E-P5 chyba się nie za bardzo sprzedaje. Mam wrażenie, że jego następcy już nie zobaczymy. Z jednej strony zastąpi go E-M10, a z drugiej E-PL7. Ale mniejsza o to... Jest pewna różnica, gdy mamy aparat wart 3 zł, sprzedawany za 4,5 tys (vide E-M5) - ludzie pomarudzą, ale dozbierają te 1,5 tysiaka i w końcu kupią, to jeszcze nie jest taka bariera finansowa. A co innego, gdy trzeba dopłacić drugie tyle do czegoś, co już i tak jest drogie. Przypominam, że nie rozmawiamy o kefirze, który powinien kosztować 2 zł, a sprzedawany jest za 4 zł - nawet bym nie spojrzał na jego cenę, tylko wziął ten, po który łatwiej sięgnąć. Mówimy o zupełnie innej skali wydatków.
Wśród fanów marki sprzeda się niezależnie od tego, jakie zdjęcia przywiezie Dobas. Wśród zdecydowanej większości ludzi, którzy nie wyznają kultu marki, a są zainteresowani szerokokątnym obiektywem, raczej się nie sprzeda. A Dobas z całą pewnością przywiezie świetne zdjęcia, ale jak na nie popatrzysz, to i tak nie będziesz w stanie stwierdzić, czy były zrobione koszmarnie drogim Zuiko, czy tanim jak barszcz Samyangiem czy innym Tamronem.
Nie przekonuje mnie ten argument. Niech sobie produkują obiektywy dla elit w bandyckiej cenie, nie mam nic przeciwko. Ja jednak poproszę obok tego o dobrą masówkę w przyzwoitej cenie.
Ja akurat nie naskakuję na Olympusa, bo on ma ceny z reguły dobre, w najgorszym razie akceptowalne, nawet jeśli wysokie. Po prostu zadziwia mnie bezczelność producentów.




Odpowiedz z cytatem
