-
Niewiarygodne :)
Cześć wszystkim
Jesteśmy (ja i moja druga połowa) właścicielami aparaciku typu idiotenkamera marki Olympus FE-280. Żaden to powód do chwalenia się, bo to żaden wypas przecież, ale po ostatnich przejściach jesteśmy pewni, że jeżeli będziemy kiedykolwiek kupować aparat foto, to na pewno nie kupimy innej marki...
Aparacik przeżył zadeptanie przez niezliczoną ilość osób na imprezie masowej - w stanie włączonym (z wysuniętym obiektywem) wypadł z ręki i spadł na kostkę brukową. Cudem odnaleziony po jakimś czasie, został - bardziej z ciekawości, bo już spisany na straty, rozebrany i... naprawiony!! Domowymi metodami :)
Niedawno moja druga połowa, robiąc pranie wrzuciła do pralki jedną ze swoich torebek. Jak można się domyślić, w jednej z kieszeni był nasz aparacik. Półtoragodzinnego ataku detergentów nie przeżyje żaden sprzęt elektroniczny...
Pożegnaliśmy się więc z nim, jednak jakimś zrządzeniem losu aparat nie wylądował od razu w koszu. Dzisiaj rano, jakiś miesiąc po zdarzeniu wpadł mi w ręce. Odruchowo wcisnąłem "power".
I prawie dostałem zawału - aparat zmartwychwstał.
Wszystko działa!!
Z zewnątrz - obraz nędzy i rozpaczy, poodzierany lakier (aparat wypadł z kieszeni i "prał się" luzem, ale technicznie - nówka sztuka!
jestem na tym forum po raz pierwszy i prawdopodobnie ostatni, ale uznałem że warto wam o tym opowiedzieć :)
pozdrawiam wszystkich :)
-
Hmmm... jako, że dziś nie jest 1 kwiecień to chyba, wypada uwierzyć i na pewno pogratulować wypaśnego (jednak) sprzętu :)
-
Bo twardym trzeba się urodzić. fajna historyjka :)
pozdrawiam
-
To samo pale,to samo:grin::wink:Tylko moja torebek nie pierze.
-
To naprawdę nie ściema. I nie 1 kwietnia :)
-
To jest niezbity dowód na to,że określenie "pancerny" w stosunku do produktów Olympusa nie wzięło się z powietrza.
-
Czasami sprzęt elektroniczny potrafi przetrwać naprawdę wiele.
Mam starego SE P900i (telefon...), przeżył upadek z 8m rusztowania, również pewnego razu rozpędzony ruchem mojej ręki wylądował w ścianie, prędkość jego lotu była na tyle duża, że wbił się w ścianę(angielskie budownictwo-płyta gipsowa):wink:. Telefon do tej pory działa, żona używa go jako przenośną zabawkę do pasjansa.
-
Moja żona wyrzuciła kiedyś z 4 piętra w bloku swój telefon - nokia 3210. Pękł jeden zatrzask od obudowy ale i tak się super trzymała bez żadnych reanimacji. :)
-
-
To chyba jak mnie wkurzy, zacznę rzucać moim Erykiem w TV :roll: