Odp: Kieliszek na kafelku
piękne te zimowe fragmenty Gdańska. Światło cudne, zima urocza (a ja nienawidzę zimy poza obrazkami ;) ) i jakoś tak pokazane, że z tych wszystkich gdańskich zdjęć, jakie do tej pory oglądałam te zapadają na dłużej w pamięć a pozostałe były prawie wszystkie identyczne (mam na myśli wszystkie jakie widziałam, różnych autorów) . Te są naprawdę śliczne :)
Odp: Kieliszek na kafelku
Saboor, dziękuję za rzucenie okiem na widoczek zimowego jeziorka (RD1) praz fotkę przedstawiająca maszynerię jazu wodnego (RD4). Widoczek RD1 z pewnością można było jeszcze podciągnąć, a to poprzez złapanie lepszego, ostrzejszego nieco światła. Nawiasem mówiąc utrafienie z dniem zdjęciowym na takie światło to niezła loteria. Jak mam czas i plan focenia, to słoneczko mówii na długo do widzenia. A w końcu gdy pewnego dnia wychyli się zza chmur, to z kolei ja jestem zblokowany - szlaban, mur. Zupełny brak kooperacji, pomysły toną we frustracji.
Waruga, dziękuję za odnalezienie się z emocjami przy moich gdańskich fotkach. Też je mam (do Gdańska), co niekiedy zamiast mobilizować wpędza w łatwiznę.
Bast, dziękuję za dobre słowo.
Jarmana, muszę opowiedzieć się tu po stronie fotografii cyfrowej.
A mianowicie, mnóstwo zdjęć Gdańska przedstawiono w różnych albumach, na wystawach. Nawiasem mówiąc trzy albumy o przedwojennym Gdańsku wydane zostały gdzieś tak 7 – 10 lat temu pod redakcją Donalda Tuska.
Może się tak mi wydaje, może to tylko złudzenie, ale dzisiejsze zdjęcia, widoczki miasta są „bogatsze” niż fotki wykonane w epoce kliszowej. I bynajmniej nie chodzi o dynamikę (rozpiętość tonalną), tylko o możliwości, jakie daje fotografia cyfrowa.
Porównajmy szanse fotografa kliszowego (na film w kasecie) z fociarzem cyfrowym. Ten pierwszy miał do dyspozycji aparat na filmy, który w stosunku do dzisiejszy cyfrówek był ślepy. Po pierwsze dlatego, że nie posiadał monitora, po drugie, automatyka ekspozycji nie była doskonała jak dzisiaj, po trzecie fotograf nie miał wstępnego dostępu do oceny kompozycji, ekspozycji i balansu bieli, jaki ma dzisiaj na monitorze.
Poza tym dzisiejszy fotograf może nastrzelać tyle fotek aż dostanie odcisków na palcu wskazującym ( w różnych reżimach technicznych, w zróżnicowanych ujęciach), a dawniejszy w zasadzie strzelał pojedyncze fotki na wyżebranych od szefostwa filmach, musiał oszczędzać, bowiem do filmów dochodziły koszty obróbki chemicznej, koszty odbitek i robocizna. Mam na myśli fotografię w kolorze.
Dawniejsza obróbka pozwalała na bardzo ograniczoną modyfikację zdjęć w laboratorium. A dzisiejsza? Nie ma co porównywać, to jest przepaść. Z każdej klatki można bezboleśnie, przy zachowaniu oryginału wyciągnąć kilkanaście co najmniej wariantów obróbczych.
Oczywiście, taka obfitość powoduje demoralizację u wielu. Zawsze to czego jest dużo, tego się nie szanuje. Ale ci którzy pamiętają epokę kliszową z własnych doświadczeń chyba trudniej wpadają w zachwyt nad potęgą cyfry niż nowicjusze urodzeni już w nowej epoce.
Takie są moje króciutkie refleksje na temat „lepszości” dzisiejszych zdjęć.
Pzdr, TJ
Odp: Kieliszek na kafelku
Cytat:
Zamieszczone przez
Tadeusz Jankowski
Jarmana, muszę opowiedzieć się tu po stronie fotografii cyfrowej.
A mianowicie, mnóstwo zdjęć Gdańska przedstawiono w różnych albumach, na wystawach. Nawiasem mówiąc trzy albumy o przedwojennym Gdańsku wydane zostały gdzieś tak 7 – 10 lat temu pod redakcją Donalda Tuska.
