fota bardzo dobra, choć smutna i przygnębiająca...
pzdr
Wersja do druku
fota bardzo dobra, choć smutna i przygnębiająca...
pzdr
Dzięks for koments.
Kolejna fota nosi przydługawy tytuł: "Popatrz Kaziu. Tylko zdzira takie coś na siebie włoży..."
787
Zdjęcia świetne super... jak zwykle, czym ostatnio "szumisz", coś mi się ten szum trochę niepodoba, jakiś za malo winnylowy.
(a może to nowy monitor a ty szumisz tak samo...)
Jak mam być szczera, to mi ten szum na ostatnim zdjęciu dość przeszkadza, ale tytuł jak zwykle celny hihihi ;) .
Gdyby manekin był bliżej, bardziel wpadałoby w oko że oni na niego nie patrzą, tylko przechodzą.., tak jest gites :wink:
Szum się nie liczy, treść jest ważna. Treść jest dobra :)
Dziękju za wpisy. Kolejne foty:
788
789
Ojeeej, Rafałek, fajne to, co to? Reklama jakichś ciuchów? Taki Lenny Krawiec trochę, apetyczny wielce...
Dziś w Krakau była impreza lotnicza. Wahałem się, czy na nią pójść. Ale doszedłem do wniosku, że na pikniku lotniczym zrobię foty podobne do 149 innych fotografów (tylko trochę gorsze, bo nie mam do tego ani sprzętu, ani doświadczenia, ani ochoty).
Dlatego jak co sobotę polazłem w miasto. I na Małym Rynku napotkałem taką akcję. Nie wiem łozochozi. To pewnie stara i ograna sztuczka marketingowa - czyli robimy coś dziwnego, niech się ludzie dziwią. Za jakiś czas odkrywamy karty. Potem sprzedajemy. Lajtmotiw tej akcji brzmiał: "Dzika przyjemność". Nie wiem co będą sprzedawać. I prawdę mówiąc g...uzik mnie to obchodzi.
ps. Aga, miałem identyczne skojarzenie z Leszkiem Krawcem.
Fajne te "samoloty" w Twoim wykonaniu :)
pzdr
Dawno nic nie wrzucałem. Kryzys tfurczy powoli mija (mam nadzieję). W ostatnim czasie odrzucało mnie od aparatu. Póki co nie chodzę na ulicę.
Tymczasem wrzucę zdjęcie Edyty.
790
Chętnie zajrzałem do Twojego wątku jak zobaczyłem nowe posty ...
Wiedziałem że sie nie zawiode ;)
Bardzo optymistyczny portrecik ... aż mi sie buzia uśmiechneła :)
Takie zdjęcie mógłbym sobie powiesić w pokoju żeby na nie spoglądać jak będe miał zły humor ;)
Pozdrawiam
portrecik beautiful
Ee tam kryzys, rozleniwiłeś się i tyle.
Świetny portrecik może dasz coś więcej z tą modelką? :)
coś nie chodzi, przedostatnie git, fajnie że wróciłeś :)
pzdr
Jeszcze jedno mam takie w miarę niekiepskie. Co prawda buzia Edyty wyszła odrobinę zbyt okrągła, ale za to z tej foty bije radość. Edyta to przesympatyczna dziewczyna, a to zdjęcie chyba najlepiej oddaje jej charakter.
Podoba mi się w tej focie rozmycie tła - to zuiko om 50 1.4. Uwielbiam ten obiektyw - skośnoocy chłopacy od Olka powinni zejść do piwnicy, wygrzebać plany i schematy tego szkiełka, dodać AF i w ten sposób pozabijąć konkurencję w temacie portretów. Niech ktoś powie, że na małej matrycy Olympusa nie można fajnie rozmyć tła... :roll:
791
Pięknie.
