Nawakszut przypomina mi podwórko sąsiada![]()
Nawakszut przypomina mi podwórko sąsiada![]()
cerkiewki || Beskid Niski || mój wątek || mój drugi wątek|| makro||
Wychodzi się na pole, a nie na dwór o! ||Nadnaczelny Weryfikator TWA i wszystkiego
W moich wątkach można offtopować i grzebać w zdjęciach||Łowca spamerów||
Ciekawa relacja!
Pierwszy dzień w Senegalu to odpoczynek - mieliśmy jako rajd supermaraton w Maroku i stad zaoszczedzony dzień. Spędziliśmy go na kempingu Zebrabar niedaleko miasta Saint Louis. Ogólnie to po Saharze Zachodniej i Mauretanii, Saint Louis to normalnie cywilizacja - w mieście Auchan, no może nie za wielki bo wielkości Lidla ale za to można było płacić kartąNo i było piwo co cieszyło jakby podwójnie. Tak ze dzień upłynął na campingowaniu, naprawianiu samochodów i piciu piwa
. Ja wykonałem dwa spacery rano i wieczorem i stad zdjęcia.
275
276
277
278
279
280
281
282
283
284
285
286
287
288
289
290
291
292
293
294
Ostatnio edytowane przez zis777 ; 1.03.26 o 23:42
I kolejny dzień rajdu czyli przed 6 rano pobudka. 6:30 odprawa, waypointy, ustalanie trasy i jazda. Ogólnie przy opcji zatrzymamy się gdzieś i cos zjemy zawsze lądowaliśmy z przyjazdem wieczorem lub późnym wieczorem, ot ... takie warunki rajdowe. Sawanna w Senegalu była z jednej strony fajna a z drugiej tak trochę rozczarowywała. Chodzi o to, ze czy się jechało 1 godzinę czy cały dzień to wszystko wyglądało dokładnie tak samo. Może przez to ze tyle było samochodów na trasie to egzotyczne zwierzęta gdzieś pouciekały bo z egzotyki to tylko sępy i jedna małpkę widziałem. A tak to standardowo kozy, osły i bydło rogate
294
295
296
Dwukółki to oprócz motorów podstawowy transport rano do szkoły/pracy (tak przynajmniej zakładam) bo w godzinach rannych i popołudniowych ruch z do i z większych miejscowości do wiosek był całkiem gesty.
297
298
299
Ludzie w Senegalu raczej nie chcieli być na zdjęciach ... dosyć intensywnie się zasłaniali. Nie wiem, być może to tylko dziewczyny. Tak, ze na wprost starałem się nie fotografować. Zreszta ogólnie mało ludzi fotografuje.
230
231
232
233
234
235
236
237
238
To co było najfajniejsze na senegalskiej sawannie to baobaby, których był ogrom. tzn z mojego punktu widzenia gdzie przejechaliśmy z 500km
239
240
241
242
243
Nudna po jakimś czasie sawanna sprawiała ze wioski i miasteczka były od razu ciekawsze. Co mile zaskoczyło to fajni ludzie tj nie nachalni, nie starający się wyciągnąć pieniędzy. Przy kupowaniu jedzenia brali z pliku banknotów kilka. W porównaniu do późniejszej Gwinei i Sierra Leone była to ogromna różnica ale to doceniliśmy oczywiście dopiero później
294
295
296
297
298
299
300
301
302
303
304
305
306
I znów ogromne baobaby. Naprawdę wspaniale drzewa.
307
308
309
400
Oczywiście do biwaku dojechaliśmy późno i to bardzo i jak zwykle z przygodami. Po wyjechaniu z sawanny wjechaliśmy na końcówkę na asfalt tj jakieś 100km tyle ze to była główna trasa dla ciężarówek a kierowcy po zmroku zaczęli parkować na poboczach, żeby iść spać. Wskutek czego dochodziło do mega zatorów bo tak się jakoś zdarzało ze w obie strony były drogi zwężone a część ciężarówek dalej jechała i robiły się kompletne blokady. Nas uratowało auto terenowe i na krechę zjechaliśmy z asfaltu przez krzaki i dojechaliśmy do szutru ... w międzyczasie jedno z aut z polskiej ekipy umarło (dosłownie bo juz nie pojechało dalej) i zaczęliśmy holowanie aż do biwaku.
A rano standardowo ... jak dzień świstaka z tym, że dla odmiany główną atrakcja miało być przekroczenie granicy Senegal - Gwinea
401
Ale przed granica zaczęło się pojawiać coraz więcej kopców termitow, i niektóre osiągały naprawdę spore wysokości.
402
403
Rzeczywiście baobaby piękne i rozmiarami pni budzą głęboki szacunek. Ciekawe też kopce termitów. Na podstawie zdjęć trudno ocenić wielkość ale wydaje mi się ze tak ze 3m wysokości chyba miały?
Pozdrawiam!
Marek Wyszomirski (wyszomir@toya.net.pl)
I jeszcze kilka zdjęć z granicy Senegal Gwinea - bardzo kolorowa granica z obu stron. Z mnóstwem ludzi, oczekujących ciężarówek, straganów i zwierząt.
I niejako główny bohater samochodowy w Gwinei czyli Toyota Corolla Verso - najwięcej aut tego typu na km długości drogi. Spotykaliśmy go absolutnie wszędzie a zwłaszcza po wioskach gdzie my jeździliśmy off-roadem. Oczywiście to auto służy do przewozu osób i bagażu bo widziałem ile ludzi może być w środku plus to co na dachu. Producent chyba nie myślał o takim obciążeniu ani o takiej ilości osób przewożonych.
