-
7 załącznik(ów)
Odp: Moja przygoda z morzem...
Koniec sierpienia 2010 pakujemy sie do samolotu w Pyrzowicach i odlatujemy... kurs Sztokholm -Skavsta. Wieczorem przejmujemy jacht w marinie od poprzedniej zalogi. Sezon zeglarski na polnocy praktycznie juz zakonczony tylko nieliczni plywaja. Spozniona kolacja i wskakujemy do spiworow, rano pobudka, sniadanie, zwiedzanie Sztokholmu. Po poludniu szkolenie, przeglad prowiantu, tankowanie wody, paliwa i skoro swit wyplywamy do Mariehamn (Alandy). Przejscie szkierami na otwarte wody Baltyku zajelo nam kilka dobrych godzin, po polnocy a dokladnie okolo drugiej godziny parkujemy w Mariehamn. Rano sprawdzam prognoze pogody, oj nie dobrze nize objely centralna czesc Baltyku zaczyna solidnie dmuchac, zapowiadane sa opady deszczu, zapadla decyzja musimy przeczekac. Planuje czas wolny dla zalogi oraz przegladam silnik, bo sie przegrzewa. Diagnoza termostat nawala i jest maly obieg wody, trzeba pilnowac obrotow silnika. Pogoda w dalszym ciagu taka jaka zapowiadali dmucha i leje :-) Cdn...
-
Odp: Moja przygoda z morzem...
Zapowiada się ciekawie. Czekam na opis dalszej części rejsu. :grin:
-
Odp: Moja przygoda z morzem...
jeszcze kilka takich wrzutek i się zaciągnę...:-D
-
Odp: Moja przygoda z morzem...
Tropic widzisz ja dzialam psychologicznie :-)
-
1 załącznik(ów)
Odp: Moja przygoda z morzem...
przyjdzie ten czas że pożałujesz tego...;-)
gdyby to było takie proste to już bym się pakował.....ale jeszcze to zrobię...
-
Odp: Moja przygoda z morzem...
O jakie fajne sloneczka :-) Co roku plywam to zawsze mozesz sie zalapac :-)
-
4 załącznik(ów)
Odp: Moja przygoda z morzem...
Pogoda zaczyna sie stabilizowac, opady zanikaja, ale dmucha niezle nadal, postanawiamy przeskoczy Baltyk i wbic sie w szwedzkie szkiery. Opuszczamy Alandy i kierujemy sie na zachod, wiatr z kierunku NW, wiec spokojnie wskakujemy na otwarty Baltyk. Predkosc 6 knotow, obliczam o jakim czasie bedziemy wchodzic w szkiery i odkrecac sie na S, wypada godzina 2015, wprowadzam jeszcze tylko WP z mapy do GPS i ok. Otwarty Baltyk przywital nas dobra piatka. Przed wyjsciem z uroczych Alandow zarefowalismy grota, aby zegluga byla spokojniejsza i dalo sie zyc :-) Sily dzialajace na pletwe sterowa byly odczuwalne na rumplu, pierwszy oficer walczyl dzielnie i utrzymywal kurs, ktory mial nas zaprowadzic do pierwszej bramki toru wodnego. Dochodzi godzina 1950 widzimy juz wejscie w szkiery i jestesmy oslonieci od silnego wiatru, grot powraca do swojej wielkosci. Teraz tylko wypatrujemy swiatelek toru, ktory bedzie nas informowal o zmianie kursu, GPS tez potwierdza, ze o godzinie 2015 powinnismy odlozyc sie na lewo, czyli odpasc. Wszystko idzie tak jak zaplanowalismy wchodzimy w tor krecimy w lewo, luzujemy zagle, predkosc dalej utrzymujemy 6-7 knotow, plyniemy baksztagiem. Przed nami ciemnosc, zadnych swiatel na lewym i prawym brzegu. Nastepuje wzmozona obserwacja, aby nie zejsc z toru, czytanie mapy nanoszenie pozycji co 15 minut i wypatrywanie