Cieszy mnie kontynuacja tej podróży :wink: z ciekawymi opisami i fajnymi zdjęciami.
Wersja do druku
Cieszy mnie kontynuacja tej podróży :wink: z ciekawymi opisami i fajnymi zdjęciami.
bardzo fajny wątek, świetna opowieść, extra zdjęcia :)
Ruszamy dalej, za miasto. Obowiązkowo do skuterów tankujemy paliwo, tym razem "Pepsi.
409.
Większość motorów ma silniki dwusuwowe, więc dolanie oleju to konieczność.
410.
Kierujemy się w góry, w oklice jeziora Yak Loum.
Po drodze mijamy szkołę.
411.
W wielu szkołach obowiązują mundurki.
412.
To budynek urzędu gminy.
413.
Jest również kilka wytwórni filarów pod budowę domów. Coraz częściej w miastach, elementy drewniane zastępowane są przez betonowe. Filary mają różną wysokość, zasada jest taka, im wyżej postawiony dom, tym zamożniejsza mieszka w nim rodzina.
414.
Z betonu wykonuje się również ołtarzyki, które dawniej były rzeźbione w drewnie. Khmerowie umieszczają je przed wejściem do domu. Każdego ranka składają w nich dary i palą kadzidełka.
415.
To tereny wokół Ban Lung.
416.
W końcu trafiamy nad jezioro Yak Loum.
Jest to zalany wulkaniczny krater o głębokości około 50 metrów, z ciepłą, krystalicznie czystą wodą. Ma prawie idealnie okrągły kształt. Żyje w nim wiele gatunków ryb, których nie wolno łowić. Kąpiel jest dozwolona, nawet obowiązkowa.
Jezioro otoczone jest starym, gęstym lasem deszczowym. Możemy tu spotkać wiele gatunków egzotycznych ptaków.
417.
418. Tablica informacyjna.
Spacerując wokół jeziora, na szlaku spotkaliśmy skolopendre. Miała prawie 30 cm długości. Jest to gatunek występujący w Azji, częściej w Wietnamie. Jej ukąszenie jest bardzo bolesne, podobno było tylko kilka przypadków śmiertelnych, kiedy ukąszone były dzieci. Dlatego wybierając się w takie tereny należy ubierać wysokie buty.
Owad w tym momencie zjada wielkiego ślimaka.
419.
cdn.
Świetne zdjęcia. Zawsze zaglądam tu z ogromną przyjemności :wink:
Wybierając się w odleglejsze zakątki warto wynająć przewodnika, ponieważ nie ma dokładnych map tych terenów i łatwo można zgubić drogę.
Nawigacja jest bardzo przydatna, zawsze pozwala wrócić do miejsca z którego startowaliśmy.
Jeśli spotkamy po drodze tubylców, to dogadanie się z nimi jest bardzo trudne, nawet w miastach nie mają wyczucia odległości. Na pytanie, jak daleko coś się znajduje, odpowiadają: w odległości 5 kilometrów, w rzeczywistości jest to 4 lub nawet 10 razy dalej i odwrotnie.
Z przewodnikiem spotykamy się na skraju lasu tropikalnego.
420.
Wspaniale wyglądają stare okazy egzotycznych drzew.
421.
Dżungla jest bardzo gęsta, rośnie tutaj duża ilość paproci, bananowce
422.
oraz kardamon, jego nasiona są jedną z najdroższych przypraw, zaraz po szafranie.
423. Liście kardamonu.
Niestety, rabunkowa gospodarka leśna doprowadziła do zniszczenia ogromnych obszarów dzikich terenów, które obecnie wyglądają tak:
424.
Cały czas wycinane są nielegalnie pojedyncze, cenne okazy drzew, nawet na terenie Parku Narodowego Virachey, który jest jedną z ostatnich ostoi słoni i tygrysów.
To pozostałości po wyciętych drzewach. Tubylcy zbierają drobne gałęzie i deski,
425.
następnie wypalają z nich węgiel drzewny, który jest podstawowym paliwem we wszystkich kuchniach.
