojego wątku i poczytaj jak mi się dostało za zdjęcie mostu z jak się okazało kiepsko skorygowaną perspektywą lub dystorsją obiektywu. Najlepiej to podsumował kolega @cobra, napisał coś w stylu "moim subiektywnym zdaniem most wydaje się krzywy", czy jakoś tak. I tylko to się liczy.
Dlatego, że twierdzisz, że JPEG z puszki jest bezużyteczny i z pewnością każdy zauważyłby jego niedostatki. Wynika z tego, że nikt nie musiałby zgadywać, bo byłoby to widać od razu. Prawda? Czy może nie? [emoji846]
A skąd Ci przyszło do głowy, że zdjęcie powstałe w wyniku edycji RAWa w aparacie nie jest JPEGiem z aparatu i jest mniej wiarygodne od JPEGa powstałego w wyniku ustawienia tych samych parametrów przed wciśnięciem spustu migawki? Tytuł jest w pełni uzasadniony i już mój pierwszy post wyjaśnia sposób, w jaki ten „eksperyment” jest przeprowadzany. Edycja w aparacie różni się od edycji na komputerze tym, że w pierwszym przypadku nie potrzebujesz osobnego urządzenia i tym, że w drugim przypadku uzyskujesz efekt zawsze różny od tego, w jaki sposób aparat interpretuje rzeczywistość. Już to pisałem w jednym z wcześniejszych postów.
No i super, ale zajrzałeś do wątku dotyczącego generowania JPEGów w aparacie, żeby o tym opowiedzieć? Bez urazy, ale może tu nie być zbyt wielu osób tym zainteresowanych [emoji3]Nie czuj się zobligowany do korzystania z jakiejś funkcji aparatu tylko dlatego, że ktoś inny z niej korzysta i wspomniał o tym na forum.
W zdecydowanej większości zdjęcia są po edycji na komputerze, niezależnie od tego, czy uznasz je za dobre czy nie. Wynika to z kilku faktów: 1) edycja taka wybacza więcej błędów na etapie fotografowania; 2) większość producentów przez lata kompletnie olewało format JPEG i zniechęcało do jego używania; 3) wiedza o tym, które sprzęty oferują dobry silnik JPEG i jak wykorzystać jego możliwości jest stosunkowo mało rozpowszechniona; 4) fotografia masowa, jako element popkultury, promuje zachowania trafiające w masowe gusta, więc łatwiej dotrzeć do ludzi z przeciętną, acz przesadnie obrobioną fotografią, niż ze zdjęciem ponadprzeciętnym ale trudniejszym w odbiorze.
Każdy aparat fotografuje w RAWach i konwertuje je do JPEGów zgodnie z wybranymi ustawieniami. Dzieje się to niezależnie od tego, czy JPEG ten jest zapisywany jako osobny plik, czy tylko zaszyty w RAWa oraz niezależnie od tego, czy RAW ten posłuży tylko do wygenerowania JPEGa i zostanie usunięty z bufora, czy może zapisany zostanie na karcie. Czy ta konwersja nastąpi automatycznie ułamek sekundy po wciśnięciu spustu migawki, czy w dowolnym późniejszym momencie po wciśnięciu guzika w menu, to dla efektu końcowego nie ma najmniejszego znaczenia. W obu przypadkach powstaje taki sam JPEG wygenerowany na podstawie algorytmów aparatu.
Jaki przymus? Przymus wygenerowania JPEGa z RAWa? To aparat jest zmuszony to zrobić, nie ja. Inaczej nie będzie zdjęcia, bo surowy zapis z matrycy jeszcze nim nie jest. Ja tylko decyduję, czy wykorzystam plik wygenerowany zgodnie z ustawieniami wprowadzonymi przed wciśnięciem, czy po wciśnięciu spustu migawki.
Zróbmy tak... jak się u mnie mówi "zgadzamy się co do tego, że się nie zgadzamy" :-) I mam nadzieję że bez urazy.
m_a_g, dopisujesz do swojej wypowiedzi zdania już po tym, gdy się do tej wypowiedzi odniosłem. Nie jestem w stanie już tych zmian w treści wyłapać. Dodawaj je na końcu i zaznaczaj jakoś, ze zostały dodane.
