Strona 2 z 4 PierwszyPierwszy 1234 OstatniOstatni
Pokaż wyniki od 11 do 20 z 34

Wątek: 60 lat Praktiki

  1. #11
    | OlyJedi Awatar Misiaczek51
    Dołączył
    Mar 2008
    Posty
    172
    Siła reputacji
    18
    Moja galeria
    A swoją drogą jak mało wtedy wymagaliśmy. Toż za egonomię uchwytu Practika LTL3 dostała by teraz chyba 2-. Bawiłem się niedawno i jeszcze mam rankę na małym palcu od dźwgni samowyzwalacza. Możliwe że gdyby był futerał, wbijająca się w palec dźwignia nie byłaby taka kłopotliwa.
    Ale ten zapach Zenita czy Practiki zawsze będę pamiętał.
    Druh Smiena Zenit Zorkij Practica Canon Oly 5050 8080, Nikon D90 + 18-105 + 70-300 VR +50/1.4

  2. #12
    | OlyJedi Awatar nevra
    Dołączył
    Jan 2008
    Mieszka w
    Vratislavia
    Posty
    1.177
    Siła reputacji
    33
    Moja galeria
    Pierwszą moją Prakticą była VLC, z wymienną matówką. Przywieziona z DDR. Potem wyjeżdżała, z wpisem w deklaracji, że wyjeżdża aparat i wracała z kolejnymi obiektywami. Takie to były czasy. Slajdy robiła genialne, kolorystyka niesamowita.

    Po latach zamieniłam ją na BCA. I mam nadal.
    E-510 z przyległościami + żółty FX z dodatkami
    http://www.bociany.org.pl :
    kochajmy zwierzaki! tyle jest nieszczęśliwych...

  3. #13
    | OlyJedi Awatar robasss
    Dołączył
    Feb 2008
    Mieszka w
    deszczowa Szkocja
    Posty
    80
    Siła reputacji
    18
    Moja galeria
    Cytat Zamieszczone przez dobas Zobacz posta
    nawet kolorów na ORWO CHROM nikt nie wytykał
    Ale i bylo to takie czasy ze nie bylo takich sposobnosci zeby byc uszczypliwym i wytykac w tak latwy sposob jak dzis mozna na forum Jedno jest pewne - czasy odlegle mimo ze byly ciezkie wspomina sie milo.
    pozdrawiam robasss

  4. #14
    | OlyJedi
    Dołączył
    Jun 2008
    Mieszka w
    Mazowiecka Wioska
    Posty
    417
    Siła reputacji
    19
    Moja galeria
    Aparaty tej marki produkowane były w kraju, który zniknął z mapy świata dwadzieścia lat temu wchłonięty w wyniku bezkrwawej aneksji przez swojego sąsiada. W kraju zwącym się DDR ( NRD) powstało wiele epokowych wynalazków między innymi substytut samochodu Trabant. Podobnym mianem można określić aparaty Praktica z tą tylko różnicą, że tych aparatów tak naprawdę nie było. Sukcesem danej marki jest masowe kupowanie jej przez konsumentów. Sukces Praktica polegał na tym, że jej po prostu nie było! Aparaty te były marzeniem nie tylko przeciętnego fotoamatora z krajów RWPG, ale i wielu zawodowców. Jedynym miejscem gdzie można było kupić ten „sprzęt” był tak zwany czarny rynek. Aparaty te zupełnie nieobecne na sklepowych półkach sowieckiej koalicji można było nabyć bez żadnego problemu po drugiej stronie żelaznej kurtyny. Paradoks polegał na tym, że aparaty tam zalegały sklepowe półki i pomimo dobrych cen nie znajdowały szybko nabywców na nasyconym aparatami fotograficznymi rynku.

