Ostanie bajkowe.
Ostanie bajkowe.
Tak, ostatnie zdjęcie piękne![]()
Trochę zeszło oglądanie i czytanie. Super relacja, świetne zdjęcia, fajnie że trochę krajobrazu pokazałeś. Foty gór Gruzji extra. Ostatnie świetne, ja kadrowałbym bez tych samochodów po prawej![]()
Ostatnie piękne, ale skopałeś, kadrując z tymi samochodami w rogu, koniecznie trzeba je usunąć. Spodobało mi się też to z samochodem w błotku. A ten komentarz o Japończykach wydaje się trochę nie na miejscu z ust osoby, której głównym zajęciem podczas podróży jest robienie zdjęć...
Ostatnie dwie foty piekne.
Moja przygoda z morzem Kapitan I , II , V rejsu PBO
Komentarz o Japończykach jest napisany z przymróżeniem oka i żartobliwie, jak zresztą cała relacja, w której staram się też zachować pewien dystans do siebie. W jakim miejscu na świecie bym nie był to właśnie Japończycy wykazują największą aktywność w robieniu zdjęć. Może pracują dla Google i pomagają w złożeniu map, kto wie
P.S. też czuję się po trosze w tej kwestii mieszkańcem kraju wschodzącej wiśnii ale tak w 1/10
. Pozdrawiam i fajnie, że czytasz dokładnie - to miłe i motywujące.
Fotografuję OM-D EM-5 II, mZD 12-40 2.8, mZD 45 1.8, mZD 75-300, mZD 60 2.8 macro, Samyang Fisheye 7.5
Wybaczcie za brak aktywności w wątku ostatnimi czasy. Ostatnie dni nie były dla mnie najlepsze. Postaram się dzisiaj wieczorem opisać Sighnagi. Pozdrawiam i do wieczora.
Fotografuję OM-D EM-5 II, mZD 12-40 2.8, mZD 45 1.8, mZD 75-300, mZD 60 2.8 macro, Samyang Fisheye 7.5
|popRAWka: 3|SKARBNIK TWA wątek Moje foty :::: Nie ma prawdziwego szczęścia :::: wątek IR'iotyczne EGZEKUTOR TWA|Zloty: 6|
Dzień 6 - Sighnaghi
Po bardzo udanym, ale intensywnym dniu piątym na kolejny zaplanowaliśmy wycieczkę do Sighnaghi, małego (jednego z mniejszych) miasteczka położonego w samym sercu Kachetii – krainy winem płynącej. Przystanek, z którego odchodzą marszrutki mieści się przy dworcu Navtlughi – przy samej stacji metra tak samo nazwanej. Kursów do Sighnaghi w ciągu dnia jest sześć. Gdybyście kiedyś planowali taki wyjazd to polecam skorzystać z tablicy odjazdów (Sighnaghi i inne miejscowości w Kachetii http://www.kakheti.travel/?m=7&double=25 , natomiast o rozkładach do innych miejsc warto przejrzeć wątek http://www.forum.kaukaz.pl/viewtopic.php?t=4380 ).
Miasto się buduje, miasto ZIŁ-ami stoi
Wstajemy wcześnie. Śniadanie, metro i jesteśmy na stacji, z której ma odjechać marszrutka. Ledwo wyszliśmy z metra, a już łapie nas tutejszy taksówkarz i proponuje swoje usługi. Pytamy o cenę. Ta z początku nie wydaje się zachęcająca. Grzecznie tłumaczymy, że zależy nam na cenie i że marszrutką dojedziemy do sighnaghi za 6 Lari (ok 10 zł). Taksówkarz chwilę myśli po czym słyszymy „Ok”. Jeszcze tylko szybkie skinięcie głową potwierdzające, że przewiezie nas za nieco wyższą ale akceptowalną cenę i jesteśmy prowadzeni do samochodu. Wsiadamy do starej Łady, w końcu zawsze lepiej niewiele droższą taksówką, wysadzi tam, gdzie poprosimy, może się zatrzyma w jakimś ciekawym miejscu. Taksówkarz nakazuje wsiąść i chwilę poczekać. No dobra, to wsiadamy i czekamy. Czekamy i czekamy i jeszcze trochę czekamy.. Mijają minuty, potem kwadranse a my wciąż czekamy. Po jakiejś godzinie zaczynamy się niepokoić. Koniec, nie wytrzymuję i wychodzę z taksówki. Zaczynam szukać taksówkarza pod dworcem. O jest tam.. Podchodzę, na migi pokazuję na zegarek i pytam o odjazd. Ten rozkłada bezradnie ręce i pokazuje, że nie ma innych klientów i nie jedziemy. Jak to nie jedziemy? On chyba żartuje. Ominęliśmy jedną marszrutkę, tylko po to, żeby z nim jechać a on teraz nam mówi, że nie jedziemy? Gdyby chociaż przyszedł i powiedział po 10-15 min, że jest problem, wtedy moglibyśmy zaoszczędzić trochę czasu. Ręce same opadają.. Wychodzimy z Łady. Zerkam na zegarek i widzę, że jeśli się jeszcze pospieszymy, to jest szansa, że zdążymy na kolejną marszrutkę. Podchodzimy na przystanek. W tej samej chwili zza rogu wyjeżdża nasz pojazd. Ufff, ale szczęście, jednak dzisiaj dojedziemy do Sighnaghi.
