Temat od Tadeusza Jankowskiego. Proszę pisać, jak to u Was było? :grin:
Wersja do druku
Temat od Tadeusza Jankowskiego. Proszę pisać, jak to u Was było? :grin:
Chciałem zaimponować koleżankom z liceum. Że umiem je ładnie zdjąć :)
Do tej pory pamiętam koszmarne zmagania z koreksem i noce spędzone w łazienkowej ciemni. I zachwycone oczy dziewczyn jak oglądały te czarno-białe zdjęcia.
W tamtych czasach mało kto miał aparat fotograficzny.
Jak na komunie dostalem Druha to robilem kolezance z podworka zdjecia(Ona byla jedyna dziewczyna na podworku,a jaka byla sliczna)zdjecia nie wyszly,bo po skonczeniu sie kliszy chcielismy obejrzec.Smieli sie z mojego prezentu wszyscy-wtedy sie zawzielem-tak to do dzis trwa.
Najpierw fascynacja tym, że można samemu wywoływać film w domu. To początek szkoły średniej. Wolny dzień, łazienka zamknięta na cztery spusty. Pierwsze próby. Nauka wedle książek z lat siedemdziesiątych. Bez sukcesów, choć wywołanie opanowałem. Po 2 latach przerwa. W międzyczasie jakieś nieśmiałe próby ze skanerem, ale jakość skanów i problemy z przetwarzaniem (usypianie przy powolnym komputerze) nie wyzwalały specjalnie wypieków na twarzy z powodu osiąganych rezultatów.
Era cyfrowa. Dopiero to jakoś bardziej pchnęło do rozwijania hobby. Łatwiejsza rejestracja i przetwarzanie. Całkiem dobre rezultaty można było osiągnąć już 2-3 megapikselową matrycą. Pierwsza, własna cyfrówka Minolta S414... i zaczęło się na dobre. Po drodze był jeszcze powrót do zenita.
Kiedyś, 100 lat temu kółko fotograficzne w podstawówce i świadomość, że mogę sama wywoływać sobie zdjęcia. Fajne to było. Potem liceum, próby pokazania za pomocą fotografii... czegoś. Średnio udane, jestem zwierzęciem atechnicznym.
Potem długo nic, nooo... z wyjątkiem albumów rodzinnych.
Z nastaniem fotografii cyfrowej, jej łatwości, dostępności, szybkości - dostrzegłam medium, które być może pozwoli uwolnić moje demony. I pozwala.
,, Jaki był pierwszy poważny bodziec, który uczynił fot. waszym hobby lub pasją?"
Kilometry przechodzone na bagnach, widziana masa zwierza i wszystko tylko w mojej głowie. Przeważyła chęć podzielenia się choć skrawkiem tego co obserwuję na co dzień.
W moim przypadku były to narodziny córki i kupno pierwszej cyfrówki celem dokumentowania jej pierwszych kroków.
W dzieciństwie, z okazji Pierwszej Komunii Św. otrzymałem w prezencie aparat Fied 5. Gdyby nie to, że bardzo szybko zmienił właściciela (wbrew mojej woli) wierzę, że byłbym dziś znacznie bardziej doświadczonym hobbystą, a może nawet fotografem.
Fotografuję od zawsze. Nie było takiego jednego bodźca, no może poza tym, że miałem szczęście natknąć się w sklepie na nowego Zenita, który właśnie trafił na półkę, a był towarem niezwykle deficytowym w owym czasie. Decyzja o zakupie była natychmiastowa, nie kosztował dużo w dodatku zapłaciłem częściowo w dewizach ;-) - miałem przy sobie 5$, które ochoczo sprzedawca przyjął w rozliczeniu. Pamiętam emocje przy oglądaniu pierwszych odbitek, o dziwo wyszły bardzo dobrze, już wiedziałem, że to będzie fajna zabawa. Pamiętam też efekt WOW - przy projekcji na ekranie pierwszego naświetlonego slajdu - kupionego zresztą od Rosjan na targu. Pierwszą klatkę slajdu naświetliłem w lesie, na zdjęciu są tabliczki: POLIGON WOJSKOWY i STÓJ STRZELANIE. ;-)
Ja nie ukrywam że dla mnie to jeszcze nie hobby ale takim ma się szansę stać ze względu na bardzo ważny kontekst sprzętowy...
Było to w zamierzchłych czasach. Posiadałem już Druha. Byliśmy na wczasach w górach. Po odebraniu fotek z miejscowego zakładu wszystkie okazały się bardzo nieostre. Rodzice mnie zgromili że coś popsułem a ja ze łzami tłumaczyłem że to wina zakładu i usiłowałem pokazać jako dowód negatyw. Zostałem zgromiony jeszcze bardziej ale obiecałem sobie że ja jeszcze coś udowodnię. Wkrótce po tym wydarzeniu w dodatku do gazety Świat Młodych opisany był sposób wywoływania negatywów i tak to się zaczęło...