314
Tu widać wyjeżdżające z Gwinei same Verso w kolejce
315
Zakupy jak widać tylko na górze.
316
A tu od razu widać, że odróżnialiśmy się od lokalsów przez brak pakunków na dachu.
317
Najbardziej przechlapane to mieli kierowcy ciężarówek bo ich odprawa musiała być naprawdę długa. Chętnie za to pozowali do zdjęć.
318
319
320
321
322
323
324
To jeszcze może kilka zdań o samej granicy i dlaczego asfalt. W tym dniu rajd rozdzielał się na część off-road i touring jeśli chodzi o przekraczanie granicy. Problem w tym dla nas, że trasa prowadziła przez mocno górzysty i skalisty etap w Gwinei i organizator prosił, żeby jechały te auta, które są całkowicie sprawne. Odcinek ten jest wąski i w przypadku awarii samochodu reszta musi czekać aż coś się zadziejeponieważ nie ma jak ominąć przeszkody. A my w dalszym ciągu mieliśmy turbinę sprawną w 25% przy czym wyłączała się w rożnych momentach a szczególnie wtedy kiedy potrzeba było mocno przygazować. Stąd potulnie pojechaliśmy asfaltem.
Przekracza się bardzo nietypowo ponieważ przejście graniczne w Senegalu znajduje się w miejscowości Kalifourou - jakieś 30km przed faktyczną granicą. Potem po 17km jest jeszcze posterunek policji a na samej granicy nie ma nic tj są budynki ale nie są używane. Należy jechać dalej aż do punktu kontrolnego już w Gwinei gdzie jest policja i cło i kolejne kilkanaście km do miejscowości Sambailo gdzie są punkty wojskowe, policyjne, cło i skaner samochodu. My wyjechaliśmy dość wcześnie wiec zabrało nam to tylko jakieś 4-5 godzin.
W Gwinei usiadłem za kierownica wiec w tym dniu już więcej zdjęć nie było bo rozpoczęła się walka o przetrwanie samochodu czyli droga asfaltowa do Labe, która jest w takim stanie, że zastanawialiśmy się czy jednak nie lepiej było jechać off-roadem. Dojazd oczywiście po zachodzie słońca na biwak w Labę i biwak znajdował się na nieczynnym lotnisku zbudowanym i podarowanym Gwinei przez Kubę.
Gwinea to już zupełnie Inny klimat niż poprzednie kraje. Dużo zieleni, sporo rzek oraz mnóstwo pyłu jak w poprzednich krajach
Z Labę jechaliśmy do Kindii i w tym dniu trasą off-road.
Poniżej wyjazd z Labę, jednego z największych miast w Gwinei. Zawieszenie na asfalcie można było stracić w chwilę nieuwagi.
325
326
327
Potem krajobraz zaczął mi przypominać Polskę a konkretnie tereny u moich dziadków na wsi. Zdjęcie tego nie oddaje ale takie dokładnie mialem wrażenia.
328
Dopiero kilkanaście km dalej krajobraz z naszego polskiegozaczął przechodzić w ten juz egzotyczny czyli bezdroża i wioski w Gwinei.
329
330
331
332
Nigdzie wcześniej nie widziałem tylu ludzi jadących na obładowanych towarem dachach.
333
334
335
336
337
338
339
Przerwa na kawę pod drzewem mango, niestety owoce były mocno niedojrzałe ale zapach miały mocny.
340
341
342
343
344
Tak mniej więcej od Sahary Zachodniej dzieciaki widząc samochody rajdu zbierały się przy drodze i starały się "wyżebrać" jakieś podarki czy drobiazgi. Zreszta w Gwinei to juz wszyscy łącznie z policja, która nas zatrzymywała zupełnie bez powodu cos chcieli. My raz daliśmy dzieciakom w Mauretanii drobiazgi i po tym jak zobaczyliśmy ile to wzbudza agresji - rzeczy były nam wyrywane z rak, dzieciaki się biły to przestaliśmy - oddaliśmy w jakiejś szkole wszystkie gadżety. W każdym razie w Gwinei dzieciarnia juz tak się rozbrykała, że sporo załóg zgłaszało obrzucanie kamieniami kiedy się nie zatrzymywali i w paru samochodach poleciały szyby.
345
346
347
348
349
350
Co tam robiła szafa przy takich chatkach to do dzisiaj się zastanawiam
351
352
353
354
355
356
Przy tych dwóch chatkach przez chwile się zastanawiałem czy to aby nie czasem dla turystów bo takie jakby nie używane i podmurowane ale po sekundzie do mnie doszło, ze niby skąd w takim terenie turyści i po co a po kolejnych paru sekundach wyszła rodzina.
357
358
35,
Most to była niespodzianka ponieważ raczej oczekiwaliśmy promu (mapy były niespójne) bo cala trasa była gruntowa. Później doczytałem, ze na rzece zrobiono tamę, która zalała sporo terenów, mapy się pogubiły a ten most jest na przyszłości bo za kilka lat maja wybudować drogę asfaltowa, która miała znaczenie A1To był dla nas trochę szok poznawczy jak wyjechaliśmy z lasu na A1 - oczekiwaliśmy asfaltu a okazało się, że było z jakością drogi gorzej niż w lesie przez kilkadziesiąt kilometrów.
360
361
362
363
364
Do Kindii oczywiście przyjechaliśmy sporo po zachodzie słońca.