kolejnego swiatla nawigacyjnego, ktore powinno wylonic sie na kolejnej wysepce. Adrenalina wzrasta, bo skalki zarowno po lewej burcie jak i prawej, Rolujemy foka, aby nieco zmniejszyc predkosc i miec wieksze pole obserwacji przed dziobem. Mijaja kolejne godziny, wachty zmieniaja sie zgodnie z grafikiem, zaczyna switac i widocznosc poprawia sie, ukazuja sie skalki, ktorych nie bylo widac w nocy. Widoczki piekne i warte byly adrenaliny:-) Caly dzien zajmuje nam przeplyniecie szkierow, idziemy ciagle na poludnie. Dopiero wieczorem wychodzimy z szwedzkich szkierow i decydujemy sie wejsc do Oxelosundu. Plyniemy na latarnie torem wodnym swietnie oznakowanym. Zblizajac sie w strone luny swiatel wiemy, ze do celu coraz blizej. Obserwacja swiatel sektorowych i nabieznikow wzmozona, bo w gaszczu rozmaitych lamp mozna rozminac sie z tymi co decyduja o bezpiecznym plynieciu. Do Oxelosundu coraz blizej widzimy to na mapie i tak jest w rzeczywistosci. Swiatla sektorowe i nabieznikowe prowadza nas jak po sznurku, parkujemy w marinie o 0300 godzinie. Lokalizujemy WC oraz prysznice i nurkujemy w spiworach :-) Cdn..
-
Odp: Moja przygoda z morzem...
Brawo, trafiliście. A już się bałem :-P
-
Odp: Moja przygoda z morzem...
-
Odp: Moja przygoda z morzem...
-
Odp: Moja przygoda z morzem...
Wartka ta Twoja opowieść - ale życie na jachcie to nie tylko słoneczko i niebieskie niebo i mariny - nie masz czegoś bardziej sztormowego?
Pozdrawiam AP.
-
Odp: Moja przygoda z morzem...
...aż mi się ręce spociły.....super Adaś...:-)
-
Odp: Moja przygoda z morzem...
Tropic jeszcze nieraz sie spoca...:-)
Apz i tu jest problem na malych jachtach w warunkach sztormowych trudno o dobra fote :-)
-
8 załącznik(ów)
Odp: Moja przygoda z morzem...
Klarujemy jacht do wyjscia z portu, akumulatory naladowane, woda uzupelniona czas oddac cumy kierunek Arko. Ten odcinek pokonujemy juz na spokojnie, sloneczko swieci a my mkniemy pomiedzy tyczkami zielonymi i czerwonymi. Skalki po prawej i lewej burcie, wszystko widac idealnie, pierwszy oficer przez lornetki wypatruje kolejnych znakow nawigacyjnych. Musimy trafic w odpowiednie bramki, bo tor wodny rozdziela sie w kierunku linii brzegowej jak i do wyjscia na otwarty Baltyk. Po paru godzinach cumujemy w porciku Arko. Tu oczywiscie po sezonie zeglarskim, wiec oplata za parkowanie o wiele nizsza. Wachta kambuzowa zabiera sie za przygotowanie kolacji a pozostala zaloga klar na pokladzie i czas wolny. Wieczorem z pierwszym oficerem wybieram sie na rekonesans, podziwiamy piekne domki rozrzucone na skalkach, lampiony przy kazdym domostwie stwarzaja niesamowity klimat tego miejsca, w dole zatoczka i jachty stojace na bojkach. Czas powracac na jacht, bo jutro wyplywamy juz na Baltyk kierunek Kalmarsund. Przelot do Kalmaru zajal nam ponad dobe. Niz ktory obejmowal centralna czesc Baltyku przesunal sie na poludniowy wschod przez to zegluga stala sie spokojna, sila wiatru 2-3B. O swicie wplywamy do Kalmaru i parkujemy w miejskiej