426. Węgiel drzewny, przygotowany do sprzedaży.
Część tubylców wytwarza suszone wióry drzewne, używane są tutaj do rozpałki, zamiast papieru.
427.
Na terenach po wyciętej dżungli, sadzi się w ogromnych ilościach drzewa kauczukowe.
To plantacja młodych sadzonek
428.
i właściwe nasadzenie.
429.
A wszystko to, dla tego mleczka, na które jest bardzo duże zapotrzebowanie na świecie.
Nawet metalowe i drewniane naczynia, do których kiedyś spływał sok, zastąpiono woreczkami foliowymi.
430.
cdn.
Dzięki,
z wielką przyjemnością oglądnąłem kolejne Wasze przygody :)
W tym kraju, nyny nie musiałby używać obiektywu makro do swoich robali :-P
Urząd gminy z "Wieprzem" rządzi :mrgreen:
Fajnie się "zwiedza". Któryś raz już słyszę o problemie wśród miejscowych (niekoniecznie Twój wątek) z oceną odległości. Zastanawia mnie w jaki sposób sobie sami z tym radzą? Mierzą odległość czasem podróży na motorowerze lub pieszo? Taka ciekawostka, bo jakby nie było taka informacja jest przydatna.
Chociaż może to tylko nasza domena, bo ciągle gonimy - robota, urzędy, zakupy, dom itd. a oni mają mniej "zalatany" tryb życia.
Jeden z moich ulubionych wątków. Z przyjemnościa wracam tu dla zdjęć, a nawet bardziej dla opisu wyprawy. Czekam na ciąg dalszy.
Z przyjemnością zaglądam do wątku, świetnie pokazane egzotyczne miejsca :grin:
tankowanie pepsi (gdzie jest tamtejszy Urząd Miar, ja się pytam:wink:), urząd gminy i skolopendra zadziwiły mnie
z przykrością stwierdzam, że w obu przypadkach możesz mieć rację
Urząd gminy super. A skolopendrę to widziałem w programie " Szkoła Przetrwania " , chyba na Discovery .
Żal wycinanych terenów. Taka sama sytuacja z tego co czytałem jest w Amazonii.
Też się nad tym zastanawiałem, najczęściej stosują odpowiedź: daleko lub niedaleko.
Daleko na prowincji, trzeba liczyć tylko na własne obliczenia, ile czasu może zająć przejazd do określonego miejsca. Często nawet godzina odjazdu autobusu w większych miastach jest tylko informacją, kiedy mniej więcej ten autobus przyjedzie i nawet jeśli się spóźni 2-3 godziny, to nikt się tym nie przejmuje, ale zawsze przyjeżdża.
Mają również problem z określeniem, ile paliwa trzeba ze sobą zabrać do skutera, by go nie zabrakło. My zawsze kupowaliśmy sobie kilka dodatkowych butelek, oczywiście za butelkę trzeba zapłacić kaucję. Wiele razy widziałem, jak tubylcy pchali swoje obładowane skutery, a do wioski mieli nawet 10 kilometrów.
Kilka razy jechaliśmy tuk-tukiem i paliwa zabrakło na skrzyżowaniu, kierowca z uśmiechem na twarzy pożyczał od nas pieniądze i biegał po okolicy w poszukiwaniu paliwa.
I jeszcze jedno, Khmerowie nigdy i nigdzie się nie śpieszą. Jest jeden wyjątek, jeżeli do większego miasta przyjeżdża autobus, to z daleka wypatrują czy jedzie w nim obcokrajowiec, jeżeli go namierzą, zaczyna się prawdziwy wyścig, by zaoferować nocleg, bądź transport.
Wycinane są ogromne powierzchnie i to jest bardzo niepokojące. Tubylcy najczęściej nie są właścicielami ziemi na której mieszkają, przez to nie mogą decydować gdzie ma być prowadzona wycinka.
