Fajna seria. Stylowa, klimatyczna, nieprzegadana. (oczywiście razem z tym zdjęciem "Z nieodsuniętymi wersalkami").
Kupiłbyś sobie jakiegoś porządnego cyfraka (np. jakiegoś Olinpusa), a nie... użerasz się z niepokornymi operatorami skanerów :D
Wersja do druku
Fajna seria. Stylowa, klimatyczna, nieprzegadana. (oczywiście razem z tym zdjęciem "Z nieodsuniętymi wersalkami").
Kupiłbyś sobie jakiegoś porządnego cyfraka (np. jakiegoś Olinpusa), a nie... użerasz się z niepokornymi operatorami skanerów :D
@igorra - co ja poradzę, że do oglądania slajdów służy ściana, a nie internet? ;-)
@agapiet: dzięki, za "nieprzegadana" wysyłam butelkę czerwonego wina, podaj adres.
24. Jest przepiękne. :shock: Już kiedyś wstawiałeś takie rewelacyjne fotki kwiatów.
Dziękuję :-) Kiedyś już tak, faktycznie, coś podobnego, nie wiem, czy takie skąpane w rosie, ale kwiatki, istotnie, pstrykałem kiedyś :-)
Oczywiście, wiadomo, bez konkretów na pierwszej randce :-)
Przecież nie zaproszę Was wszystkich do naszego mieszkanka :-)
Zwykle nie zabieram głosu w sprawach na których się słabo (lub bardzo słabo) znam. Tym razem uczynię wyjątek.
Nie rozumiem skąd zachwyty nad zdjęciem 24. Łukasz, nie odbierz broń Boże tego wpisu jako jakiś atak - po prostu nie kumam czaczy. I zaintrygował mnie odbiór tej foty. W kadrze totalny bałagan, jakieś badyle, wyliniały kwiatek. Tak ja to odbieram. A tu ochy i achy. Kucze, nie rozumiem tej foty zupełnie.
Zauważyłem, że ludzie fotografujący na analogu mają taryfę ulgową. "Robi Haślem znaczy zna się na rzeczy". Gdyby takie samo zdjęcie powstało cyfrakiem (nie daj Bóg małpką) i zostało wykonane przez nieznanego zawodnika (Smerf ma swoją markę na forum), to chyba nikt by się tym zdjęciem nie zainteresował. Tak mi się wydaje przynajmniej.
Chciałbym, żeby mój post został potraktowany jako przyczynek do dyskusji, a nie atak na zdjęcie Łukasza.
Pozdrawiam.
R.
No to ja odpowiem :wink: Analog nie ma tu nic wspólnego :) - przynajmniej jeśli chodzi o mnie. Ja za cholerę nie widzę prawie nic w streetphoto (to broń Boże nie atak na Ciebie ;) ) z minimalnymi wręcz wyjątkami - np. to zdjęcie z zakonnicą i suknią ślubną lub foty Dżemskiego i karciarzy. To trzeba po prostu "poczuć", dlatego rzadko się wypowiadam w takich wątkach dot. street - generalnie się na tym nie znam. Ktoś lubi B&W i szum, ja wolę zdecydowanie zabawę kolorami. Do mnie bardziej trafiają takie zdjęcia kwiatów Smerfa, niż np 3 wierzby z tej samej strony.
Mówisz o bałaganie - dla mnie w tym wypadku to zaleta. W końcu tak właśnie wyglądają rano łąki - niepoukładane źdźbła trawy skropione rosą. Dla mnie to zdjęcie jest rewelacyjne, bo oddaje klimat tych wszystkich poranków, kiedy człowiek wychodzi z namiotu i staje bosymi stopami na mokrej po nocy trawie. I nawet jeśli to nie o to chodziło Smerfowi, to dla mnie właśnie tak jest. Nie umiem tego lepiej wyjaśnić. :)
Hm, a mnie się wydaje, że to chyba nasza własna percepcja pozwala określić, czy zdjęcie się podoba czy nie. Nie znam Łukasza, ale jego zdjęcia się mi podobają (choć nie mam w zwyczaju pisywać płomiennych peanów na cześć czyichś dzieł). Nasz wolny wybór - jeden się zachwyci, drugi nie.