    Osobiście miałem przyjemność „testowania” dwóch modeli Praktica. Pierwszy z nich model VLC3 na pierwszy rzut oka manualna lustrzanka z wymiennymi obiektywami i pryzmatami. O ile jeszcze wymienne obiektywy można było od biedy zakupić w wyżej wymienionych miejscach tak wymienny pryzmat i związane z nim elementy były ruchem chyba tylko i wyłącznie propagandowym ( reklamowym) z prostego powodu braku innych modeli pryzmatów. Wymienne obiektywy nie posiadały bagnetu, wkręcało je się w korpus przy pomocy gwintu. Dobrą stroną tego systemu było powodowanie niechęci do wymieniania przez użytkownika obiektywów, o czym wiedział zapewne producent produkując ich znikome ilości. W ten sposób firma odniosła kolejny sukces produkując aparat z wymiennymi obiektywami bez potrzeby lub dosłownie z braku potrzeby wymieniania ich.
    Wiele lat później pomysł ten wykorzystał bardzo znany japoński koncern produkując lustrzankę z niewymiennym obiektywem. Skoro mowa o obiektywie posiadał on system elektrycznego przenoszenia przysłony, co faktycznie w owych czasach było sporym ułatwieniem podczas robienia zdjęć. Elektryczność pobierana była z baterii umieszczonej w spodniej części korpusu aparatu. Ogniwo pochodziło prosto z kraju kwitnącej wiśni i było równie niedostępne jak filmy czy inne produkty fotograficzne. Użytkownicy radzili sobie składając do kupy cztery inne bateryjki, które dziwnie pasowały po wyjęciu oryginalnej baterii. Pomiar światła odbywał się przez obiektyw i w zasadzie przy jego pomocy można było poprawnie naświetlać filmy. Aparat, który trafił w moje ręce przeznaczony był zapewne dla jakiegoś prominenta lub pochodził z limitowanej serii produkowanej na zachód, ponieważ nigdy nie popsuł się pomimo dość intensywnej eksploatacji. Naświetlałem kilka filmów miesięcznie przez okres około trzech lat. Mój egzemplarz nie przepadał nawet za niewielkim mrozem i wtedy udawał tylko robienie zdjęć. Lustro chodziło, film się przewijał tylko migawka ani drgnęła. Na wschód od Łaby mrozy należą do rzadkości tak, więc trudno tą przypadłość uznać za wadę. Jak jest zimno zdjęcia robimy w pomieszczeniach trzeba zrozumieć dobre intencje producenta.


    Potem kolej przyszła na B100, która jak na połowę lat osiemdziesiątych była naprawdę zaawansowanym technologicznie modelem oczywiście w stosunku do swoich poprzedników. Aparat posiadał preselekcję przysłon a wybrany przez program? czas naświetlania był zaznaczony przez wskaźnik w celowniku. Do aparatu można było podobno dokupić, winder czyli silniczek, którego chyba tak naprawdę nikt nigdy nie widział w każdym razie na spodzie aparatu było miejsce przeznaczone do jego zamocowania i przeniesienia napędu. W zamontowanej w pryzmat stopce widniał dodatkowy styk świadczący, że do tego modelu powinna być produkowana dedykowana lampa błyskowa. Schyłek okresu komunistycznego nie sprzyjał produkcji, aparat był zawodny często zacinał się coś trzeba było włączyć, wyjąć baterię, włożyć baterię itd. Niewątpliwie był mały zgrabny i ładnie wyglądał, co niestety nie jest konieczne podczas fotografowania.


    Rozstałem się z tą marką po pewnym incydencie. Robiłem zdjęcia podczas komunii w kościele gdzie dzieci podchodziły do ołtarza czwórkami. Jako, że każdemu dziecku należało zrobić zdjęcie, to o zmianie filmu w czasie uroczystości nie było mowy. Pożyczyłem drugą lustrzankę od kolegi Nikon F2. Jak wymieniłem aparaty to w pierwszej chwili myślałem, że ktoś zrobił mi jakiś żart i wysmarował czymś obiektyw lub, że on zaparował. Niestety okazało się, że taka przepaść dzieli oba obiektywy. Oba były 50mm. I to było moje pożegnanie z tym systemem.

  5. #15
    Zwycięzca OlyRulez| OlyJedi Awatar Rafał Czarny
    Dołączył
    Jan 2006
    Mieszka w
    Krakowie
    Posty
    8.679
    Siła reputacji
    115
    Moja galeria
    Practica to było moje marzenie. Niespełnione. Zadowalałem się Zenitami (E, potem 12XP), którym zawdzięczam zamiłowanie do minimalizmu sprzętowego.

    Przez całe lata miałem do Zenita 12XP jeden jedyny obiektyw 58mm., którym z powodzeniem robiłem zdjęcia. Jak mój najlepszy kumpel przywiózł z koloni w enerdowie Petacona 200/4 (sprzedał dwie farelki, trochę innego badziewia i zarobił na obiektyw) to myślałem, że mi gały wyjdą z orbit.