Z tym nie mogę się zgodzić. Jest to proces odbywający się już po wykonaniu zdjęcia, ale w pełni zgodny z silnikiem JPEG aparatu. Nie zrobisz przy jego wykorzystaniu niczego, czego nie udałoby Ci się zrobić poprzez ustawienie odpowiednich parametrów przed wykonaniem zdjęcia.
Przykład: robisz RAW+JPEG, z RAWa tworzysz drugiego takiego samego JPEGa używając tych samych ustawień silnika JPEG, wyniku czego masz dwa dokładnie takie same JPEGi. Jeśli ten pierwszy JPEG jest JPEGiem z aparatu, a drugi nijak się ma do niego, to czemu są identyczne?
Taka mała uwaga jeszcze....
Czy poważnie uważasz, że nikt przez Twoją całą bytność na tym forum nie żalił się na to co wymieniłeś powyżej, wynika tylko i wyłącznie z poprawności i doskonałości prezentowanych przez Ciebie fotografii? Nie wpadło Ci do głowy, że mogą być inne tego powody?
Widzę że i Ty nie wytrzymałeś i pojechałeś po tych niektórych fotografach .... przykre.
Nie zgodzę się z tym poglądem i myślę, że wynika on z Twoich przymusów i ograniczeń.
Wpadły mi do głowy, ale miałem na myśli wszystkie swoje publikacje, nie tylko na tym forum. Publikuję też w różnych grupach na FB, gdzie nie znam praktycznie nikogo, więc nikt mnie tam nie oszczędza "po znajomości" :) A komentarze tam bywają bezwzględne - jeśli coś da się wytknąć, to prędzej czy później ktoś to zrobi w bardzo bezpośredni sposób. Obrywało mi się za krzywe budynki, za niewłaściwą porę dnia, za zbyt ciasne lub szerokie kadrowanie, za nudne i powtarzalne kadry itp. Nie zdarzyły się jednak nigdy trzy rzeczy:
- zarzut, że za mało poprzesuwałem suwaków w LR;
- zarzut, że GO jest za duża;
- zarzut, że szumy są za wysokie.
Że co zrobiłem? :) Komu i w jaki sposób pojechałem?
Nie wiem do jakiego poglądu się odnosisz.
FB nie jest autorytetem.
FB masakruje fotografie.
Na FB siedzą "lajkarze" którzy za "byleco" podnoszą łapkę do góry - jak piesek lub poseł.
Na FB siedzą tacy co hurtem wrzucają to co mają na karcie.
A co z mentalnością ludziów na FB ? Przykład:
- wrzucam zdjęcie storczyka - kwiat pod ochroną, rzadki. Mam 6 podniesionych łapek, może trafi się 10 lub 12.
- wrzucę zdjęcie kościoła, nawet krzywe ze spapraną perspektywą - 200 łapek.
Nie to żebym miał coś przeciw kościołowi, nie. Nawet nie będę o tym dyskutował. Ale widać co się liczy dla przeciętnego zjadacza FB.
...
Jest taki portal który się nazywa "polskaniezwykla.pl Kiedyś się tam zarejestrowałem mając nadzieję na pokazanie (przybliżenie) Beskidu Niskiego, oraz zobaczenia tych "cudownych" miejsc z innych części naszego kraju.
I co ? Uciekałem jak najszybciej się dało.
Miał synek na karcie 200 zdjęć... sru - wszystko na portal. Ciemne lub przepalone. Najlepsze ze smartfona.
Zamiast piękna przyrody - same kapliczki. w 99% z "Frasobliwym"
To masz faktycznie powód do zadowolenia.
Chodziło mi o to zdanie wyrażające Twój pogląd, które uważam ma zabarwienie pejoratywne.
"Przymus edycji zdjęć tkwi tylko w głowie niektórych fotografów i dotyczy tylko ich własnych fotografii"
I bardzo dziękuję za miła pogawędkę. :)
FB to tylko narzędzie, więc siłą rzeczy nie może być autorytetem. To, jak narzędzie jest wykorzystywane, zależy tylko od jego użytkowników. Jest tam oczywiście mnóstwo przykładów na wszystko to, co wymieniłeś, ale to się zdarza wszędzie. Są tam też i zamknięte grupy, w których udzielają się fotografowie, których cenię i naprawdę ciężko tam zbudować sobie reputację na gniotach, bo poziom jest wysoki. Temat jest ciekawy, ale raczej na inną dyskusję, bo za bardzo nie widzę jego związku z JPEGami.