Pozdrawiam
Rabunkowa gospodarka... skad my to znamy..:-(
Kolejna swietna relacja z wyprawy.
Jedziemy na wzgórze Kreung w prowincji Ratanakiri.
431. Dzieci jadące na ciężarówce.
Do wioski plemienia Cha Ung.
432.
Można podziwiać tutaj malowniczy wodospad Cha Ung, ma 25 metrów wysokości i jest najwyższy w tym rejonie.
Zdjęcie zrobione z jaskini skalnej, znajdującej się za wodospadem.
433.
W ciągu jednego dnia, skuterem można przejechać nawet 120 kilometrów, przy sprzyjającej pogodzie, jeżeli spadnie deszcz nie przejedziemy nawet jednego kilometra.
Jedziemy do kolejnego wodospadu,
434. Dzieci wracające ze szkoły.
435. Wodospad Katieng.
Rzeka to często jedyne miejsce gdzie można się umyć.
436. Toaleta poranna.
Cały region poprzecinany jest mniejszymi lub większymi rzekami. Wiszące mosty ułatwiają przedostanie się do kolejnych wiosek, jeżdżą po nich również jednoślady.
437.
W inne ciekawe miejsca, dojdziemy tylko pieszo, wędrując przez dżunglę. Do celu trafimy wyłącznie z przewodnikiem, tak jest bezpieczniej.
438.
Zawsze zastanawiało nas co może pływać w tych rzekach, zwłaszcza jak w okolicznej wiosce można było kupić świeże piranie. Podobno coraz częściej można je spotkać w różnych rejonach Azji.
439.
440.
Na szlaku możemy spotkać drzewa z wydrążonymi wnękami, po nacięciu kory zbiera się w nich sok, w którym tubylcy maczają pochodnie, by można było wędrować nocą.
441.
442.
cdn.
---------- Post dodany o 23:27 ---------- Poprzedni post był o 23:25 ----------
Pamietam, pamiętam :grin:
Pozdrawiamy serdecznie
440 pokazuje potęgę. Doskonałe zdjęcie. i trudne.
Wodospady prześliczne.
Naszym najważniejszym celem w prowincji Ratanakiri było znalezienie kopalni kamieni szlachetnych. Nie było to łatwe.
Poszukiwania zajęły cały dzień z pomocą przewodnika, który kilka razy zabłądził. Przejechaliśmy w tym dniu na skuterach prawie 100 kilometrów.
443.
Przy drodze stał "sklep przemysłowy".
444.
Można było w nim kupić przykładowo:
Owoce podobne do naszych kasztanów, może bardziej spłaszczone, służą do zabawy. Tubylcy rzucają je w piasek, tak by odbijały się od siebie, podobnie jak bile w bilardzie.
445.
Ciekawie zdobione, tradycyjne naczynia z tykwy.
446.
cdn.
utrzymując się w tematyce ostatniej wrzutki powiem , że kadry są "pierwszej wody":wink:
Woda to potega... swietne kadry.
Bardzo fajne zdjecia. Oglądam i czytam z przyjemnością.
Przepiękna wyprawa, przednie fotografie.
Z dużą przyjemnością przebrnąłem przez te kilka zaległych stron, cieszy mnie Twój powrót do relacji którą jak kiedyś już pisałem uważam za jedną z najciekawszych na forum, i to zarówno foto i słownie.
pozdrawiam :)
Brawo, super kadry, super opisy, czuję się jakbym tam była :)
ciekawie :)
Ja tylko daje znać, że cały czas oglądam i czekam na kolejne wrzutki.
Fascynująca relacja, opatrzona świetnymi zdjęciami. Znakomicie się to czyta i ogląda! :D
MIło, że się podoba. Dziękuję.
Minęliśmy jeszcze kilka wiosek.
447.
W końcu trafiliśmy na czynną kopalnię, w której pracowali wieśniacy.
448.