    Teraz w torbie mam dwa zoomy Olka 14-54 i 40-150 (używam właściwie tylko tego pierwszego) i uważam, że to zestaw na dużym wypasie.

    Nic więcej nie potrzebuję do robienia zdjęć. To nawet za dużo, bez długiego obiektywu z powodzeniem daję radę.
    gAlErIa czArNeGo
    oPoWiEm wAm o mArKu
    Pampalini, łowca stworzeń, wypier..lił się o korzeń.

  6. #16
    rocco
    Gość
    Cytat Zamieszczone przez Morlok Zobacz posta
    JA miałem z Prakticą do czynienia od 1974 roku. Praktica TLsuper. wtedy to był wypas. Do czasu jak kupiłem sobie OM-1 w 1986. Nie lubiłem prakticy bo nie miała symulacji przysłony i kopała. Z przyjemnością sie jej pozbyłem razem z trzema szkłami : 28, 50 i 135 i kupiłem sobie AE-1.
    Nowsze modele już tak nie tłukły lustrem jak wcześniejsze. Chociaż "patent" Praktiki w postaci ukośnie ułożonego spustu przetrwał prawie do końca, tym właśnie ukośnym spustem łagodzono trochę kopanie lustra. Dopiero modele serii "B" miały go normalnie.
    Mieliśmy ten sam zestaw szkiełek

    PS, teraz dopiero doczytałem:
    Cytat Zamieszczone przez Sergiuszone Zobacz posta
    Aparaty tej marki produkowane były w kraju, który zniknął z mapy świata dwadzieścia lat temu wchłonięty w wyniku bezkrwawej aneksji przez swojego sąsiada. W kraju zwącym się DDR ( NRD) powstało wiele epokowych wynalazków między innymi substytut samochodu Trabant. Podobnym mianem można określić aparaty Praktica z tą tylko różnicą, że tych aparatów tak naprawdę nie było. Sukcesem danej marki jest masowe kupowanie jej przez konsumentów. Sukces Praktica polegał na tym, że jej po prostu nie było! Aparaty te były marzeniem nie tylko przeciętnego fotoamatora z krajów RWPG, ale i wielu zawodowców. Jedynym miejscem gdzie można było kupić ten „sprzęt” był tak zwany czarny rynek. Aparaty te zupełnie nieobecne na sklepowych półkach sowieckiej koalicji można było nabyć bez żadnego problemu po drugiej stronie żelaznej kurtyny. Paradoks polegał na tym, że aparaty tam zalegały sklepowe półki i pomimo dobrych cen nie znajdowały szybko nabywców na nasyconym aparatami fotograficznymi rynku.
    W samym NRD z zakupem aparatu nie było problemu. Byłem tam (pracowalem) w "późnym socjalizmie" bo w latach 1985-88 i przywiozłem kilka sztuk, w tym i dla siebie MTL5b i BC1. Obiektywy też były do kupienia.
    W Polsce i reszcie KDLu (np. na Węgrzech gdzie równiez pracowalem) tylko spod lady i dla wtajemniczonych.
    Z filmami i slajdami a także z chemią w NRD nie było żadnego problemu, przywoziłem Rodinal kilogramami
    Cytat Zamieszczone przez Sergiuszone Zobacz posta
    Osobiście miałem przyjemność „testowania” dwóch modeli Praktica. Pierwszy z nich model VLC3 na pierwszy rzut oka manualna lustrzanka z wymiennymi obiektywami i pryzmatami. O ile jeszcze wymienne obiektywy można było od biedy zakupić w wyżej wymienionych miejscach tak wymienny pryzmat i związane z nim elementy były ruchem chyba tylko i wyłącznie propagandowym ( reklamowym) z prostego powodu braku innych modeli pryzmatów. [b]Wymienne obiektywy nie posiadały bagnetu, wkręcało je się w korpus przy pomocy gwintu. Dobrą stroną tego systemu było powodowanie niechęci do wymieniania przez użytkownika obiektywów, o czym wiedział zapewne producent produkując ich znikome ilości. W ten sposób firma odniosła kolejny sukces produkując aparat z wymiennymi obiektywami bez potrzeby lub dosłownie z braku potrzeby wymieniania ich.
    Wiele lat później pomysł ten wykorzystał bardzo znany japoński koncern produkując lustrzankę z niewymiennym obiektywem.
    Zaprawdę dziwne rzeczy tu piszesz
    "Wymysł obiektywu wkręcanego na gwint" to nie pomysł Pentacona (producenta aparatów Praktica) tylko dużo starszy wynalazek.
    Nie wiem, czy tego nie wiesz, czy tylko ironizujesz bo to nie jest prawda.
    System M42 jest starszy niż aparaty Prakica, Pentacon po prostu go wykorzystał i tyle. W tym systemie był Bessaflex, Fujinony, Chinon, Cosina, Fujica i Yashica. Nie mówiąc o klonach czyli Revue czy Porst.
    Także Zenit