Może się tak mi wydaje, może to tylko złudzenie, ale dzisiejsze zdjęcia, widoczki miasta są „bogatsze” niż fotki wykonane w epoce kliszowej. I bynajmniej nie chodzi o dynamikę (rozpiętość tonalną), tylko o możliwości, jakie daje fotografia cyfrowa.
Porównajmy szanse fotografa kliszowego (na film w kasecie) z fociarzem cyfrowym. Ten pierwszy miał do dyspozycji aparat na filmy, który w stosunku do dzisiejszy cyfrówek był ślepy. Po pierwsze dlatego, że nie posiadał monitora, po drugie, automatyka ekspozycji nie była doskonała jak dzisiaj, po trzecie fotograf nie miał wstępnego dostępu do oceny kompozycji, ekspozycji i balansu bieli, jaki ma dzisiaj na monitorze.
Poza tym dzisiejszy fotograf może nastrzelać tyle fotek aż dostanie odcisków na palcu wskazującym ( w różnych reżimach technicznych, w zróżnicowanych ujęciach), a dawniejszy w zasadzie strzelał pojedyncze fotki na wyżebranych od szefostwa filmach, musiał oszczędzać, bowiem do filmów dochodziły koszty obróbki chemicznej, koszty odbitek i robocizna. Mam na myśli fotografię w kolorze.
Dawniejsza obróbka pozwalała na bardzo ograniczoną modyfikację zdjęć w laboratorium. A dzisiejsza? Nie ma co porównywać, to jest przepaść. Z każdej klatki można bezboleśnie, przy zachowaniu oryginału wyciągnąć kilkanaście co najmniej wariantów obróbczych.
Oczywiście, taka obfitość powoduje demoralizację u wielu. Zawsze to czego jest dużo, tego się nie szanuje. Ale ci którzy pamiętają epokę kliszową z własnych doświadczeń chyba trudniej wpadają w zachwyt nad potęgą cyfry niż nowicjusze urodzeni już w nowej epoce.
Takie są moje króciutkie refleksje na temat „lepszości” dzisiejszych zdjęć.
Pzdr, TJ
Częściowo się z Tobą zgadzam, ale mi chyba co coś innego chodzi...
Pomijajac fakt że to zdjecie cyfrowe i pewnie w jakiś sposób obrabiane, to mnie osobiście ono urzeka pewną taką świeżością. Nie zawsze do końca wszystko potrafię dokładnie nazwać bo uważam, ze język wszystkich odczuć i emocji nie jest w stanie oddać wystarczająco dobrze.
Otóż to zdjęcie wygląda jak szybka migawka, zrobiona w biegu, rejestrująca rzeczywistość taką tu i teraz, bez nastawienia na wykonanie perfekcyjnego obrazu, a jednak migawka która dała obraz przykuwający bardzo mocno. Panuje tu specyficzny klimat, klimat pewnej świeżości, takiej dziwnej świeżości graniczącej z sterylnością zupełnie nie pasującej do tego wielkiego miasta i tak popularnego miejsca. Nie jest przekombinowane, ani przekolorowane czyli wciąż wydaje się być takim autentycznym zapisem rzeczywistości a nie komercyjnym, sztucznym i plastikowym obrazkiem. Do tego wszystkiego ta niezwykła świeżość-sterylność jednak żyje, bo jest tam i człowiek i ptaki, ale to wszystko trwa w jakiejś takiej wielkiej harmonii, nienormalnej w dzisiejszych czasach dla takiego miejsca. Ja pewnie odbieram inaczej to miejsce ponieważ nie widywałam go zimą na własne oczy, ale moje schematy uległy totalnemu przekształceniu przez te fotografie....
To tak trochę chaotycznie i w skrócie, ale ja zawsze piszę skrótowo i chaotycznie bo mi się wszędzie spieszy ;)
Odp: Kieliszek na kafelku
Jarmana,
Napisałaś, co Twoim zdaniem autor chciał powiedzieć i trafiłaś w intencje autora, z czego bardzo się cieszę.
Foteczki były wykonane z myślą, żeby oprócz zimy (śnieg, biel) jakiś sztafaż dodatkowy objąć - postać ludzką (co daje także skalę), ptaki oraz były wykonane w pewien sposób spontaniczny, co oznacza, że nie studiowałem scenariuszy, nie działałem według ścisłego wytyczonego planu, tak jak się kreci filmy, tylko bardziej, jak to piszesz robiłem to sercem, intuicją, chciałem pstryknąć coś, co by było do przeczytania przez drugą osobę, rzucenia okiem, zatrzymania się na moment, pobłądzenia wzrokiem, itd. Sądzę, że zimowe światło, cienie kładące się na śnieg, "sterylność" śniegu pomogły zdjęciom się lepiej przedstawić.