marinie. Tutaj ruch duzy i jachtow sporo, postanawiamy pozostac a w nocy wyjsc w kierunku Karlskrony i odstawic trzeciego oficera na prom do Gdyni. Wszystko co fajne dla niego juz sie konczy, musi wracac do domu a my dalej az do Szczecina. Przed wyjsciem w morze przelotne opady, sztormiaki wrzucamy na siebie, odpalamy kataryne, cumy na poklad i w droge, bo czas goni do Karlskrony a musimy zdazyc i to nam sie udaje :-) W drodze z Karlskrony na Bornholm jestemy juz w szostke, przejmuje obowiazki trzeciego oficera, aby wachta byla kompletna :-) Zegluga na Bornholm przyjemna, wiatr zelzal, wiec telepiemy sie trzy knoty. Po drodze mijamy Christianso wyspe, ktora informuje nas, ze do Svenake juz bardzo blisko. WP wprowadzony do GPS i pilnujemy kursu, charakterystyka swiatla sektorowego zapisana w glowie. Nadchodzi moment pojawienia sie swiatla, mamy isc na swiatlo biale, bo zielone i czerwone informuje o zejsciu z kursu w lewo albo w prawo od swiatla bialego. Wejscie do porciku w nocy podnosi cisnienie jest waskie a skalki po lewej burcie i trzeba dokladnie trzymac sie swiatla bialego. Ok weszlismy cumujemy prawa burta, teraz tylko prysznic i do spiworow :-) Rano pubudka, sniadanie zwiedzanie, bo czeka nas ostatni etap Bornholm - Swinoujscie. Po poludniu wychodzimy, zwlekalismy troche z wyjsciem, bo rozdmuchalo sie prosto w glowki porciku a po co robic sobie klopoty przy wyjsciu. Jestesmy juz na Baltyku i zmierzamy w kierunku Swinoujscia. Przejscie do Swinkowa zajelo nam 12 godzin i rano cumujemy w marnie. Zaloga szczesliwa i zadowolna kontaktuje sie rodzinami, telefony rozdzwaniaja sie :-) Mamy prawie dobe wolnego czasu, bo nastepnego dnia z samego rana czeka nas przelot do Szczecina. Podliczam godziny i wyplywane mile, jest tego sporo. Teraz tylko wypisac opinie i rejs prawie zakonczony, no nie jeszcze wieczorek kapitanski :-) Nastepnego dnia skoro swit wstajemy, tankujemy paliwo, sniadanko w drodze no i klarujemy jacht w marszu. Do Szczecina przyplywamy poznym popoludniem, zdajemy jacht, pociag i do domu :-)
-
Odp: Moja przygoda z morzem...
Fajnie się czyta te opowieści :)
-
1 załącznik(ów)
Odp: Moja przygoda z morzem...
Lecimy na samej geni w nocnym przelocie do Oslo na wodach Oslofjordu. (2009)
-
3 załącznik(ów)
Odp: Moja przygoda z morzem...
Pare pierwszych fotek z rejsu na Darze Pomrza w roku 1980 do Naskov (sa to skany)
Chlopcy smigaja po wantach i rejach.
Stoimy w Gdyni, gdzie Dar Pomrza po zimowaniu jest klarowany aby mogl wyplynac. Nie ma wprawdzie jeszcze zaglli, ale zaloga jest szkolona w poruszaniu sie po rejach.
-
Odp: Moja przygoda z morzem...
Chyba bym się zes**ł Co ciekawe - nie rzygam na fali, ale jak mam wysoko,to mi się taki gul w żołądku robi. A jeszcze ciekawsze, że jak w górach jestem i stoję nad przepaścią, lub lezę po ścianie z łańcuchami to mi kompletnie nic.
-
Odp: Moja przygoda z morzem...
Bodzip tam na gore lezie sie bez zabezpieczenia, dopiero na reji wpina sie do jaksztagu.
-
Odp: Moja przygoda z morzem...
