Witam,
chyba jako jedyny tutaj posiadam i używam filtra polaryzacyjnego LINIOWEGO (co widać w stopce ;-) ). Więc może z tej choćby racji zajmę tutaj głos.
W poprzednich postach Azazel strasznie zamieszał. Otóż w skrócie: filtr polaryzacyjny kołowy, to nic innego jak filtr polaryzacyjny liniowy z dodatkową warstwą depolaryzacyjną. Oba używa się dokładnie tak samo (kręci do uzyskania pożądanego efektu i źle używa z obiektywami, które kręcą przednią soczewką podczas ostrzenia lub zoom'owania) Po co więc :?: Otóż warstwa depolaryzacyjna powoduje "rozbicie" spolaryzowanego strumienia światła za filtrem liniowym - po to by strumień nie drgał tylko w jednej płaszczyźnie lecz zachowywał się jak światło niespolaryzowane (dlaczego :?: o tym za chwilkę). Oczywiście ponieważ depolaryzacji ulega strumień światła spolaryzowanego, więc zawiera on już tylko informację spolaryzowaną i depolaryzacja nie zmieni zawartości obrazu (tzn. to co zostało przez polaryzację filtrem liniowym "wycięte" to już w żaden magiczny sposób się nie pojawi np.: zlikwidowane odbicie w szybie, przyciemnione niebo, podbity kontrast, kolory itp.). By użyć analogii... jeśli plik 16-bitowy TIFF skonwertujemy do jpg'a to choćbyśmy później tego jpg'a znów skonwertowali do 16-bitowego TIFF'a to i tak nie odzyskamy już utraconej informacji o kolorach i szczegółach.
Przy okazji likwidacji odbić z powierzchni niemetalicznych (jedno z działań filtra polaryzacyjnego, oprócz przyciemniania nieba) będzie o tym dlaczego filtry polaryzacyjne kołowe do lustrzanek... Odbicie światła od jakiejś gładkiej odbijającej powierzchni powoduje jego częściową polaryzację (lepiej odbijają się fale których płaszczyzna drgań i padania pozostają ze sobą w pewnej zależności). Ponieważ w lustrzankach cyfrowych zarówno w torze pomiaru ekspozycji jak i ostrości znajdują się lustra, pryzmaty itp. to wprowadzają one częściową polaryzację niezależnie od założonych filtrów. Jeśli więc przez jakiś przypadek płaszczyzna polaryzacji po filtrze polaryzacyjnym (liniowym) znajdzie się pod kątem 90st. do płaszczyzny w jakiej przypadkowo i częściowo zostanie spolaryzowane światło na drodze do czujnika AF, czy AE, wówczas praca tego czujnika zostanie zakłócona. (Dwa filtry polaryzacyjne liniowe, których płaszczyzny polaryzacji ustawione zostaną pod kątem 90st. stają się całkowicie nieprzejrzyste - oczywiście kołowych to nie dotyczy).
Jakie to ma praktyczne reperkusje :?: Używam filtra polaryzacyjnego LINIOWEGO już od przeszło roku z moim E-500 do tej pory tylko RAZ zdarzyło się, że aparat nie mógł złapać ostrości (z pomiarem ekspozycji nigdy nie było problemów) - wystarczy w takim przypadku nieco tylko obrócić body (tak by płaszczyzny polaryzacji filtra i wewnętrznej w torze AF się rozjechały), złapać ostrość i obrócić z powrotem body do pierwotnego położenia (zależnie jaki kadr akurat robiliśmy). Teoretycznie filtr LINIOWY charakteryzuje się nieco (na prawdę różnice są praktycznie niezauważalne) lepszymi parametrami z racji na mniejszą ilość warstw wpływających na jakość obrazu (zabiera minimalnie mniej światła).
To by było na tyle...
Pozdrawiam,
Dempsey