Kopalnia usytuowana była w lesie, odrobina cienia pomaga przetrwać w 38-stopniowym upale. Zajmuje obszar kilkuset metrów kwadratowych, na którym rozsianych jest kilkadziesiąt wąskich szybów.
449.
Szyby mają średnicę 60-70 cm, kopane są ręcznie przy pomocy krótkiej motyki, na głębokość do 15 metrów i nie są w żaden sposób zabezpieczane.
450.
Kopacze wyposażeni są w latarki czołowe. Prawie wszystkie szyby połączone są ze sobą przy dnie poziomymi korytarzami. Rozdrobniona ziemia przy pomocy drewniannego kołowrotka wyciągana jest na powierzchnię.
451.
Wyżłobione otwory na bocznych ścianach umożliwiają bardzo szybkie przemieszczanie się. Jak widać pracują tu również dzieci.
452.
Wielu kopaczy pracuje pod wpływem alkoholu, piją miejscowy bimber. Jest również czas na papierosa, właściwie to nikomu się tutaj nie śpieszy.
453.
Wszędzie dookoła kręcą się dzieci.
454.
Od małego bawią się w płytkich dołkach, jest to pewnego rodzaju przygotowanie do pracy, jaka na nie czeka jak podrosną.
455.
456.
Kółko zamocowane na długiej tyczce bambusowej, to często spotykana zabawka.
457.
458.
cdn.
Fajne i zarazem straszne.
co się wydobywa w szybach tej kopalni?
węgla tam nie widzę:wink:
Bardzo ciekawe.
kambodżański szef tych biednych ludzi to jakiś szycha musi być jak szmaragdami handluje
Błędnie to napisałem, chodziło mi o cyrkony.
---------- Post dodany 04-10-13 o 00:14 ---------- Poprzedni post był 03-10-13 o 23:32 ----------
Wydobyta ziemia jest starannie rozdrabiana w dłoniach.
459.
Jak trafi się coś twardego, to najczęściej jest to szmaragd, rubin, następnie ametyst lub cyrkon.
Kopacze zajmują się wyłącznie kopaniem, a ręczne przesiewanie to zajęcie dla innych mężczyzn.
Nie używa się tutaj sit, wszyscy boją się, że kamienie mogłyby się uszkodzić.
460.
Od wczesnego ranka do południa jedna osoba potrafi wydobyć garstkę rubinów (jak na zdjęciu), przesiewając ręcznie 1-2 ton ziemi. Za pełną garść takich kamieni, w skupie dostają od 8-10 $, chyba, że trafi się jakiś szczególny okaz, wtedy ceny są odpowiednio wyższe.
461.
Czasem można się natknąć na czarny obsydian, znalezienie tego kamienia sprawia im ogromną radość, miejscowi mówią na niego "tom-tom", jubilerzy zamieniają go w posążki Buddy.
462.
Wydobywaniem kamieni zajmują się tylko mężczyźni, kobiety opiekują się dziećmi, przygotowują posiłki i dostarczają świeżą wodę do picia.
Na zdjęciu widać zielony pojemnik po toksycznym środku chwastobójczym, trzeba mieć tylko nadzieję, że woda z takich pojemników używana jest wyłącznie do mycia.
463.
464.
Brak jednego klapka na stopie, to widok dość częsty.
465.
Pora obiadowa, nagle zrobiło się pusto.
466.
Rodziny zasiadły do wspólnego posiłku. Do jedzenia podawany był najczęściej gotowany ryż i osobno warzywa. Ryżu zawsze jest pod dostatkiem.
467.
Dzieci w tym miejscu nie chodzą głodne.
468.
469.
cdn.
Właśnie tu dotarłem, też się cieszę, że znowu opowiadasz i ilustrujesz.
Życie jest za krótkie by samemu wszystko i wszędzie zobaczyć...
Ta ostatnia wrzutka - kawał dobrej reporterki... co zrobiłeś że pozwolono Ci tak blisko z aparatem wejść?