Dyskutujmy więc.
Choć ja nie jestem podmiotem w tej dyskusji, bo mówimy o zdjęciach mojego autorstwa. Jak mam się do nich zdystansować?
Ale jedziemy.
Po pierwsze. Kwiatek nie jest wyliniały - to jest, kurna, początek lata. Kwiatki są świeże i pełne zapału.
Po drugie. To już moje spaczenie i wszystkich proszę o wyprowadzenie mnie z błędu, jeśli się mylę - ale uważam, że każdy kto dzisiaj robi na filmie jest pieprznięty. Pomijam oczywiste fakty, takie, jak koszt filmu czy brak podglądu na żywo, ale do tego dochodzi element niepewności (spaprają moje zdjęcia w labie czy nie?), dochodzi konieczność bycia cierpliwym (tydzień na czekanie jak przyjdzie slajd z Rossmana? dobre sobie) i pewno fafdziesiąt innych niedogodności, których cyfra nie ma. Dlatego, primo, myślę - powtarzam - że kto robi na filmie jest pieprznięty, secundo, ma pewną taryfę ulgową. W film są wpisane niedoskonałości i nieprzewidywalności, jak również wysiłek, który trzeba włożyć w to, by osiągnąć "pokazywalny" efekt. Już w tym upatrywałbym miejsca na rzeczoną taryfę ulgową.
To mój błąd i moja wada, że lekce sobie ważę cyfrówki, bo są łatwe. Bo są powszechne. Bo wystarczy nacisnąć spust migawki et voila, jest fota.
Rozmowa o jakości tych zdjęć, to inna bajka, może nie na forum, bo wymaga ona - rozmowa - wyraźnego przekazu, nie pozostawiającego miejsca na interpretację i niejednoznaczności, a tego internet nie zapewnia.
Po trzecie. Fajnie, że mam markę. Nawaliłem ponad dwa tysiące postów, pożarłem się z niektórymi z Was, ale uwielbiam to miejsce i nie pójdę stąd za żadne skarby świata, mimo, że z Olympusem trzyma mnie jedynie sentyment do E-1, dwa body analogowe i z sześć obiektywów do OM.
OK. Kupuję taką interpretację. :wink: Ja po prostu zastanawiam się co jest w tej focie. Np. fota Łukasza z walizką wywołała u mnie skojarzenie - byłem kiedyś na wystawie o Stasi (czyli enerdowskiej służbie bezpieczeństwa). I tam widziałem walizkę, w której schował się człowiek po to, by uciec zza żaleznej kurtyny do wolnego świata.
To zdjęcie jakoś do mnie zagadało. Badyle zupełnie. Ale skojarzenie Mysikrólicy podoba mi się.
Ej no, ale musisz przyznać, że fota focie nie równa. ;) I czasami osoby fotografujące cyfrakiem naprawdę się muszą przy zdjęciu nagimnastykować, by wyszło takie jak się chce. Nie twierdzę, że tyle co przy analogu, ale nie uważam, że było to hiper łatwe. Powiem szczerze, że z chęcią bym spróbowała fotografii analogowej, ale mnie na to zwyczajnie nie stać. Jedyne na co sobie mogę pozwolić, to namiastka pod postacią takich szkieł jak Helios czy Sonnar.
Broń Boże, nie chcę negować tego, że fotografia cyfrówką to łatwizna. Fotografowanie przyrody weźmy chociaż. Świetnie, jest lato. Trzeba wstać o drugiej, żeby dojechać w plener i zrobić wschód słońca. Niezależnie od tego, czy ma się cyfrówkę czy analoga. Trzeba ostrzyć ręcznie na pięciomilimetrowych ciałkach robali, żeby były ostre. Cyfrą czy analogiem - taka sama bolączka - trzeba kucać, mocować statywy, zerkać w niedogodnie ustawiony wizjer, psikać spryskiwaczem, żeby była rosa ;-) Do tego dochodzi budowanie czatowni, wielogodzinne wędrówki, zmęczenie i komary. Cyfra czy analog - bez różnicy :-)
Ano to się zrozumieliśmy :grin:
Cyfra to wygoda. Nikt chyba nie zaprzeczy. Ma multum plusów, niewiele minusów. Analog na odwrót - niewiele plusów (w porównaniu do cyfry) i od groma upierdliwości.