Skośnoocy chłopacy z Zuiko na pewno znają zalety tego szkiełka jednak dziś rządzą księgowi a nie techncy. Niestety.
mistrza krytykować nie wypada... przynajmniej amatorom...
dlatego nie wspomne o centralnych kadrach na ostatnich portretach..
dlatego nie wspomne o sztucznym uśmiechu na 790 i nosie..na 791
zdecydowanie wole Cię z 772 - street - tu jesteś dla mnie profesorem.. w portretach i aktach.. niestety jednym z wielu..
790. dla mnie wrażenie jakby cera była retuszowana (ale nie znam się)
791. u mnie nie wyskakuje
792. jak najbardziej na tak!
Zdjęcia Pana Rafała już widziałem dawno,ogólnie za całokształt jest Pan dla mnie wzorem jeśli chodzi o street foto.
A ostatnie portrety fajne,takie spontaniczne.Ostatni moim zdaniem lepszy od przedostatniego.
Dzięki za komentarze. Zdjęcia zrobiłem prawie dwa lata temu, długo leżały w szufladzie. Tekst i zdjęcia: moja skromna osoba.
Pierwszy egzemplarz syreny 100 wyjechał z Fabryki Samochodów Osobowych na Żeraniu ponad 50 lat temu.
Syreny full wypas
Stara, poczciwa syrenka to coraz rzadszy widok na naszych drogach. Przez lata budziła emocje, drwiono z niej i wymyślano na jej temat głupie dowcipy. Nazywano "skarpetą", "królową polskich poboczy" albo "autem specjalnej troski". Mimo to była obiektem pożądania większości mężczyzn w PRL.
Zbyszek Bober, 27-letni konstruktor z Krakowa własnymi rękami zrobił syrenki, które się nie psują i nikt się z nich nie śmieje. Na co dzień jeździ trzema: sportową, terenową i limuzynę. Najszybsza jest "Porszenka", ma około 300 KM i rozwija prędkość 290 km/h.
Auta nie urodziły się na deskach kreślarskich inżynierów, nie zjechały z fabrycznych taśm montażowych. Pomysły powstały w głowie zapaleńca, który rysował projekty w szkolnym zeszycie w kratkę. Zaś same samochody wyjechały z prymitywnego garażu.
792
- Pierwszą skonstruowałem limuzynę, nazwałem ją "Potwór". Pracowałem nad nią ponad rok, poświęcając na to cały wolny czas - mówi Zbyszek Bober. Kiedy nacieszył się autem, zamarzyła mu się syrenka terenowa i to marzenie wkrótce się spełniło. Kiedy kupił używane sportowe Porsche 944 i pociął je na kawałki, jego rodzina i przyjaciele zgodnie orzekli, że Zbyszek postradał zmysły.
Skarpeta - limuzyna ma prawie 5 metrów długości, waży ponad 2 tony, ma 2.5 litrowy silnik, 160 KM. mocy, ABS, automatycznie opuszczane szyby, elektrycznie ustawiane lusterka, wspomaganie kierownicy, klimatyzację, ABS. Jest zrobiona na podwoziu i podzespołach Citroena CX GTI z 88 roku, ma więc super-komfortowe zawieszenie na poduszkach hydro-pneumatycznych - wysokość zawieszenie można regulować automatycznie. "Potwór" lśni metalizowanym lakierem i chromowanymi detalami.
Poszukiwana kobieta blacharz
Miłością do syrenek krakowski konstruktor zaraził się w dzieciństwie.
- Kiedy na spacerze zobaczył pierwszy raz syrenkę, patrzył na nią jak w obrazek - opowiada Zenon Bober, ojciec Zbyszka. - Zakochał się na zabój i do dziś jest wierny swojej miłości. Nie ukrywam, że trochę mnie to martwi. Już od dawna nie jest nastolatkiem, powinien ułożyć sobie życie, żonę sobie znaleźć, postarać się dla nas o wnuki.