    Cytat Zamieszczone przez Sergiuszone Zobacz posta
    Skoro mowa o obiektywie posiadał on system elektrycznego przenoszenia przysłony, co faktycznie w owych czasach było sporym ułatwieniem podczas robienia zdjęć. Elektryczność pobierana była z baterii umieszczonej w spodniej części korpusu aparatu. Ogniwo pochodziło prosto z kraju kwitnącej wiśni i było równie niedostępne jak filmy czy inne produkty fotograficzne. Użytkownicy radzili sobie składając do kupy cztery inne bateryjki, które dziwnie pasowały po wyjęciu oryginalnej baterii. Pomiar światła odbywał się przez obiektyw i w zasadzie przy jego pomocy można było poprawnie naświetlać filmy. Aparat, który trafił w moje ręce przeznaczony był zapewne dla jakiegoś prominenta lub pochodził z limitowanej serii produkowanej na zachód, ponieważ nigdy nie popsuł się pomimo dość intensywnej eksploatacji. Naświetlałem kilka filmów miesięcznie przez okres około trzech lat. Mój egzemplarz nie przepadał nawet za niewielkim mrozem i wtedy udawał tylko robienie zdjęć. Lustro chodziło, film się przewijał tylko migawka ani drgnęła. Na wschód od Łaby mrozy należą do rzadkości tak, więc trudno tą przypadłość uznać za wadę. Jak jest zimno zdjęcia robimy w pomieszczeniach trzeba zrozumieć dobre intencje producenta.
    Modele VLC były najciekawsza linią Praktiki i rzeczywiscie bardzo trudno było je dostać a wymienne elementy systemy były praktycznie niedostępne.
    Jeśli jednak chodzi o awaryjnośc to moje dwa modele (wyżej) nigdy nie odmówiły posłuszeństwa, nawet na 15-stopniowym mrozie. Moj kolega ma zresztą do dziś jeden z przywiezionych przeze mnie aparatów i używa go z powodzeniem.
    Cytat Zamieszczone przez Sergiuszone Zobacz posta
    Potem kolej przyszła na B100, która jak na połowę lat osiemdziesiątych była naprawdę zaawansowanym technologicznie modelem oczywiście w stosunku do swoich poprzedników. Aparat posiadał preselekcję przysłon a wybrany przez program? czas naświetlania był zaznaczony przez wskaźnik w celowniku. Do aparatu można było podobno dokupić, winder czyli silniczek, którego chyba tak naprawdę nikt nigdy nie widział w każdym razie na spodzie aparatu było miejsce przeznaczone do jego zamocowania i przeniesienia napędu. W zamontowanej w pryzmat stopce widniał dodatkowy styk świadczący, że do tego modelu powinna być produkowana dedykowana lampa błyskowa. Schyłek okresu komunistycznego nie sprzyjał produkcji, aparat był zawodny często zacinał się coś trzeba było włączyć, wyjąć baterię, włożyć baterię itd. Niewątpliwie był mały zgrabny i ładnie wyglądał, co niestety nie jest konieczne podczas fotografowania.