Ja robię i cyfrą i analogiem. Ten drugi uczy pokory i szacunku dla klatki. Tu nie można sobie pozwolić, żeby z jednej akcji przynieść 1276 fot po to, by wybrać kilka najlepszych. Moja dziedzina to reporterka - tu króluje cyfra, analog przegrywa z kretesem.
Gdybym np. pasjonował się krajobrazem to nie wziąłbym cyfraka do ręki.
Krzysztof Miller chyba nadal robi na filmie, z przypiętą 35-tką.
Ponownie polecam to http://pad.alkos.info/ - cudowności tych fotografii nadal nie mogę się nadziwić.
A mnie trochę irytuje ta taryfa ulgowa, fakt, że wystarczy zrobić byleco otworkiem i wszyscy "wtajemniczeni" przyklaskują, bo to oldskul, bo wówczas nie ma już znaczenia przekaz i/lub treść.
Rozumiem Twoją postawę, niechęć do owczego pędu, komercji, dostępności. Analog jest jakąś formą niszy, pozwala pokazać nasz dystans do popu. Przeca podobnie jest z filmem (Holywood kontra Dogma), muzyką (Radio Zet kontra Philip Glass), itd.
Ale wiesz... bycie niszowcem zobowiązuje, dobry niszowiec robi swoje, realizuje swoje wizje, kreacje, korzysta z mało popularnego środka przekazu dyskretnie, nie krzycząc na prawo i lewo "robię analogiem, jestem niszowcem!" ;)
Ja dzięki cyfrze po latach zaczęłam znów fotografować.
Ja się przyznam ostatnio staram się nie powtarzać kadrów. Już o tym kiedyś pisałam. W reporterce to inna bajka faktycznie. Do szczęścia brakuje mi analogowego szerokiego kąta do krajobrazów i wiem, że tą zapchaj dziurę będę musiała wypełnić jakimś szkiełkiem systemowym.
Szczerze mówiąc żałuję, że nie wszystko mogę zastąpić szkłami analogowymi. Np. Sonnar 180mm ze światłem 2.8 to marzenie w lesie... owszem bez AF, ciężki, ale da się przeżyć. Bokeh mi się bardzo podoba. W tej cenie nic innego nie znajdę.
Mówię o kreowaniu, a nie "kreowaniu się". Lekka różnica. c'nie?
Ja mam proste podejście do sprawy - nie ważne czy Hasselem, Nikonem D3, gupim Janem czy pudełkiem po butach. Po prostu - czym wygodniej. Liczy się tylko obrazek. Czym zrobiony? Nie ważne.
Hm, dla mnie ważne, ale segmentowo. Tzn jeśli ktoś zrobi bdb dobre zdjęcie lustrem, to co innego niż bdb kompaktem. Jednakże w obrębie samego lustra to już mnie model body i system nie interesuje. Takie mam pokręcone myślenie. :wink:
Po prostu jeśli widzę, że np zdjęcie ma trochę gorszą jakość i ktoś podpisze "ze starego kompaktu blebleble" to wiem, że to max co może z tego wyciągnąć, choćby na głowie stanął i wiem, że mogę uznać to zdjęcie w tym przedziale za bdb. A jeśli wiem, że ma lustro i to zdjęcie jakościowo leży, a zdaję sobie sprawę, że to jego niedbalstwo, bo mu się np. nie chciało odszumić czy wyostrzyć po zmniejszeniu, to też podchodzę do tego nieco inaczej.
Pasja ponad podziałami :D
Kompletnie sie zakrecilem! Im dluzej czytam te dyskusje, tym jestem coraz bardziej zdezozrientowany. O co chodzi w fotografii? O nastroj, odczucia, wrazenia przy ogladaniu zdjecia czy o doskonalosc techniczna i wierne oddanie oddanie rzeczywistosci. Mnie sie wydawalo, ze ci co sie znaja, mowia ze zdjecie ma cos ciekawego pokazac, przyciagnac uwage. Strona techniczna, obrobka nie jest nawazniejsza, owszem pomaga w osiagnieciu tego celu. Dobre zdjecie to kompromis miedzy strona techniczna a sposobem pokazania tematu, wrazeniem jakie robi obraz. Nie rozumiem wiec tej dyskusji o tym, czym jest zdjecie zrobione, czy przysluguje jakas taryfa ulgowa w zaleznosci od tego, czym jest zrobione zdjecie. A moze ja zle rozumuje?