Zbyszek miał dotychczas trzy narzeczone. Żadna nie wytrzymała konkurencji z syrenkami - po kolei zostawiały zapalonego konstruktora, Marysia wytrzymała z nim najdłużej, bo ponad rok.
- Romantyk z niego żaden. Potrafił rozmawiać tylko o swoich samochodach, siłą musiałam wyciągać go spod auta na spacery. W końcu postawiłam warunek: albo ja, albo syrenki - opowiada Joanna, była narzeczona zapalonego konstruktora.
Zbyszek wybrał...
- No... syrenki. Stara miłość nie rdzewieje. Zrozumiałem, że muszę poszukać kobiety, która podzieli moją pasję. Najlepiej jeśli z zawodu będzie blacharzem. Wtedy moglibyśmy spędzać wspólnie czas w warsztacie przy szpachlowaniu blacharki - Zbyszek wypowiada te słowa z poważną miną.
793
Kiedy miał 15 lat, zarobił pierwsze pieniądze. Hodował kwiaty doniczkowe, potem sprzedawał sadzonki na giełdach kwiatowych. Za zgodą rodziców kupił pierwszą Syrenkę - model Bosto, z paką do wożenia towarów. Auto ciągle się psuło, dlatego poszedł do pobliskiego warsztatu samochodowego i tam za darmo pomagał mechanikom. Tak nauczył się samochodowej roboty.
Zaczął kupować kolejne "skarpety". Po jakimś czasie przed blokiem gdzie mieszkał stało siedem aut. Sąsiedzi ciągle pisali na niego skargi do administracji, że blokuje parking i naprawia tam swoje samochody zostawiając po sobie tłuste plamy oleju. Musiał się w końcu wynieść. Trafiła się okazja, rodzice kupili tanio 6-arową działkę - przy torach kolejowych, za to niedaleko bloku, w którym mieszka.
794
Nie płaci mandatów
Nad drugą konstrukcją pracował półtora roku. Nazwał ją syrena "tyrrano". Kupił używaną terenową ładę niwę w świetnym stanie i... pociął samochód na kawałki. Wykorzystał z niego podwozie, karoserię zaś zrobił od podstaw. Blacha po blasze, tysiące spawów, mozolne godziny czyszczenia papierem ściernym i szpachlowania. Jako napęd wstawił dieslowski silnik citroena o pojemności 1,9 litra, zawieszenie wziął z suzuki vitara. Auto ma napęd na cztery koła i reduktor do jazdy w ciężkim terenie. W środku dwukolorowa, skórzana tapicerka, klimatyzacja, podgrzewane fotele. Po naciśnięciu guzika rozsuwa się klapka na desce rozdzielczej ukazując komputer połączony z nawigacją satelitarną. Na jego ekranie dzięki kamerze umieszczonej pod rejestracją można obserwować to co się dzieje z tyłu pojazdu. Nie zabrakło odtwarzacza DVD oraz 10-głośnikowego systemu audio - zestaw "kina syrenkowego" - jak go nazywa właściciel.
Ciąg dalszy nastąpi. Jeśli zaciekawił Was temat to będę wrzucał kolejne foty pozostałych furek (na razie jest tylko porszenka).
Jestem zaskoczony tą Syrenką, na plus oczywiście. Foty fajne, dobrze, że towarzyszy im opis. Temat trochę mi obcy ale miło się patrzy na ludzi pozytywnie zakręconych i efekt ich pasji. Pewnie, że chciałbym zobaczyć więcej...
No to wrzucam ciąg dalszy (zdjęcia nie współgrają z opisem). Kolejne trzy to limuzyna "Potwór":
Niedawno ukończył swoje największe marzenie - syrenkę sportową. Kupił okazyjnie 9-letnie porshe 944 w świetnym stanie i... pociął na kawałki. Wtedy rzuciła go kolejna narzeczona.
Auto ma piękną, dynamiczną sylwetkę, choć już na pierwszy rzut oka widać cechy charakterystyczne dla syrenki.