A ja się akurat z tym zdaniem @epicure zgadzam - i szczerze mówiąc sam to coraz częściej obserwuję u siebie. Wrzucam zdjęcia z pleneru , zaczynam obróbkę i ... i ciągle wydaje mi się, że czegoś zdjęciu brakuje. I się zaczyna- a toi podciągnę kontrast, a to przyciemnię niebo, a to dodam kolorków...
W efekcie dostaję obrazem który mi się podoba (w końcu) ale niekoniecznie taki, jaki był w rzeczywistości.
Zdarza się, że coś tam wystempluję - zazwyczaj jakieś śmieci, ale zdarzało się i jakieś druty i większe obiekty.
jeszcze nie doszedłem do dodawania chmurek których akurat nie było czy mgiełki albo promienia słońca bo by pasował - ale kto wie...
Tylko czy to jeszcze jest fotografia tego co widziałem?
Czy też sztucznie stworzony obrazek który ma się podobać odbiorcom?
Dlatego ten jpeg "prosto z puszki" ma swój sens...
ale to już temat bardziej filozoficzny a nie fotograficzny raczej :-)
Nie, ja jestem ciągle niezadowolony ze swoich zdjęć :)
No ale to nie ja stwierdziłem, że "muszę obrabiać RAWy na komputerze", kiedy tak naprawdę nie muszę, bo nikogo to nie obchodzi jak zostało obrobione zdjęcie, ale "wydaje mi się, że muszę", bo tak po prostu lubię i widzę w tym zalety, których nikt inny nie dostrzega. Tu nie ma nic pejoratywnego. Każdy dokonuje jakiegoś wyboru, czy to sprzętowego, czy w technice robienia zdjęć, który narzuca jakiś rygor i niesie za sobą dalsze konsekwencje. Ja, na przykład, muszę fotografować małymi aparatami, bo duże nie dają mi frajdy, mimo, że mają też swoje zalety. I wiem, że nikt nie odróżniłby zdjęcia z dużego i małego aparatu, a mimo to wybieram te małe, decydując się na ich ograniczenia. Skoro inni radzą sobie z tymi dużymi aparatami, to wiem, że tkwi to w mojej głowie. Nie widzę nic niestosownego w tym stwierdzeniu. Nie oznacza ono, coś, co tkwi w głowie, stanowi jakikolwiek problem. To po prostu stwierdzenie faktu pozbawione jego oceny.
@epicure ... ja Cię proszę zamilcz emocjonalnie , a zacznij się wywnętrzać na temat porównania JPG ... niech tam sobie założą temat o wyższości jednego nad drugim , ale mnie maluczkiemu fotograficznemu ignorantowi niech pozwolą czytać to czym temat trąci . ... rób swoje , historia osądzi ... :wink:
Pytania nieco z boku, ale w temacie
1.Dlaczego w Exif ORF zapisana jest inna rozdzielczość zdjęcia 5240x3912 a nie standard 5184x3888?
2.Zauważyłem, że windows file explorer otwiera bardzo wolno foldery, w których są zapisane ORF
Mam jeszcze jedno pytanie w temacie. Czy publikowane na dxomark wartości DR dla różnych kamer (sensorów w nich) wyrażane w EV uwzględniają wyciąganie szczegółów z cieni (ze światel?) w RAW, czy dotyczą tylko JPG bezpośrednio z kamery?
TJ
Może jest to całkowita liczba pikseli, włącznie z tymi poza efektywnym obszarem.
Skompresowane RAWy mogą powodować opóźnienia.
Na pewno nie dotyczy to JPEGów. Nie wiem, jakie wykresy oni tam prezentują, ale powinny być dane dla najlepszej jakości (DR uzyskany po rozjaśnieniu cieni do momentu pojawienia się jakiejś niewielkiej ilości szumu - im mniej matryca szumi w cieniach, tym większy DR uda się uzyskać) i dane maksymalnego DR (tyle, ile da się wyciągnąć na oko do oporu, nawet z wysokimi szumami w cieniach).