Podzielam opinię Rafała.
Kiedyś się pochwalił (na rowerze)
Na ircu, też sie chwalił :P
Zachwyciło mnie zdjęcie łąki. Takie świeże, poranne, letnie, pełne magii, liryczności, zachwytu nad światem.
Podobają mi się bardzo czarno-białe kwadraty z wierzbami. Nie potrafię określić dlaczego. Ale mają w sobie to 'coś', co sprawia, że chciałbym je mieć na ścianie w salonie, na lewo od kominka. W dużym formacie, ładnej ramie, na zcarnym tle. Jako seria są piękne.
Co do łąki raz jeszcze - oglądałem Twoje fotografie w tym klimacie na plfoto. Zachwycają. Grą światła, mocą barw, świeżością, energią, pozytywnymi odczuciami, zachwytem nad światem.
Jesteś, Smerfie Marudo jednym z moich ulubionych fotografów na tym forum. Konsekwentnie robisz w pewnym stylu. Jesteś artystą. Poetą, który opisuje świat za pomocą aparatu.
Co do dyskusji - myślę, że podzielam zdanie Rafała - myślę, że każdy powinien fotografować tym, co najbardziej mu odpowiada. Powinien wybrać takie narzędzie, którym najlepiej będzie mu osiągnąć zamierzony efekt. Najlepiej, nie znaczy najprościej. Narzędzie, które mu najbardziej odpowiada. Jeśli ktoś najlepiej się czuje wędrując z analogiem - czemu nie?
W moim przypadku, poza funkcjonalnością, dochodzi jeszcze pewna hmm.. 'magia'. Uwielbiam ten czarny aparat z tym małym, manualnym szkiełkiem. Po prostu go lubię - tak jak mam ulubioną koszulę, ulubione perfumy i ulubiony kubek - tak lubię ten aparat, mimo, że może inny byłby prostszy w użytkowaniu.
pozdrawiam
Hrabia Miód
To nie jest do końca prawda. Tak naprawdę to w ogóle nie jest prawda. OK, wchodzimy teraz w jakieś pseudoartystyczne wywody, ale niech będzie - uwywnętrznię się, znamy się - choć internetowo tylko - nie od dziś.
Zdecydowanie moim ulubionym aparatem jest Hasselblad. Nie dlatego, że jest czarny, ma wymienne magazynki i robi dwa "V" w ramce kadru. Nie, nie dlatego. Dlatego, że jak trzymam go w łapie, to myślę najbardziej kreatywnie; chodzę z dwoma obiektywami, a robię lepsze zdjęcia niż jak wezmę Olympusy ze stertą stałek, od 2,4cm do 13,5cm, albo jak ostatnio z Minoltą i zumem 28-135. Wiecie dlaczego kupiłem sobie Minoltę? Bo chcę mieć uniwersalny aparat z ałtofokusem i dobrym pomiarem światła i nie martwić się, czy mi gąbki nie zapleśniały i nie przepuszczają światła - a to się martwiłem, jak do hiszpańskiej Galisji pojechałem z Olkami. Teraz mam 800si i Dynaksa 7, zuma 28-135 i kupię sobie 50-tkę i będę miał dwa body na wszystkie okazje, jeden na slajd, drugi na czarnobiel. Wracając do Hasla - więc obszedłem dzisiaj, z Minoltą pod pachą, o czwartej rano pola w Zofininie. I nic, zero kadrów, z obowiązku wypstrykałem parę testowych strzałów tą 800si, żeby sprawdzić jak mierzy światło, ale jestem na 99%, że nic wartościowego z tego nie wyjdzie. A potem wziąłem do ręki Hasselblada i kadry zrodziły się same. Zrobiłem dwie rolki slajdu i rolkę czarno-bieli i bardzo, ale to bardzo chcę, żeby te zdjęcia się udały, bo mam przed oczami robione przeze mnie kadry i koniecznie chcę zobaczyć, jak uwieczniły się na materiale światłoczułym.