795
- Starałem się, by przód i tył zrobić jak najbardziej podobne do "skarpety". Nazwałem ją "porszenka", bo łączy w sobie drapieżność i dynamikę wyścigowego auta z pięknym kształtem naszej rodzimej syreny - mówi Zbyszek.
Kiedy jedziemy "porszenką" nie ma wątpliwości jaki charakter ma auto. Komfort jazdy typowego wozu sportowego, czyli... żaden. Dopiero jadąc tak twardo i nisko zawieszonym autem czuć na własnej skórze jak kiepskie mamy drogi.
- Do takiej jazdy trzeba mieć dobre plomby - tak trzęsie, że mogą powypadać - śmieje się Zbyszek.
796
Przyspieszenie wbija w fotel, auto trzyma się znakomicie drogi nawet w najostrzejszych zakrętach. Nie ma przechodnia, który by się nie oglądnął na widok na widok ryczącej "porszenki", gdziekolwiek się zatrzymamy, zaraz zbiega się tłum ciekawskich.
- Zrobiłem kilka ulepszeń w silniku. Auto ma teraz ponad 300 KM. Lubię wieczorem pojechać "porszenką" na autostradę i wcisnąć gaz do podłogi. To mój sposób na chandrę - opowiada Zbyszek.
797
Nigdy nie zapłacił mandatu jadąc "porszenką". Jeśli zostanie złapany na radar, to policjanci zwykle proszę, by otworzył maskę i pokazał silnik. Potem robią sobie zdjęcia telefonami komórkowymi na tle auta. Powtarzają: "full wypas" i zapominają o ukaraniu kierowcy.
Coraz mniej syrenek
- A wiecie czym się różni syrenka od rolls-royca? Syrenka ma z boku listwę ozdobną, a rolls-royce nie ma - Zbyszek zapisuje w zeszycie wszystkie zasłyszane dowcipy o swoich ukochanych samochodach.
Jednak ci, którzy jeździli przed laty syrenkami, nie do końca podzielają entuzjazm domorosłego konstruktora. Dla wielu bardziej do "skarpety" pasuje inny dowcip: "Czym się różni syrenka od krowy? Jak syrenka nawali to stoi, a jak krowa nawali to idzie dalej". A po japońsku nazwa syrenka brzmi: "masa huku".
"Mocną stroną tego wozu jest ramowa konstrukcja podwozia sprawiająca, że nawet mocno przerdzewiałe nadwozie jakoś się trzyma kupy i przynajmniej z kapitalnym remontem tej części samochodu można trochę zaczekać" - pisał z entuzjazmem miesięcznik "Motor" z 1964 roku.
Chluba polskiej motoryzacji bez przerwy się psuła. Każdy, kto chciał wyjechać na dłuższą wycieczkę musiał zabierać ze sobą pełny bagażnik części zapasowych i komplet kluczy. Kierowca musiał opanować podstawowe umiejętności reperowania swojego "cudu polskiej myśli inżynierskiej".
Ciąg dalszy nastąpi...
Od dziś jestem fanem Zbyszka ;-)
Świetnie przygotowane, jeśli masz to dawaj takich rzeczy jak najwięcej. "Syrenki" tez bardzo ciekawie przedstawione.
Mają ludzie fantazję :)
Rafał, swietne reportaże, dobre fotki i ciekawe opisy.
Coś Ci się wątek zmienia :)
No syrenka wypasik, uwielbiam takie konstrukcje. Pamiętam jak u nas w mieście jeden gostek wstawił do syrenki silnik z golfa GTI, ale mieli ludzie miny jak im syrenka pokazała zadek na prostej ;-). Rafał świetny reportaż i fotki.
Dzięki za komentarze. Ostatnia część syrenkowego cyklu - na zdjęciach syrena off roadowa. Wszystkie foty zrobione są kitowym 14-45.
