Napis nad pisuarami w toalecie jednej z knajp w interiorze :)
Wersja do druku
Napis nad pisuarami w toalecie jednej z knajp w interiorze :)
Ładne kolory na pierwszej i poprzedniej stronie
Fajnie że można sobie tutaj zobaczyć jak wygląda koniec świata:D Ciekawe miejsca i opisy, będę zaglądał.
Ładne zdjęcia to i ładnie się zwiedza.
Po południu udaliśmy się do maoryskiej wioski Tamaki, by choć trochę liznąć kultury ludu, który zamieszkiwał Nową Zelandię przed odkryciem jej przez Europejczyków.
Maorysi NIE są - w przeciwieństwie do np Aborygenów w Australii- "rdzennymi" mieszkańcami wyspy, przybyli na Nową Zelandię z Polinezji gdzieś pomiędzy IX a XII wiekiem. O wcześniejszych mieszkańcach nie wiemy absolutnie nic.
Oczekiwaliśmy przed wejściem do wioski - wybraliśmy spośród siebie "starszych" którzy reprezentowali nas wobec starszyzny Maorysów.
Wojownicy Maori nadpłynęli tradycyjnymi łodziami i pokazali nam tradycyjny taniec wojenny "haka"- prezentują go też "All Blacks" czyli nowozelandzcy rugbyści przed każdym meczem.
Przed pokazem byliśmy bardzo proszeni o zachowanie powagi- niektóre miny i gesty są dla nas raczej śmieszne- dla nich jednak jest to istotna cześć ich dziedzictwa.
Nastepnie podzielono nas na kilka grup i pokazywano nam tradycyjne ćwiczenia oraz broń i przedmioty z życia Maorysów, na zdjęciu nauka tańca "haka".
Yac pytał czy wykorzystywano zasoby geotermalne do przyrządzania posiłków. Jak najbardziej tak- w ramch pokazu przygotowano dla nas posiłek w tradycyjnym piecu ziemnym "hangi".
Smakował mi też tradycyjny maoryski napar z "czegośtam" zwany Kawakawa Tea.
Mieliśmy też pokaz tańców i pieśni, w tradycyjnym wspólnym domu plemiennym. Miałem zerowe możliwości "zoomu nożnego"- moja żona miała lepszą miejscówkę. Światła było mało, ratunkiem była oczekująca w plecaku na takie okazje "45ka"
(weszło 15 zdjęć, teraz kolejne)
Na zdjęciach nie widać, że światła było mało :) Mimo, że (mniej więcej ) połowa (z ostatnich dwu postów) zrobiona na iso 4000 i obiektywem 14-150 f4-5.6 nie widać specjalnego uszczerbku dla zdjęć z tego powodu. Matryca panasa daje radę. Widziałem gorsze z tej lepszej matrycy od Sony na iso 200. To taka dygresja:wink::)
Pozazdrościć takiej wycieczki, ale pozwiedzam chociaż okiem Twojego obiektywu:)
Poprzednio miałem G2 - zresztą córka ciągle go używa-i w takich miejscach nie dałbym rady.
Moja żona fotografowała Panasem FZ150 . Mniejsza matryca, ale duży zakres zooma (25-400 ). Widzę, że 90% zdjęć z takiego wyjazdu spokojnie można zrobić hybrydą.
To jest wywołane z RAW, kilka ruchów suwakiem. Super zdjęcie -zrobione dobrym okiem.
Jeszcze tylko Huka Falls na rzece Waikato oraz czarne łabędzie nad jeziorem (chyba) Taupo - i wjedziemy do Parku Narodowego Tongariro. Ale to już w tygodniu, luyb nawet dopiero w kolejny weekend.
Zrobili sobie kopiec Kościuszki. Pozazdrościli Australijczykom Góry Kościuszki :mrgreen:
Trzecie zdjęcie rzeczne (104 robi wrażenie.
Nadrobiłem zaległości i dołączam do oglądających :). Zazdroszczę szczerze...
I od razu pytania:
- czy miałeś okazję obejrzeć mecz All Blacks, lub jakiś ligowy?
- czy ten napój, o którym pisałeś powyżej to bardziej kawa czy tea? :grin:
Pozdrawiam
Dawaj więcej, więcej, więcej......
Niestety nie byem na meczu rugby, zaś napój jednak bardziej przypominał korzenna herbatę.
Kolejny "mocny punkt" całej wycieczki to Tongariro National Park, najstarszy park narodowy w Nowej Zelandii, wpisany na listę światowego dziedzictwa UNESCO.
znany szlak Tongariro Alpine Crossing, wspaniałe tereny narciarskie, masywy Mt Ruapehu, Mt Tongariro i Mt Ngaruhoe - znana jako Góra Przeznaczenia z Władcy Pierścieni.
Przeszliśmy jedynie kawałek Alpine Crossing- z hotelu do Lower Tama Lake. Zajęło nam to prawie 6 godzin - w tym mały postój bo dwie dziewczyny-najlepsze piechurki w grupce- poszły nad wyższe jezioro. Wróciły rumiane ze stresu bo jak stwierdziły ostatni odcinek jest nieprzyjemnie stromy i wąski a z obu stron przepaść - zaś widoki już niewiele lepsze.
