Zamieszczone przez
Sergiuszone
Potem kolej przyszła na B100, która jak na połowę lat osiemdziesiątych była naprawdę zaawansowanym technologicznie modelem oczywiście w stosunku do swoich poprzedników. Aparat posiadał preselekcję przysłon a wybrany przez program? czas naświetlania był zaznaczony przez wskaźnik w celowniku. Do aparatu można było podobno dokupić, winder czyli silniczek, którego chyba tak naprawdę nikt nigdy nie widział w każdym razie na spodzie aparatu było miejsce przeznaczone do jego zamocowania i przeniesienia napędu. W zamontowanej w pryzmat stopce widniał dodatkowy styk świadczący, że do tego modelu powinna być produkowana dedykowana lampa błyskowa. Schyłek okresu komunistycznego nie sprzyjał produkcji, aparat był zawodny często zacinał się coś trzeba było włączyć, wyjąć baterię, włożyć baterię itd. Niewątpliwie był mały zgrabny i ładnie wyglądał, co niestety nie jest konieczne podczas fotografowania.
Rozstałem się z tą marką po pewnym incydencie. Robiłem zdjęcia podczas komunii w kościele gdzie dzieci podchodziły do ołtarza czwórkami. Jako, że każdemu dziecku należało zrobić zdjęcie, to o zmianie filmu w czasie uroczystości nie było mowy. Pożyczyłem drugą lustrzankę od kolegi Nikon F2. Jak wymieniłem aparaty to w pierwszej chwili myślałem, że ktoś zrobił mi jakiś żart i wysmarował czymś obiektyw lub, że on zaparował. Niestety okazało się, że taka przepaść dzieli oba obiektywy. Oba były 50mm. I to było moje pożegnanie z tym systemem.