- Niektórzy mówią, że konstruktorzy syreny zaprojektowali ją po pijanemu. Nie wymyślili może genialnej maszyny, ale jedno jest pewne - dali syrence duszę - zapewnia Zbyszek Bober. - To jedyny znany mi samochód, w którym można grillować. Kiedy jadę w trasę którąś z moich syrenek, taką bez przeróbek, zawieszam kiełbaskę nad kolektorem wydechowym i po 20 minutach jazdy w aucie czuć wspaniały zapach. Jedzenie jest gotowe i smakowicie wypieczone.
Syrenka na naszych drogach to już prawdziwa rzadkość. Wyginęły w krótkim czasie. W latach 90. niektóre firmy sprzedające nowe samochody dawały zniżki za złomowanie starego auta. Wtedy znikło najwięcej "skarpet". Auta można było wtedy dostać za grosze, więc młodzi ludzie chętnie je kupowali, obcinali dachy i jeździli nimi na wakacyjne wypady. A po wakacjach wyrzucali na złom.
Jak każdy deficytowy towar, syrena jest z każdym rokiem droższa. Za auto w idealnym stanie (nowy lakier, chromy, nienaganny stan mechaniczny) trzeba dziś zapłacić 10-15 tys. zł.
798
Obrażona Edyta Górniak
Hobby Zbyszka jest dość kosztowne, a nie jest on zamożnym człowiekiem. Rodzice też nie są milionerami spełniającymi zachcianki rozwydrzonego synalka. Mieszkają w trójkę w dwupokojowym mieszkaniu w bloku z wielkiej płyty na jednym z krakowskich osiedli.
Zbyszek hoduje i sprzedaje karpie - dzierżawi kilkanaście hektarów stawów pod Oświęcimiem. Przed świętami wozi ryby starą nysą i handluje na krakowskich targowiskach, od czasu do czasu wynajmuje limuzynę do ślubów. Żyje skromnie, nie pije, nie pali, wszystkie pieniądze inwestuje w swoje hobby. Od czasu do czasu dzięki syrenkom trafia mu się ekstra zarobek.
799
- Moje auta wynajmowała telewizja TVN do programu "Ananasy z mojej klasy". Poznałem wtedy mnóstwo gwiazd - Beatę Kozidrak, Krzysztofa Cugowskiego, Małgorzatę Kożuchowską, Rudiego Schubertha, Edytę Górniak. Pani Edyta to się nawet na mnie obraziła, bo nie pozwoliłem jej usiąść w trakcie kręcenia programu na masce limuzyny. Tak się zdenerwowała, że chciała zrezygnować z udziału w "Ananasach". W końcu udało się ją udobruchać, ale ja nie ustąpiłem. Wjechała na masce zwykłej syrenki z obciętym dachem. No co? Bałem się o lakier! - tłumaczy Zbyszek Bober.
800
Domorosły konstruktor z Krakowa spełnił większość swoich syrenkowych marzeń. Ale nie wszystkie - śni o syrence, która będzie mogła jeździć po drogach i pływać po wodzie. Jak słynne auto Pana Samochodzika z książek dla młodzieży Zbigniewa Nienackiego. I też jak bohater literacki chce wykorzystać podwozie i silnik z ferrari.
- Czuję się człowiekiem spełnionym - mam wielką pasję, marzenia które realizuję, plany na przyszłość. Nie sprzedam moich "skarpet" za żadne pieniądze - deklaruje Zbyszek. - Współczuję ludziom, którzy nie mają marzeń...
Robert Sadowski
801
Ramka 1
Minęło ponad 50 lat odkąd pierwsza syrenka wyjechała na polskie drogi. Była i jest do dzisiaj jedynym seryjnie produkowanym autem "polskiej krwi", w całości wymyślonym przez konstruktorów znad Wisły. Nawet w polonezie jest więcej włoskich patentów niż naszych rodzimych.