Uliczka w Sighnaghi
Podróż zajmuje nam dokładnie połowę czasu, który był na nią przeznaczony. Szaleni gruzińscy kierowcy to jeden z tych mitów, których nie da się obalić.
Sklep / muzeum / galeria
Miasteczko jest przyjemne, niewielkie, bardzo czyste i o tej porze roku opuszczone przez turystów. Przez cały dzień natrafiliśmy tylko na jedną grupkę, a jakże z Polski (naszych jest w Gruzji bardzo dużo). Miasteczko zostało objęte programem rządowym, dzięki któremu zostało oczyszczone i odrestaurowane. Spaceruje się przyjemnie. Zaglądamy do winiarni, kościółków, sklepików.
Fajny samochód z fajnym bagażnikiem
W czasie spaceru natrafiamy na stragan z małymi, wełnianymi i filcowymi papuciami. Wyglądają na tyle śmiesznie, że z racji na mojego małego półtorarocznego synka zaczynam się nimi mocniej interesować. Sprzedaje je babuleńka, która nie rozumie nic z tego, co próbujemy do niej powiedzieć. Już chcę kupić i zapłacić za papucie, ale nagle odzywa się telefon starszej pani, która daje palcem znak, że zaraz wróci. Czekamy więc w celu wręczenia Pani 4 Lari za małe trepki. Ponieważ ów chwila się przeciąga podchodzimy do straganu rozstawionego po przeciwnej stronie. Ceny podobne, nieznacznie jedynie wyższe, ale papucie dużo ładniejsze. Hmmm.. te mi się bardziej podobają, no ale jak to tak, skoro już powiedzieliśmy starszej Pani, że chcemy u niej kupić. Babuleńka wciąż mocno „nawija” przez telefon, więc decydujemy się na brzydkie zachowanie i kupujemy u konkurencji. I to był poważny błąd. Ciężko mi opisać jak wielką awanturę to wywołało pomiędzy dwiema paniami. Okazało się, że ta drobna, ledwo siedząca babuleńka ma niezłe pokłady energii, a pani z przeciwka nie pozostaje jej dłużna. Nie wiem, co sobie przekazywały krzycząc w niebogłosy, ale wydaję mi się, że mogło to przypominać naszą najgorszą „łacinę”. Lepiej stąd chodźmy, zanim i nam się oberwie. Udajemy się dalej na zwiedzanie miasteczka. Odwiedzamy kościółek, pobliskie uliczki i wracamy trasą, którą przyszliśmy. Ku naszemu zdziwieniu brazylijski serial z kapciami w roli głównej trwa dalej. Minęło z dobre 30 min, a panie jak dawały upust swoim emocjom, tak nadal nie przestawały. Ach piękna ta Gruzja i ciekawa..
Widoczek z murów kościółka (niestety nie pamiętam jakiego)
Kolejna bardzo przyjemna uliczka
Po zwiedzeniu miasteczka udajemy się na dworzec. Tam dowiadujemy się, że nie ma kursu, który naszym zdaniem znajdował się w tablicy odjazdów i niestety musimy czekać. Czekać długo bo ok 2,5h. Ja niczym student zasypiam na ławce, tata zaczyna studiowanie przewodnika, sielsko anielsko a w tle muczy krowa. Miły i spokojny dzień w Sighnaghi, które jest na pewno godne polecenia.
Jabłko niezgody
Ostatnio edytowane przez osiem1984 ; 27.08.14 o 02:06
Fotografuję OM-D EM-5 II, mZD 12-40 2.8, mZD 45 1.8, mZD 75-300, mZD 60 2.8 macro, Samyang Fisheye 7.5