W Olku jest to w standardzie i nie można tego wyłączyć.
Nie wiem, temat nazewnictwa w tym przypadku mnie średnio kręci. Olek nawet w instrukcji pisze o skompresowanych RAWach i wszędzie w sieci ten termin się przewija, więc ja to kupuję.
Wydaje mi się że epicure ma rację. One są skompresowane, stratnie. Oczywiście nie w takim stopniu jak JPG, ale jakieś tam informacje są wycinane.
Moje RAW'y z M1X mają po 17-18MB. RAWy z Panasonic G9 gdzie matryca jest o tej samej rozdzielczości mają po 22-24MB. Czyli już tu widać różnicę.
W innych systemach producenci piszą oficjalnie co i jak, Canon i format CRAW był już tu wspomniany, natomiast w takim Sony A7RIII z matrycą 42 megapiksele, czyli dwa razy większa rozdzielczość niż M1X, mają - uwaga : 40MB z kompresją, po wyłączeniu kompresji 80-90MB.
Widać wyraźnie po prędkości otwierania plików przez komputer że te nieskompresowane pliki z FF pomimo dużo większych rozmiarów otwierają się znacznie szybciej.
- - - - - - - - - - AKTUALIZACJA - - - - - - - - - -
Czy możesz mi podesłać linka do takiego manuala? W moim nie ma (albo ja nie widziałem) tego stwierdzenia o loss-less compression.
Przeczytałem natomiast dużo wpisów w sieci (np. na dpreview) w podobnym tonie jak poniżej, i muszę przyznać że ten argument do mnie przemawia, chociaż to nie jest oficjalna informacja.
Uncompressed RAW files would all be the same size. Regardless of the colours, luminance etc in the image, every bit still has to be represented. With respect to file size, it doesn't matter if the bits are 0s or 1s.
Olympus use lossless compression on their RAW files. With lossless compression the file sizes depend on the amount of information that needs to be compressed. A blank featureless wall would allow the maximum possible compression. A highly detailed scene involving a wide range of tones and colours will result in lower compression, and larger file sizes.
EM1 II manual w języku angielskim:
https://cs.olympus-imaging.jp/en/sup...an_em1m2_e.pdf
strona 148.
RAW 5184×3888 Loss-less compression ORF Approx. 21.5 MB
Najwięcej zależy od samego zdjęcia i jego szczegółowości. Mam RAWy z EM1 II, które ważą 22 MB (padający deszcz) i takie po 16 MB (nocne zdjęcie księżyca). Każdy z producentów ma własny sposób pakowania, jedne są bardziej efektywne inne mniej, ale wszystkie są bezstratne. Gdyby był standard nie byłoby problemów z czytaniem RAWów.
Najprostszy sposób spakowania, który wyjaśnia dlaczego są takie różnice pomiędzy zdjęciami, bo zamiast zapisywać kolejno 50 jedynek, można zapisać jedną i jej krotność.
Zdaje się, że tu leży przyczyna nieporozumień. Problem w definicji "prosto z aparatu".
Dla jednych, w tym i dla mnie, "prosto z aparatu" to jpg zrobiony jako jpeg. Ustawiasz parametry przed naciśnięciem spustu i już nic nie możesz poprawić.
Dla innych, w tym i dla Ciebie, "prosto z aparatu" to jpg wywołany (poprawiany do uzyskania zadowalającego efektu) z rawa w aparacie.
To są niestety dwa zupełnie inne jpg-i.
To będą identyczne JPEGi, jeśli użyjesz identycznych ustawień. JPEG prosto z puszki, jak sama nazwa wskazuje, to taki, który powstał w aparacie. Nie ma znaczenia, czy powstał on 0,001 s po wyzwoleniu migawki, czy rok później. W obu przypadkach powstał on na bazie tego samego RAWa przy zastosowaniu tego samego silnika aparatu. Wszystko, co da się ustawić po roku, da się ustawić i przed wykonaniem zdjęcia.