Syrena miała dwusuwowy, trzycylindrowy silnik o mocy 40 KM przy 4300obr/min o pojemności 842 cm3. W książce serwisowej syreny czytamy: "Dzięki dobremu przyspieszeniu tego auta, łatwiejsze stało się wyprzedzanie". Aby rozpędzić maszynę do "setki" trzeba było czekać... 27 sekund.
Ostatni samochód wyjechał z hali montażowej w bielskiej Fabryki Samochodów Małolitrażowych 30 czerwca 1983 roku. Ogółem w Bielsku-Białej wyprodukowano 344 077 sztuk tego samochodu we wszystkich odmianach. W latach 1957-1972 w warszawskiej FSO wykonano 177 234 samochody tego typu. W sumie na polski rynek dostarczono 521 311 egzemplarzy popularnych Syren.
Ramka 2
Syreny brały udział w Rajdzie Monte Carlo. W 1960 roku wystartowały dwa zespoły fabryczne na modelach 101 (z dwu cylindrowym silnikiem o mocy 28 KM i standardową skrzynią biegów). Właściwie auta nie miało żadnych przeróbek, od seryjnych odróżniały je tylko dodatkowe reflektory i pasy bezpieczeństwa. Obie syrenki szczęśliwie dokończyły rajd, choć zajęły bardzo odległe miejsca.
Ramka 3
Najciekawszym prototypem, który nie doczekał się seryjnej produkcji była syrena sport. Jedyny wyprodukowany egzemplarz miał nadwozie z laminatu w czerwonym kolorze. Wykorzystano w nim część podzespołów seryjnej syreny. Pod płaską i aerodynamicznie wyprofilowaną maską nie mógł zmieścić się seryjny silnik, dlatego w prototypie zastosowano silnik typu boxer (wykorzystano cylindry od motocykla Junak).
Choć projekt był bardzo piękny i nowoczesny, spotkał się z niechęcią władz komunistycznych, które uznały go za zbyt ekstrawagancki.
Prototyp Syreny Sport stał magazynach Ośrodka Badawczo - Rozwojowego w Falenicy do lat 70. ubiegłego wieku. Niestety, władze wydały absurdalną decyzję by go zniszczyć. Pracownicy z Falenicy starali się za wszelką cenę uratować unikalny prototyp - bezskutecznie. Powołano specjalną komisję, która pilnowała, by nadwozie rozbić doszczętnie.
poprzednie mi się podobały, a ostatnie jeszcze bardziej ! :)
Uszanowanie dla Pana Zbyszka, podziwiam ludzi z pasją, jest ich coraz mniej.
Wcale nie dziwię się jego uporowi przy incydencie z panią Górniak, ta kobieta raczej nie wzbudza sympatii.
Rafał, moje wyrazy uznania, świetny reportaż.
Dobre fotografie i świetne opisy, moim skromnym zdaniem zrobiłeś to, czego od dobrego reportażu powinno się wymagać: przyciągnąłeś moją uwagę, zainteresowales mnie i opisami i fotografiami.
Brawo :)
Jednak miałem rację, Twoj wątek wyraźnie ewoluuje.
I to w bardzo ciekawym kierunku.
799 dla mnie super !!!!
Właśnie luknąłem w statsy. Mój nienachalny wątek pobił w ilości odwiedzin słynnego tasiemca pt. "E-3 - nareszcie konkrety". Myślałem, że to się nie uda. A jednak. Bardzo mnie to cieszy.
Wojtek, wziąłem długi urlop od street foto. Po wakacjach rozpocznę regularne łazikowanie. Po prostu - zmęczenie materiału.
Znakomity materiał, świetnie podany i okraszony dobrymi zdjęciami. Masz Rafał znakomite pióro i oko. :)
Cóż tu można jeszcze dodać, pełen szacuneczek i podziękowania za parę chwil dla oka i duszy :-)