Spacerkiem przez Mordor :)
I druga wrzutka
czas zakończyć opowieść o wyspie północnej - kilka różności, nabrzeże Wellington, gdzie spędziliśmy walentynkowy wieczór- i udamy się promem na wyspę południową
https://forum.olympusclub.pl/attachm...5&d=1457811808
Zepchnęła go ?? :mrgreen:
Siem zaparł mocno..
Trzygodzinna podróż promem z Wellington do Picton po malowniczym Marlborough Sound to istna feeria widoków, zmieniającej sie pogody ( i światła), arcyciekawej gry kolorów wody, nieba i krajobrazu.
Miałem poważne kłopoty z selekcją zdjęć, a kolory zmieniające się ze zdjęcia na zdjęcie to nie efekt zabawy balansem bieli i suwakami.
Dalej nasz dzielny pilot powiózł nas malowniczą drogą wzdłuż wybrzeża. Marlborough to także kraina wina - szczególnie polecam Chardonnay i rewelacyjne Pinot Gris oraz (jak cała Nowa Zelandia)-owoców morza.No i rolnictwo, co jeszcze pokażę. e
Na talerzu widzę tylko małże a langostinos poskąpili łobuzy :evil:. Tam im ponoć samochody nie rdzewieją to i mają stare pojazdy :wink:
Nie porzuciłem bynajmniej tej opowieści- pracuję nad przebraniem zdjęć do końca wycieczki :)
Wesołych Świąt
Jadąc wzdłuż zachodniego wybrzeża, trafiliśmy do niezmiernie urokliwego zakątka - Parku Narodowego Abel Tasman. To najmniejszy nowozelandzki park narodowy. Zatoki, z których rozpoczyna się wędrówkę w wilgotnym lesie, dostępne sa jedynie od strony wody. Również dla tych, którzy korzystają z jakichś miejsc noclegowych.
My wybraliśmy jeden ze stateczków regularnie kursujących z plaż, ale można też np wynając kajak.
Akurat był odpływ i okazalo się, że nie da się "suchą nogą" wejść i zejść ze statku :)
Niestety regularnie padało, co chwilę chowałem aparat pod kurtke lub do plecaka.
Kąpałem się też w po raz drugi w Morzu Tasmana. Temperatura wody "**** nie urywała"- była taka bałtycka.
ciąg dalszy :)
Ależ Ty dozujesz te foty :twisted: a ludzie czekają :mrgreen:.
Z postu #66 zdjęcie nr 7 ciachnął bym w pionie odcinając statek i zostawiając tylko górę z drzewami i trójką ludzików. Byłoby fajne - tajemnicze zdjęcie
Kolejny dzień podróży wzdłuż zachodniego wybrzeża przebiegał w konkretnym deszczu, ale po raz pierwszy zobaczyliśmy foki - ich kolonia znajdowała się na przylądku o wdzięcznej nazwie Cape Foulwind.
To nie ostatnie spotkanie z tymi morskimi ssakami.
Gdzieś po drodze zajechaliśmy do kolejnej fajnej knajpy :)
chyba po raz pierwszy wyciągnąłem z torby 100-300. Przydał się jeszcze nieraz
foki pierwsza klasa i bliżej niż u nas :)
Świetne foto mbsz, ale ta foczka (4) z "ostatniej wrzutki - super :)
Pozdrawiam.
Foki jeszcze będą ;) zdjęcia mają trzycyfrowe numery
Szybka wrzutka- jeszcze jedno z tej samej knajpy, cykada oraz rzadkie w NZ palmy- i jedziemy do Pancakes Rocks.
Ciąg dalszy nastąpi :)
Pancakes Rocks!
Pogoda dalej pod mokrym Azorem, zacinał deszcz i czasem nie nadążyłem wycierać obiektywu.
Skały naleśnikowe to unikalne formacje skalne, które powstawały przez jakieś 35 milionów lat. Cały proces wyjaśniony jest na pierwszej tablicy.
Mimo braku słońca , kombinacja zieleni, skał i morza robiła niezapomniane wrażenie. Cały spacer to ledwie godzina, może półtorej.
Jeszcze kilka drobiazgów z Pancake Rocks i jedziemy dalej wzdłuż wybrzeża.
Ale klimaty, powiem, że siedziałbym tam non stop i focił każdy kamień. To moje klimaty. A taką paprotkę to niedługo u nas poszukam :D
Dobra, to dorzucam coś jeszcze do umierającego forum.
Po zachodzie słońca bodajże w Greymouth - ale zachód słońca nad morzem robi wrażenie pod każdą szerokością geograficzną- zajechaliśmy do Hokitika, lokalnej stolicy obróbki jadeitu.
Na chwilę wyjrzało słońce, fale były urokliwe zaś na plaży było kilka ciekawych elementów urozmaicających kadr.
Nowa Zelandia też miała swoją "gorączkę złota"- na zdjęciach rura i koło wodne oraz Bank Nowej Południowej Walii czyli australijski.