    Rozstałem się z tą marką po pewnym incydencie. Robiłem zdjęcia podczas komunii w kościele gdzie dzieci podchodziły do ołtarza czwórkami. Jako, że każdemu dziecku należało zrobić zdjęcie, to o zmianie filmu w czasie uroczystości nie było mowy. Pożyczyłem drugą lustrzankę od kolegi Nikon F2. Jak wymieniłem aparaty to w pierwszej chwili myślałem, że ktoś zrobił mi jakiś żart i wysmarował czymś obiektyw lub, że on zaparował. Niestety okazało się, że taka przepaść dzieli oba obiektywy. Oba były 50mm. I to było moje pożegnanie z tym systemem.
    Najpierw był model B200, B100 to był jego młodszy i mniej zaawansowany braciszek pozbawiony możliwości manualnych ustawień czasu naświetlania (poza jednym). Miałem BC1, który był następcą B200 własnie i bardzo dobrze wspominam ten model. Winderek jak najbardziej był do kupienia w NRDówku.
    Wydaje mi się, że w tamtych czasach Praktiki były dobrymi aparatami. Nie były tak zaawansowane technicznie jak Nikon, Olympus, Canon, Minolta czy Pentax niemniej to były najlepsze z produkowanych w KDLu aparatów.
    No i mialy świetną optykę Zeissa chociaż produkowaną bez licencji.
    Owszem Nikony i reszta modeli zza żelaznej kurtyny była po prostu lepsza ale dla amatora fotografowania i zbut trudna do zdobycia i za droga.
    Zawodowcy jakoś tam ściągali bo to były ich narzędzia pracy, także niektórzy prominenci ale nie zwykły zjadacz chleba
    Ostatnio edytowane przez rocco ; 13.06.09 o 16:36

  7. #17
    | OlyJedi Awatar Misiaczek51
    Dołączył
    Mar 2008
    Posty
    172
    Siła reputacji
    18
    Moja galeria
    Jescze przed stanem wojennym w sklepie we Wiedniu z wielkim zdziwieniem zobaczyłem że Praktica (modelu pomnę) kosztuje połowę ceny jakiegoś Chinona.
    Drugim wielkim było to że mój Fiat 126p kosztuje tam prawie tyle samo co Skoda S-100.
    Druh Smiena Zenit Zorkij Practica Canon Oly 5050 8080, Nikon D90 + 18-105 + 70-300 VR +50/1.4

  8. #18

    Dołączył
    Jun 2009
    Mieszka w
    Wrocław
    Posty
    24
    Siła reputacji
    17
    Moja galeria
    Chociaż "patent" Praktiki w postaci ukośnie ułożonego spustu przetrwał prawie do końca, tym właśnie ukośnym spustem łagodzono trochę kopanie lustra.
    Ukośny spust miał uzasadnienie w czasach, gdy wizjer miał postać "kominka" i patrzyliśmy na niego z góry. Jakoś nie kojarzę dziś tego z mniejszym odrzutem lustra

  9. #19
    | OlyJedi
    Dołączył
    Jun 2008
    Mieszka w
    Mazowiecka Wioska
    Posty
    417
    Siła reputacji
    19
    Moja galeria
    Piszę, owszem ironizuję, w kontekście czasów w jakich te aparaty powstawały system mocowania był już nieco przestarzały. Ja byłem i pracowałem w NRD w roku porozumień sierpniowych ( 1980) i wtedy sprzęt fotograficzny można było kupić z okazji na przykład Targów w Lipsku. W tych mniej więcej czasach sprzęt w sklepie ( w NRD) można było kupić mając znajomości lub płacąc z tak zwaną górką. Podobno łatwiej było go nabyć na zachodzie NRD np.: w Magdeburgu bo tak daleko nie docierali handlowcy z Polski. W 1980 roku w tamtejszych sklepach fotograficznych nie było nawet filmów małoobrazkowych ani czarno białych ani kolorowych jedynie „szerokie”

  10. #20
    Moderator Zwycięzca OlyRulez| OlyJedi Awatar dobas
    Dołączył
    May 2006
    Mieszka w
    Kiełpin / Karkonosze
    Posty
    2.756
    Siła reputacji
    88
    Moja galeria
    Przeszedłem chyba przez wszystkie modele praktica. Mój ulubiony to wspomnainy już VLC 2 lub 3

    Ech...

Tagi dla tego wątku

Uprawnienia umieszczania postów

  • Nie możesz zakładać nowych tematów
  • Nie możesz pisać wiadomości
  • Nie możesz dodawać załączników
  • Nie możesz edytować swoich postów
  •  
 
Właściciel: FOMAG Sp. z o.o., Gdansk, 80-137 ul. Starodworska 1, KRS 0000341593, www.fomag.pl

Serwis wykorzystuje pliki cookies w celach reklamowych, statystycznych i do personalizacji stron. Możesz wyłączyć używanie plików cookies w ustawieniach przeglądarki internetowej jednak może to utrudnić korzystanie z serwisu! Więcej informacji w Polityce prywatności.