Tam na górze to miałbym pory pełne :mrgreen: :mrgreen: :mrgreen:
-
Odp: Moja przygoda z morzem...
właśnie ostatnio znajoma opowiadała mi o swoich rejsach
i choć nie wiem czy odnalazłabym się w tej bajce - to na pewno musi to być ciekawe doświadczenie :)
zdjęcia w porcie - chyba nie należą do najprostszych - trzeba przeszkadzające maszty i liny (za ewentualny brak fachowego słownictwa z góry przepraszam - nie znam się :D ) umieć tak ukazać by stanowiły atut
-
2 załącznik(ów)
Odp: Moja przygoda z morzem...
Adaś...bomba !!! Jeszcze chwilę i pomyślę że znałeś Mamerta Stankiewicza ;-)
Wiem że to nie Dar...ale...
-
2 załącznik(ów)
Odp: Moja przygoda z morzem...
W ramach porannej zaprawy wachty biegaly po masztach, czyli wchodzilo sie z prawej burty po wantach a schodzilo sie z lewej burty :-)
Pierwsze spotkanie z Darem Pomorza.
Zaloga przed wyjsciem w morze.
-
Odp: Moja przygoda z morzem...
Ile te zdjęcia mają lat ?
-
Odp: Moja przygoda z morzem...
-
Odp: Moja przygoda z morzem...
Tak myślałem :) - dzięki
Pamiętam go z mojej pierwszej wyprawy nad morze, stojącego przy nabrzeżu w Gdyni.
-
11 załącznik(ów)
Odp: Moja przygoda z morzem...
Moja przygoda na Darze Pomorza rozpoczela sie w lutym 1980 kiedy to zostalem wylosowany w telewizyjnym programie "Zeglarska siodemka". kpt.K.Baranowski zainicjowal pomysl, ze budowa nastepcy Daru Pomorza bedzie symbolicznie wsparta przez mlodziez. Pomysl wspanialy, bo wylosowna mlodziez bedzie uczestniczyc w rejsie do portu Nakskov. Rejs byl upamietnieniem rocznicy przebudowy Prinzess Eitel Friedrich pozniejszego Daru Pomorza. Zeglarska siodemka byla cyklicznym programem TVP1, gdzie kpt. K.Barnowski propagowal zeglarstwo pod szyldem "Bractwa Zelaznej Szekli". Rejs odbyl sie na przelomie maja i czerwca a dokladnie 05.05-10.06.1980. Stawilismy sie w wyznaczonym terminie w Gdyni w ilosci 30 osob. Zostalismy przydzieleni do wachty trzeciej, gdzie mielismy instruktora i oficera jak w kazdej wachcie. Przez okolo trzy tygodnie szkolilismy sie i przygotowalismy Dar Pomorza do rejsu a przed wyplynieciem kazdy z uczestnikow musial zdac praktyczny egzamin z wiedzy oczywiscie na ocene. Na koniec rejsu wystawiono nam opinie z praktyki na statku szkolnyn, ktora umozliwiala podjecie studiow na WSM. Atmosfera na Darze Pomorza byla wspaniala, szkolono nas , mielismy zajecia zarowno teoretyczne jak i praktyczne. Spalismy w hamakch i "skakalismy" po masztach i rejach. Nabralismy takich umiejetnosci w przemieszczaniu sie po masztach i rejach, ze komendant Daru Pomorza byl zachwycony. Osobiscie mialem okazje z nim rozmawiac na pokladzie. Zaloga szkolna nie mogla przebywac na rufie gdyz ta czesc zaglowca byla przeznaczona dla komendanta i oficerow, wyjatek stanowila obsada szturwalu na wachcie. Mielismy sluzbe zarowno w kambuzie jak i w maszynowni, poznalismy statek szkolny od podszewki. Posilki w morzu serwowano piec razy dziennie, byly az dwie kolacje, pierwsza o 1800 a druga o 2000 :-) W niedziele jak w calej polskiej flocie podawano 'ptaka" czyli kurczaka :-) Wtedy to wlazilismy na dach kambuza wabieni zapachem smazonego ptactwa i zagladalismy do bulaji :-) Oczywiscie byl i tez piekarz, ktory codziennie wypiekal chleb bedac na morzu. Za kazdym razem jak jestem w Gdyni to zagladam na Dar Pomorza, musze wejsc na poklad i zajrzec do tych miejsc gdzie spedzilem wspaniale chwile.
