Klikam na folder gdzie powinny byc zdjęcia..... a tu niszcz pryszcz, nie ma, folder pusty a powinno byc około 4 tyś fotek.
Nie wiem co się stało, skasować nie mogłem.
Pomóżcie czym mam odzyskać moją kolekcję !!!
Wersja do druku
Klikam na folder gdzie powinny byc zdjęcia..... a tu niszcz pryszcz, nie ma, folder pusty a powinno byc około 4 tyś fotek.
Nie wiem co się stało, skasować nie mogłem.
Pomóżcie czym mam odzyskać moją kolekcję !!!
Wirus/kolega/dziecko/babcia - ;)
Tutaj masz program do odzyskiwania (darmowy) http://www.cgsecurity.org/wiki/PhotoRec
i instrukcje krok po kroku:
http://www.cgsecurity.org/wiki/PhotoRec_Step_By_Step
Na przyszłosć - rób kopie zapasowe.
Instalnij picasse i niech szuka fotek po calym dysku.Jesli gdzies sa napewno znajdzie
właśnie chciałem zrobic kopie na płytach , ale nie udało się bo nie ma
Pomysł Mirka dobry tylko jak masz jeszcze duuuuużo miejsca na dysku. Jak nie, Picassa może poniszczyć pliki skasowane, budując swoje ogromne bazy danych.
Programy do odzyskiwania danych też nie zawsze są skuteczne.Kiedyś miałem podobną sytuacje też mi jakieś pliki poznikały+ 2gb muzyki i programem się nie udało. No ale może miałem jakiś słaby. W tym wypadku musisz spróbować wszystkiego :evil:
Ale wybranie Picasy do przeszukania folderów jest nieroztropne. Każdy zapis na tym dysku może mazać po skasowanych plikach. OS zazwyczaj unika miejsc ze świeżo skasowanymi plikami, ale nie musi/moze nie mieć innego wyboru. Picasa tworzy sobie masę śmieci, które popsują to co skasowane i po ptokach.
Ja bym jeszcze zajrzał do śmietnika. Mało prawdopodobne, że cos tam jest, ale jest taka szansa ;-)
Ja na szczęście (odpukać w niemalowane drewno),nie miałem przygody z utratą fot na dysku,jedynie to zniknęły z CD.Myślę,że powód jest jeden - tandetna jakość tych kompaktów.
Zastanawiam się czy program,który podał grizz jest w stanie wyciągnąć te fotki z kompaktu ? Miałem całkiem sporą kolekcję,po której pozostały mi tylko nazwy folderów.
Powiedzcie jakie płyty DVD polecacie do archiwizacji fot ?
verbatim czasami emtec - jeszcze sie nie przejechałem osobiście, zgrywałem ostatnio 150GB fotek by mieć je pod ręką gdyż kupiłem 1TB twardego- wszystkie nienaruszone od 2003 roku.
Dzięki wszystkim,picassa znalazła wszystko, nie wiem jak ale przemieściły się na inna partycję, juz robię backup na płyty
krasnoludki ;)
zawsze zwalaj wine na krasnoludki.
albo na -Mi-sie, ew -ło-sie, takie dwa zwierzatka bardzo lubiane przez małe dzieci ( i duze tez)
innym wejsciem jest tez zalozenie hasła na kompa. i nie mowie o czlonkach rodziny. poprostu majac skomplikowane hasło nie wejdziesz na kompa po pijaku.
a odn. bakupów. 165 zł kosztuje 500GB dysk.
toc taniej od plytek...
No właśnie,to zupełnie inna szkoła jazdy - wiem jednak,że istnieje możliwośc odzyskania tych utraconych danych z płyt CD.Tylko jak ?
Dzisiaj już tego nie robię,to było jakieś 10 lat temu,kiedy nikt jeszcze chyba nie słyszał o zewnętrznych dyskach twardych.
Mam zapisane pliki na zewnętrznym dysku ale to nie daje gwarancji,że wszystko będzie OK w przyszłości,dlatego chciałem dodatkowo zapisac je na bdb.płytach DVD.
Czytałem,że 3 z 10 statystycznych twardych dysków pada po jakimś czasie...
Jest jeszcze możliwość ulokowania plików w sieci ale to dla tych co mają transfer bliski prędkości światła - u mnie jeden plik przeznaczony do archiwizacji ma ok. 50 MB. :(
Ech,nie ma to jak stara,poczciwa klatka filmowa...