Powiem więcej: ostatnio - z miesiąc temu, trzy tygodnie temu - po raz pierwszy w życiu przytrafiło mi się, że dobrałem materiał do efektu, jaki chciałem uzyskać. Może to zbieg okoliczności, ale wszystko to zaczęło się odkąd wziąłem Hasla do ręki. Może to przypadek, bowiem zacząłem więcej fotografować świadomie i zaczęło mi to wychodzić i tylko przypadkiem zbiegło się to z kupnem tego średnioformatowca. A może nie? W każdym razie świadomie dobrałem materiał do pogody i tego, co miało wyjść.
Powiem jeszcze więcej: po raz pierwszy w życiu robię zdjęcia dla siebie. W porządku - niech będzie, że jestem hipokrytą, ale przyznajcie się - ile z Was nie lubi być chwalonymi na tym czy innym forum, że fajne foty robi. Znajdzie się taka osoba? Z ręką na sercu powiedzcie, nie musicie tego pisać na forum, ale zróbcie to sami przed sobą. Ja się przyznaję - robiłem zdjęcia pod publiczkę. Chciałem, żeby się podobały. Widzom, żeby się podobały. Wstawiałem je na plfoto, na inne portale. I ch... e, to znaczy chciałem powiedzieć, że nic z tego nie wychodziło, to znaczy poklasku nie było, albo był marny. I żeby nie było, że to, że zdjęcia robię dla siebie wynika z tego, że nikt mojej twórczości nie docenia ;-) Bo aż tak źle nie jest (vide Flickr). A chcę się dzielić zdjęciami z Wami, bo to forum darzę szczególną sympatią i do tego... spójrzcie na tytuł wątku. Uwierzcie, wstawiam tylko to, co przypadnie mi do gustu, resztą Was nie katuję :-) A http://flickr.com/photos/grouchysmurf/2617835077/ oraz niedocenione przez nikogo http://flickr.com/photos/grouchysmurf/2605182020/ pójdą na baryt i do paspartu. Tak mi się podobają. Wam nie :-) Ale przecież nie o to chodzi, by się podobało wszystkim, a o to jedynie, by mieć dobrą zabawę i satysfakcję z tego, co się robi. Ja mam. Mam nadzieję, że Wy również.
@Przemek: chłopie, dziękuję za ten komentarz. Chciałbym, żeby to, co napisałeś, było prawdą. Chciałbym - a pewno nie jest - ale, do licha, pracuję nad tym.
Moja Małżowinka jest http://flickr.com/photos/grouchysmurf/2229715958/. Ostatnio dostała naszyjnik z pereł, więc - mimo mego szaleństwa i kupowania całego sprzętu analogowego na świecie - czasem jeszcze o niej pamiętam. Źle nie jest :-)
_______________________ (automatyczne scalenie)_____________________
Z tego wszystkie zapomniałem wrzucić zdjęcie :-)
Rzeczy #3
27.
http://flickr.com/photos/grouchysmurf/2638195955/
_______________________ (automatyczne scalenie)_____________________
Aha, i myślicie, że to ja mam nierówno pod sufitem?
Popatrzcie na to :-)
Co do pokazanych fot. Deski do mnie zupełnie nie trafiają. Ani troszkę. Trzy wiedźmy mi się podobają. Bardzo. Mają to 'coś'. Portret Twej małżonki nie podoba mi się. Po pierwsze primo brak mi kontrastu. Ciut większego. Wszystko w tej samej szarości. Po drugie kadr - nie leży jakoś. Za szeroko? Za bardzo z dołu? Po trzecie zdjęcie nie ma tego czegoś. Ale to moje subiektywne odczucia.
Poruszyłeś ważny aspekt. Przyznam się, że nie robię jeszcze zdjęć dla siebie. Owszem, najważniejsze jest moje zdanie. Nie wyrzucę zdjęcia, jeśli mi się podoba, mimo 100 negatywnych komentarzy. A kilka takich jest - choćby ostatnio wrzucony portret czy smutny pan w wesołym miasteczku, którym to zdjęciem się zachwyciłem, a spodobało się jedynie Tobie:)
Ciągle wstawiam tu zdjęcie i czekam na pochlebne komentarze, które podbudują moje ego. Pytam mej drugiej połówki jak podoba jej się fotografia, z nadzieją wyczekując słów zachwytu, a wręcz złoszcząc się, gdy powie, że średnie.