Dzięki za obszerną kwerendę po świadectwach moich zamiarów.
Pzdr, TJ
Odp: Kieliszek na kafelku
Wklejam 5 fotek z Gdańska zimowego. Do rzucenia okiem.
Fotki GD14 i GD15 nabierają wartości historycznej, bowiem widoczna na nich Wyspa Spichrzów już dzisiaj jest rozkopywana do zabudowy. Ten fragment sie bezpowrotnie zmieni, znikną z Wyspy ruiny, wejdzie architektura, nie wiem jak ją nazwać - eklektyczno-modernistyczna?
Pzdr, TJ
GD12
GD13
GD14
GD15
GD16
Odp: Kieliszek na kafelku
jak dla mnie gd15 tylko bym z dołu chodniczek obciął pozdrawiam
Odp: Kieliszek na kafelku
Przydałoby sie obciąć słupek z lewej na GD15. Jedyna estetycznie dopuszczalna metoda, to wystemplować, a nie obcinać cały pas na dole, ponieważ pierwszy plan pełni rolę "piętra" na zdjęciu, jest to zamarznięta tzw. Stara Motława. Bez tego piętra obraz zdjęty dłuższą ogniskową stałby się zbyt płaski moim zdaniem. Chciałem aby ruiny na Wyspie Spichrzów miały jakieś przedpole. Nie dało się wiecej go zmieścić na zdjęciu, ponieważ na tym przedpolu stały jachty i w wodę wchodziły pomosty, co zaburzało panoramę u góry zdjęcia.
Pzdr, TJ
Odp: Kieliszek na kafelku
Piszesz architektura z przymiotnikami - a prawda jest taka, że wróci z powrotem miasto i ludzie. A zniknie w centrum ruina.
Pozdrawiam AP.
Odp: Kieliszek na kafelku
Można powiedzieć tak - nie wrócą stare spichrze ani stare fasady, ani panorama północnego najważniejszego cypla Wyspy, chociaż trochę przypominająca klimaty starego Gdańska, którego centrum handlowym była Wyspa Spichrzów.
O kształt tej panoramy trwały zażarte boje, ale emocje konserwatystów, tych, którzy chcieli by te klimaty odtworzyć ucichły, na świecie trendy są chyba inne, a takiego przypadku jak Wyspa Spichrzów po prostu nie ma. Część starego miasta w Gdańsku odbudowana została zaraz po wojnie dość wiernie, dzisiaj się mówi, że we współczesnych warunkach, to jest atrapa, wesołe miasteczko, Disneyland niemal.
Jeśli chodzi o Wyspę Spichrzów, to tradycjonaliści, konserwatyści przegrali na całej linii. Projekt zabudowy, który wygrał konkurs na zagospodarowanie Wyspy, to mieszanka. Jak to będzie z widokiem i klimatami, przekonamy się dopiero w praniu, czyli po zagospodarowaniu. Inna sprawa, ze powielanie starej architektury, czyli chociażby fasad starych spichrzów było by niezmiernie trudne, kosztowne i musiało by być majstersztykiem architektury i że tak powiem użytkowości.
Te ruiny, które widoczne są na zdjęciach, straszyły ludzi przez 66 lat! Rekord. Każdemu, który przechodził obok mówiły – niemożliwe, nie ma sposobu, zbyt trudne, nie ma pieniędzy, nie wiemy, nie umiemy, itd.
Sprawa odbudowy była postawiona już od kilkunastu lat, zawiązywały się spółki, ogłaszano gromkie projekty, podawano terminy. I nic.
Teraz projekt pchnięto do przodu. Mimo to pojawili się macherzy, jak zwykle. Część wyspy odkupił handlarz nieruchomościami, tak z buta, nie miał żadnych ograniczeń i dość jasno i głośno mówi – nie ukrywam, że chcę zarobić.
W każdym kraju znajdują się tacy chętni, tylko nie w każdym kraju maja tak łatwo.
Pzdr, TJ
Odp: Kieliszek na kafelku
stawiam na 14 i 15, to taka sympatia od pierwszego wejrzenia ;)