W takim razie przepraszam wszystkie kratery, wągry, syfy, bolaki, parchy, pryszcze, liszaje, bulwy, kaszaki jeśli się poczuły urażone moim postem. Nie taka była moja intencja.
Wersja do druku
Tego jeszcze nie grali. Żeby się skarżyć na nadmierną ostrość obrazu podawanego przez obiektyw. :)
Nikt się nie skarży. To jest jasne, że w cyfrze nie ma co marudzić, bo zawsze można (a w portrecie nawet trzeba) fotę rozpaprać w PSie. Napisałem wcześniej, że OM 50/1.4 jest wystarczająco ostry do portretu, bo do takiej fotografii nie potrzeba żylety.
Gorzej w analogu - ostry obiektyw portretowy to problem i tu już można się skarżyć na zbyt szczegółowy obiektyw. Produkowano dawniej specjalnie rozjustowane obiektywy portretowe, które celowo miękko rysowały.
Współcześnie też można spotkać takie obiektywy: http://pl.wikipedia.org/wiki/Canon_E.../2.8_Softfocus
Znalazłem nawet przepis w sieci, jak popsuć Heliosa, żeby miękko rysował:
http://liberman-family.com/boris/monocle.html
I dzioby!
:lol:
Ja to bym chyba nie wyostrzył na manualu 1.4. Mnie się nawet ciężko trafia na 14-54 (powiedzmy 50mm 3.5). W wizjerze nie widzę dokładnie, a na lv jestem za mało stabilny, lekko bujnę i po ostrości. Marzy mi się system powiększenia wybranego kawałka kadru z widocznym jednocześnie brzegiem kadru (taki obraz w obrazie).
Kusiło mnie wiele razy do tej zabawy, ale... w końcu spróbuję :wink:
Kiedy miałem E-500, który miał nikczemny wizjer to stosowałem prostą sztuczkę - nazwijmy to manualnym brecketingiem ostrości. Mówić normalnie - w trakcie robienia portretu powoli przesuwałem pierścieniem ostrości jednocześnie puszczając serię w aparacie. Zawsze jedno ujęcie miałem ostre.
E tam marudzicie, że nie da się wyostrzyć. Mam teraz pięćde i póki co używam tylko manualnych zuików, robię głównie strity i nie mam żadnych problemów z ostrzeniem. Kwestia wprawy. Ew można zakupić matówę z klinem i rastrem i jest git. Choć w e500 to rzeczywiście już problem..