w życiu bym nie zjadł nic spod osiki. Etymologia nazwy pobudza wyobraźnię.
A z tych wszystkich fajnych kadrów, miśko u mnie też jakoś najbardziej wpadł w oko.
Wersja do druku
w życiu bym nie zjadł nic spod osiki. Etymologia nazwy pobudza wyobraźnię.
A z tych wszystkich fajnych kadrów, miśko u mnie też jakoś najbardziej wpadł w oko.
Misiak jest super, choć cała seria niezła jest.
Miś :grin:
Witam, z ciekawości zajrzałem i jestem pod wrażeniem. Się wproszę na stałego oglądacza. Mi się bardziej od Misia muszelka podoba - taka klimatyczna jest jakaś. Klimat z suwalszczyzny też ciekawy - muszę częściej robić zdjęcia na powierzchni niż pod wodą... Co prawda w Blaskowiźnie są aż dwa sklepy na 20 domów ale to chyba wyjątek, który potwierdza regułę.
Miło mi Cię będzie widzieć jako "stałego oglądacza" :D Błaskowizna jest wyjątkiem chyba z powodu bliskości Hańczy i najazdów amatorów nurkowania.
Ano - choć pamiętam czasy gdy przypominała każdą wioskę w tamtej okolicy a niejaki Tadeusz aby nas przenocować przeprowadzał córki do stołowego. Żałuje tylko że nie robiłem wtedy zdjęć byłoby co wspominać. Już zasubskrybowałem do zobaczenia.
Fotografia ślubna jest mi chyba najbardziej obca ze wszystkich dziedzin fotografii. Zupełnie nie czuję bluesa. Z wielkim bólem zrobiłam podejście do tematu, gdy znajomi poprosili mnie o zdjęcia "w moim stylu". Oczywiście z góry zastrzegłam, że nie będą to typowe zdjęcia ślubne, i żeby przedtem zrobili sobie "normalną" sesję :D Dla pewności zabrałam ze sobą kolegę, który robi ładne zdjęcia aby wypełnił luki.
Wrzucam tu kilka na pamiątkę chociażby po to, by utrwalić kilka scenek, których nie dane mi było zaaranżować na potrzeby "swoich" zdjęć.
Panna Młoda chyba się dobrze bawiła - prawie jej się udało nie usmiechać. Pierwsze podoba mi się najbardziej.
Sesja nietypowa :) Ciekawe co znajdą na końcu tego mostu? :)