Tak więc gratuluję tej umiejętności - to kolejny krok do wypracowania własnego stylu. Aczkolwiek zupełne zneiczulenie na krytykę, może prowadzić do zatrzymania rozwoju. Trzeba wyważyć wszystko. Złoty środek - jak wszędzie.
Co do wrażeń związanych z Haslem - też tak mam, tyle, że skromniej, bo z e1. A nawet nie chodzi o sam aparat. Chodzi o pewien klimat, którego częścią jest e1. Do tego przyczynia się pewien wewnętrzny stan, uczucia w danej chwili, muzyka.
Co do serii, którą ostatnio tu zapodajesz - z foty na fotę, całość coraz bardziej mi się podoba. Jako pojedyńcze fotografie - niekoniecznie - jako całość - bardzo tak!
pozdrawia
Hrabia Miód
Chyba Łukaszu dotknąłeś sedna sprawy, to chciałam podświadomie usłyszeć. Pięknie napisałeś o swoim ulubionym Hasselbladzie. Że inspiruje, że kadry same się wymyślają. To jest dla mnie istota fotografii. Każdy ma swojego Hasselblada, dla niektórych jest to jakiś model aparatu, dla innych miejsce, dla jeszcze innych ściśle określone warunki, które powodują eksplozję weny.
Jasne, że lubimy być chwaleni, trudno tworzyć wyłącznie do szuflady. Nie chodzi tu jednak o poklask, o nie :). Jest spore grono osób, które kręcą podobne klimaty, które cenię za ich zdjęcia - lubię jak piszą dobrze, jak trafię w ich gusta. Fajnie spotkać w eterze kogoś z tej samej bajki. Są też ludzie z innych bajek, których zdanie ma dla mnie znaczenie. Cieszy mnie również, kiedy wiem, że ktoś mimo zupełnie innej bajki zwróci uwagę na moje zdjęcie i dostrzeże w nim coś.
W przeciwieństwie do Ciebie jestem zupełnie atechniczna. Większość zdjęć zrobiłam kompaktem. Mimo to, gdzieś tam nasze ścieżki się krzyżują, czyli w głowie siedzi to samo jeno innych środków trochę używamy. Fajne to jest. Popatrz ile różnych ścieżek się krzyżuje na tym forum. Magia jakaś... :D
Ale ładnie to napisałaś. :grin: To ja od siebie dodam, że to święta prawda. Co do określonych warunków... to w sumie dałaś mi do myślenia. Myślę, że taki czynnik to jakiś element "szczęścia". Nie wiem czy powinnam to pisać, ale zresztą przecież to prawda. Jest taka osoba w moim życiu, z którą od kilku lat moje drogi nieustannie się krzyżują i z którą przejechałam już dziesiątki tysięcy kilometrów. Jest to osoba, która dla mnie jest właśnie jednym z dwóch warunków zrobienia dobrego zdjęcia. On i uciekające km trasy. Kiedyś się śmiałam, że aby oddychać muszę widzieć migoczące białe paski na drodze i jego obok. 90% moich zdjęć jest daleko od domu... Z grupowych spotkań przynoszę puste karty, chociażby nie wiem jak ciekawe "kadry" miałam w głowie. To zupełnie tak, jak przed chwilą czytałam u Łukasza, który chodził i pstrykał z obowiązku. Czasami patrzę jak mój sprzęt leży przez tydzień, dwa... a ja siedzę i nie potrafię wykrzesać z siebie jakiejkolwiek weny twórczej (teraz od pewnego czasu jest to na szczęście coraz rzadziej). Nie walczę już nawet z tym i pozwoliłam, aby czas zweryfikował co się stanie, ale doskonale rozumiem potrzebę posiadania akurat tego "czegoś", czy tego "kogoś". Pewnie nie wszyscy tak mają, ale co z tego. :wink: Bóg da, by wystarczyło, aby dzięki temu zdjęcie wywoływało jakieś emocje. To już bardzo dużo. A im więcej zdjęć, które komuś coś dały (chociażby chwilę na stwierdzenie "piękne miejsce" i uruchomienie wyobraźni bądź wspomnień), tym można chyba określić, że jest się bardziej szczęśliwym.
eeee nie było mnie troszkę i proszę jaka dyskusja. Poruszyliście tyle tematów, że zupełnie nie wiem od czego zacząć, tym bardziej , że nie umiem tak ładnie przebierać w słówkach :cool:, a do tego - Wszyscy mają rację:wink:.