Grizz,dane do backupu w moim przypadku sięgają terabajtów.
Nijak. Puszczasz program, po trzech godzinach zgrzytania napędu odzyskuje się jeden procent tego, co chciałoby się odzyskać i wyskakuje wyjątek krytyczny :)
Płytki padają jak muchy, nie wszystkie, ale nigdy nie wiadomo które.
Po pierwsze, były zawsze (choćby w tzw. kieszeniach), po drugie na hdd robię kopie od nastu lat, choć od kilku kopie pełne (odkąd pojawiły się duże tanie pojemności).
Czytałem,że 3 z 10 statystycznych twardych dysków pada po jakimś czasie...[/QUOTE]
Nie wiem, gdzie naczytałeś się takich głupot, ale nawet jakby padał 1 na 100 to daje przy trzech dyskach jeden do miliona. Większa szansa, że nie dożyjemy lutego.
A jak chcesz się męczyć z płytami, nic nie szkodzi.
No to tu mamy problem. Jedno moje zdjęcie zajmuje kilka megabajtów, rawy trzymam z kilku procent może góra, a całość archiwum z 30 lat, łącznie z tym, co pstrykam zawodowo zajmuje na dziś... 106GB. Zacznij od przebrania materiałów i kompresji. Inaczej spotka Cię kara i utopisz się w plikach.
Domowe archiwa to nie skarby biblioteczne, co 5-6 lat kazdy z nas moze stracic "dorobek swojego fotograficznego zycia" i nie powinien sie tym przejmowac, bo artystycznie, to bez urazy, ale nawet nie warto plakac. Ja nie archiwizuje, bo mi sie nie chce i sa to spore koszty, najwyzej pojdzie w kosmos. Zreszta, jak ktos juz stwierdzil, nosniki DVD a nawet BR nie daja gwarancji odczytu po 5 latach. Kolega pewnie 4 tys. zdjec juz stracil bezpowrotnie, coz, idealna okazja aby zaczac od nowa, statystycznie przez nastepne 3-5 lat nie straci juz danych.
Super..a na czym nagral ?
Były ale wewnętrzne jak sam zauważyłeś i tanie nie były - mnie w każdym razie nie było na nie stać,to raz a dwa nie miałem takiej potrzeby - zbyt ubogą miałem wtedy bazę danych.Dlatego kopiowałem na CD,DVD płyty były również b.drogie w tym czasie.
Co do głupot - nie potrafię podać źródeł ale z tym ułamkiem 3/10 spotkałem się wiele razy,zresztą statystyczne prawdopodobieństwo awarii HD wynosi w tej chwili dokładnie 100 %.Co za różnica,że ok.33 % HD padnie w niedługim czasie po zakupie.
Kompresji pliku nie biorę pod uwagę i brał nie będę również w przyszłości.Ot taki kaprys.
Wychodzi z tego,że najbardziej niezawodną metodą archiwizacji jest tradycyjny papier fotograficzny aczkolwiek archiwalny i przechowywany w archiwalnych warunkach.
eee? Przecież to były, zupełnie tak jak teraz dyski "zewnętrzne", zwykłe dyski twarde w obudowie. Jedyne co je rożni to złącze kiedyś IDE, teraz usb.
Koszt takiej kieszeni wynosił tyle co teraz koszt obudowy zewnętrznej na dysk ;)
Rób jak uważasz, zarówo ja, jak i moi znajomi więcej danych potracili na płytach niż na dyskach ;)
Jeśli są do zarchwizowania terabajty danych to najlepszym rozwiązaniem okaże się streamer.
To... po co w ogóle fotografować? Dla trzech sekund sławy na naszej klasie? :)
Fotografuje się dla siebie, żeby sobie popatrzyć kiedyś na przeszłość, dla chwały (która z tygodnia na tydzień zmniejsza się w tempie wykładniczym), bądź dla warsztatu (tylko i tu szansa na karierę zmniejsza się jeszcze szybciej niż chwała). Wreszcie dla kasy i wtedy zgoda, po wypłacie usuwamy ujęcia pozostawiając najwyżej co nieco do folio (ale ja i tak zostawiam, bo po roku klient dzwoni zatrwożony, że pogubił.)
No, akurat żyję także z backupu w kilku biurach rachunkowych i po kilkunastu latach jakoś statystyka wychodzi mi inna.
