Super się tu zagląda :-) Mnie świerszcze też smakowały ale owady podobne do karaluchów odpuściłem ;-)
Wersja do druku
Super się tu zagląda :-) Mnie świerszcze też smakowały ale owady podobne do karaluchów odpuściłem ;-)
Są do przełknięcia, wystarczy raz spróbować. Smakują jak mocno wysmażone frytki.[/QUOTE]
To prawda próbowałem "takie frytki" w Meksyku, nazywają się chapulines przyprawione limonką i chili.
Ciągle frapujące zdjęcia i komentarz.
świetnie wyszli mnisi, no ten z aparatem to wypas. Intrygują mnie te świerszcze, może kiedyś będę miał okazję, albo szybciej "frosta" zrobi mrożone do odgrzania:mrgreen:
Ja też z przyjemnością obejżałem i cieszę się że CDN :)
Nie chorowaliście od miejscowego jedzonka?
Ja po pierwszych dniach pobytu w Chinach, 2 dni chorowałem i to mocno.
Potem jelita przyzwyczaiły się do innej flory i było ok. Ale trzeba było uważać gdzie się jada ;)
Te co odpuściłeś to prawdopodobnie pluskwy wodne, będą na kolejnych zdjęciach. Smakują podobnie jak świerszcze, ale z lekko kwaśną nutą.
Nie chorowaliśmy. Kilka podstawowych zasad, które staramy się przestrzegać: pić wodę butelkowaną, jeść obierane owoce, nie pić rozdrobnionych owoców z mlekiem i lodem.
W miejscach, gdzie nie ma czystej wody trzeba dezynfekować ręce odpowiednimi żelami przed jedzeniem i jeszcze taka sprawdzona metoda od lat, po każdym posiłku dwa łyki alkoholu.
Oczywiście jak ktoś ma wrażliwy żołądek, to te metody nie pomogą. W Kambodży poznaliśmy Niemkę, kóra po zjedzeniu klusek na parze z mięsem, chorowała przez tydzień, jej żołądek przyjmował tylko gotowany ryż i wodę.
Jeszcze taka ciekawostka, w kantorach gdzie wymienialiśmy dolary na riele, Khmerowie po kontakcie z naszymi pieniędzmi również dezynfekowali ręce specjalnymi żelami, chyba boją się naszych bakterii:).
Pozdrawiam
Wszystko fajne , zazdraszczam wyprawy i miejscówek... Sporo zobaczyłeś to nie jakiś tam "egzotyczny wypad na Słowację" jak w moim wypadku :|
Ale robactwo to robactwo ma pełzać, łazić i latać a nie służyć jako menu.:roll: Tamtejsze nacje jedzą wszystko ale z innych powodów niż turyści..
A może to dla potrzeb turystycznych wymyślono takie "rarytasy":mrgreen: Turysta wszystkiego spróbuje jak mu się wmówi, że to regionalne danie...:mrgreen:
Porównanie do frytek, niestosowne - frytki nie mają skrzydełek i nóżek :wink:
A oglądam z ciekawością - tyle mojego :grin:
Ula Gulaszowa! Przeczytałem Twoją uwagę co mnie mogło zainteresować....:evil:
Nawet teraz, na dalekiej prowincji Khmerowie wychodząc w pole do pracy na pola ryżowe, zabierają ze sobą pojemniczki, do których zbierają przypadkowo napotkane większe owady, które wieczorem po powrocie do domu, wrzucają na głeboki tłuszcz i kolacja gotowa:|.
Na potrzeby turystyczne najwięcej smażonych owadów spotkałem w większych miastach w Tajlandii, ale i tam najczęściej kupowali je Tajowie.
Pozdrawiam