Za Rafałem, wszystkim da się zrobić dobre zdjęcie. Najważniejsza jest świadomość a także szeroko pojęte odczuwanie. Nie lubię jak ludzie zamykają fotografię w ścisłych ramach, piszą o mocnych punktach itp itd ble ble ble... Sam podchodzę do tematu bardzo intuicyjnie.Traktuję zdjęcie jako obraz, lub ilustrację . Pominę teraz to czy przedstawia ptaszka na gałęzi, ładny landszafcik, czy też żulika na ławce.Nikt przecież nie napisał nigdy, że słabe zainteresowanie średniowiecznym malarstwem środkowej Hiszpanii wynika z faktu, iż stosowali za dużą GO. Albo całość się trzyma kupy albo nie. Nie należę również do technicznych purystów , choć niezmiernie cenię umiejętności techniczne.
Za helmuthem - mistrzostwem świata jest dla mnie połączenie tych dwóch składowych.
za Agą Mysikrólikiem i Smerfem - świetne stwierdzenie - "każdy ma swojego Hassa"- nie ważne czy jest to kompakt, lustro , dalmierz czy inna osoba, miejsce, czy też inne ustrojstwo. Osobiście ujmuję to terminem - mieć kopa do robienia zdjęć i do tej pory mocno wiązałem to z faktem wypicia dużej ilości kawy:wink:
Co do Hassa a dokładniej kwadratowego kadru - powiem Ci , że odkąd odkurzyłem swojego Pentacona mam podobne odczucie. Nie wiem ile ma to wspólnego z wyżej wymienioną magią. Jak dla mnie kwadrat żondzi Być może jest to zasługa tego, że jest po pierwsze primo kwadratowy. Po dugie primo - co za tym idzie bardziej ( czyt. łatwiej ) ustawny - to tak jak z meblowaniem pokoju. Łatwiej jest ustawić meble w kwadratowym pomieszczeniu, niż w wąskim , podłużnym .:grin::grin::grin: A poza tym ostatnio zrobiłem sobie test. Wziąłem swojego e 500 popatrzyłem przez wizjer na konkretny kadr, następnie wziąłem Psixa popatrzyłem na to samo - zgadnij co mi sie bardziej podobało.:grin: A może chodzi o ten lajf Viu
To tyle z mojej strony, ciekaw jestem czy ktoś to w ogóle przeczyta straszny elaborat wyszedł:roll:
ps.a' propos fot ostatnie w kolorze świetne w serii, osobno tracą na uroku. 3Wiedźmy okrutnie mi się podobają - chciałbym zobaczyć ile z tego wyciśniesz na barycie. Pzdr
Strasznie intelektualne , emocjonalno- metafizyczne rozmowy żeście tu popełnili. Zmęczyłam się jak czytałam :wink:
Fiu... fiu... co za braterstwo internetowych dusz:wink:
Ja ze swojej strony dodam, że moja fotografia zastępuje mi trochę malarstwo- wszystkie moje próby nie podobają mi się- prace wiszą u innych, nie umiem osiągnąć efektu który powstał w głowie, w fotografii jestem bliższa osiągnięcia efektu który zaplanowałam. Za Mysikrólikiem- lubię kiedy oddziaływują na mnie kolory, dlatego między innymi lubię fotografię agapiet- czuję w niej duszę plastyka :)
Smerfie twoje prace są ciekawe, ten mroczny pokoik w ascetycznym stylu, nawet dzbanuszek- to "moje" klimaty. Wiedźmy mniej bo jak wyżej wolę kolor- choć pomysł fajny. Pozdrawiam intelekt"ó"alne kółko :wink::)