Spoko, jeszcze kilka lat i zauważysz, że nigdy do starych rawów nie wracasz. Nawet zawodowo do źródeł wraca się bardzo rzadko, a trzymanie tifów zamiast jpg jest już niczym nie usprawiedliwionym szaleństwem (pomijam wycinanki, ale to nie fotografia już).
Dla radosci, zdrowia, spacerow, ogladania niepowtarzalnych widokow. Kazdy ma swoje milion powodow. Ja chcialem napisac, ze w porownaniu do ulotnosci naszego zycia i tych "waznych" spraw utrata zdjec jest najmniejsza, ktora powinnyśmy sie przejmowac. Jak komus juz naprawde niesamowicie zalezy na zostawieniu tych najwazniejszych ujec - odbitki na dobrym papierze i w album z papieru bezkwasowego. Moje zdanie. Pipa mnie to, czy mam racje, czy nie.
Siła oceny na naszej-klasie? a to ciekawy w ogóle powód fotografowania.
Ja szczerze zawsze się lekko irytuję, gdy znajomi wrzucają fotki mojego autorstwa na n-k, bo później ich znajomi się podniecają i chcą się umawiać na sesje ze mną, a mnie takie zdjecia w ogóle nie kręcą.
Wolę takie fotografie jak wczoraj te, które robiłam wczoraj.
A mianowicie porterty gościa, który twierdził, że jest ze mną na randce a tak w ogóle nie było.
Prawdopodobne, że nie zobaczymy się już więcej, więc jego portrety mają dla mnie wydźwięk pamiątkowy. tak najbardziej lubię :)
troszkę zbaczamy z tematu...
najlepiej poprostu zgrywaj sobie od czasu do czasu, zdjęcia na płytki. może i miejsce na półce zajmują, ale zawsze jak zaczniesz sobie kurze ścierać i rzucisz okiem na dobrze podpisaną płytkę, to od razu będziesz chciał ją przejrzeć :-D
2 dyski na RAID'zie i do tego pełny backup na zewnętrznym co 2-3 dni (soft robi to z automatu).
I śpię w miarę spokojnie...
a to gut :)
Po co raid do backupów? Przecież to zwiększa zawodność w stosunku do modelu z oddzielnymi składnikami. Raid powstał dla zwiększenia transferu i/lub niezawodności, ale układów czynnych (pracujących non stop), a nie kopii bezpieczeństwa uzupełnianej cyklicznie.
Gdy podłączasz zewnętrzny napęd na czas kopiowania, w chwili uszkodzenia zasilacza (zdarza nie nierzadko) może paść wszystko.
Niezawodność to trzy różne dyski (różnych producentów) - jeden pracujący w systemie z całym dorobkiem i kopie danych na dwóch, na które zrzucamy przyrostowo dane np. co tydzień, ale nigdy w tym samym czasie, najlepiej w przeplocie, co drugi tydzień. Oba należy trzymać oddzielnie, w różnych pomieszczeniach. Na co dzień do kopiowania wystarczy karta np. 32GB wpięta w szybki czytnik.
Dobrze byłoby mieć sumy kontrolne danych albo po prostu zipy i raz do roku sprawdzić crc wszystkiego.
Nie musi się kupować do każdego dysku oddzielnej kieszeni. Za ok. 120 PLN można kupić coś takiego : mam to kilka miesięcy i dzieła znakomicie, oszczędność na kieszeniach a można stosować dyski SATA zarówno 2,5" jak i 3,5" do tego czytniki i dwa dodatkowe gniazda USB.
RAID po to, abym się nie martwił na codzień - jak mi jeden dysk padnie, to drugi chodzi bez problemu. Wymieniam uszkodzony i po krzyku. A przynajmniej tak zawsze rozumiałem RAID1?
Zaś zewnętrzny backup dla totalngo bezpieczeństwa.
dokladnie - najbardziej zaufana konfiguracja. ja dorzucam jeszcze na koniec roku kopie na dvd i sprawdzam najstarsze- tzn czy sa czytelne - jesli jakis drobny problem- nowa plytka/plytki z calym rokiem do powtornego nagrania.
rewelacyjne urzadzenie- w koncu znalazlem zastosowanie dla starych dyskow bez czasochlonnej zabawy w dyski wew, zew. polecam do backup'u