-
Odp: Moja przygoda z morzem...
Kiedyś kiedyś - za czasów harcerskich uczyliśmy się alfabetu Mors'a. Potem kiedy zrobiłem sobie pierwszy lampowy nadajnik to się morsem bawiłem. Teraz nie pamiętam już.
Czy Wy musieliście umieć ? - lampą, radiem... a słynny kod sygnałowy flagami ? :D
-
Odp: Moja przygoda z morzem...
-
Odp: Moja przygoda z morzem...
Bogdan...mors i semafor(flagi) to podstawa !! Miałem szczęście należeć do harcerskiej drużyny wodnej dokładnie 21 HDW im.J.Grudzińskiego
to były czasy...z pogardą patrzyliśmy na "szaraków"-zwykłych harcerzy....oprócz morsa i semafora jest jeszcze na takich jednostkach
MKS międzynarodowy kod sygnałowy...flagi kodu znał każdy ale ich kombinacje...nikt.To była książka gruba jak encyklopedia.....ehhhh
-
Odp: Moja przygoda z morzem...
Semafor w HDW i HDZ jest wymagany :-)
-
1 załącznik(ów)
Odp: Moja przygoda z morzem...
z flagami MKS spotkał sie każdy...patrząc na żaglowce w porcie często widzi sie je biegnące od dziobu (dokładnie od wody pod bukszprytem) przez wszystkie maszty do rufy-do wody...
jest to tzw.wielka gala a przebieg flag symbolizuje opasanie kuli ziemskiej......
-
Odp: Moja przygoda z morzem...
Natomiast mala gala z prawej burty przez top do lewej burty :-)
-
Odp: Moja przygoda z morzem...
-
Odp: Moja przygoda z morzem...
Cytat:
Zamieszczone przez
Rysiek_O
Ti ta! Ta ti ti tit! :-)
A czy ty też jesteś z tych, co to Ta ti ta ti Ta ta ti ta Ta ti tit Tit ?
-
Odp: Moja przygoda z morzem...
QUOTE=MaciekMG;795899]A czy ty też jesteś z tych, co to Ta ti ta ti Ta ta ti ta Ta ti tit Tit ?[/QUOTE]
Wojsko próbowało ze mnie zrobic radiotelegrafiste. :-) Jednak ten słon co moje ucho spotkał na swojej drodze chyba dość skutecznie temu przeszkadzał. Nie jestem muzykalny, a morsea trzeba słyszeć. :-)
-
Odp: Moja przygoda z morzem...
Teraz lacznosc na morzu to LRC i SRC, ...Ta ti ta ti Ta ta ti ta Ta ti tit Tit to juz do lamusa... :-)
-
Odp: Moja przygoda z morzem...
'Tu Gdynia Radio na osiemnaście osiemnaście i dwadzieścia siedem dwadzieścia sześć...' też już od kilkunastu lat nie słychać ;-).
Nie żyją już dalekopisy, łączność cyfrowa wyparła analogową chyba wszędzie poza najbliższym zasięgiem. Gdy wspomniałem, że akronim MORS oznaczał morską obsługę radiową statków, kolega spojrzał na mnie jak na durnia i powiedział 'MORS to przecież chłodnie!'
A może otworzymy wątek ze zdjęciami starego sprzętu radiowego?
-
Odp: Moja przygoda z morzem...
Ja ma w piwnicy dalekopis, którym z Panią Walentynowicz "rozmawiałem"
-
Odp: Moja przygoda z morzem...
MaciekMG pomysl dobry :-)