wyśmienite "wprowadzenie" do ciekawej foto relacji
medal za cierpliwość i wytrwałość:wink:
pozdrawiam
Wersja do druku
wyśmienite "wprowadzenie" do ciekawej foto relacji
medal za cierpliwość i wytrwałość:wink:
pozdrawiam
Świetny opis i bardzo ładne ujęcia, szkoda tylko że światło nie współpracowało jak by mogło.
21 sierpnia, w sobotę, Bagno Ławki - zawody w koszeniu bagiennych łąk. Od 10tej przy wieży widokowej.
Zawsze były we wrześniu ( około 5ego), a teraz już w sierpniu.
http://www.biebrza.org.pl/index.php?strona=134
Bagna Biebrzy znane są przede wszystkim z wiosennych rozlewisk, ptasiego rejwachu, łosi spacerujących skrajem dróg i wodniczki. Chyba 90% turystyki skupia się tu w krótkim okresie dwóch miesięcy: kwietnia i maja. Głównie ornitolodzy i fotografowie tłumnie stawiają się w tym czasie zwabieni mnogością gatunków bytujących nad Biebrzą ptaków.
Jednak Biebrzański Park Narodowy to nie tylko wiosna, rozlewiska i ptaki. Gdy lato ma się ku końcowi, turzycowiska spowija babie lato, a wschodzące późno słońce rozprasza poranne przymrozki odbywają się gody największych ssaków zamieszkujących te tereny. Najpierw biebrzański król dochodzi do głosu - łoś. Byki, zajmujące swoje letnie ostoje zaczynają być niespokojne. Coraz dalej wędrują gnane instynktem przedłużenia gatunku. Nie widziane dotychczas, stare byki chowające się w uroczyskach nieodwiedzanych przez człowieka, wychodzą na otwarte tereny w pogoni za samicą. Wieczory i poranki rozbrzmiewają stękaniem oraz trzaskiem łamanych porożem gałęzi. Tak zaczyna się bukowisko.
Jednak sielanka nie trwa długo. Nieznany wcześniej przybysz zaczyna zagłuszać stosunkowo ciche, łosiowe postękiwania. Donośne porykiwania coraz częściej niosą się wśród grądów i turzycowisk Biebrzy. Na arenę wkracza jeleń. Jest tu od niedawna, a nawet można by powiedzieć, że od chwili zaledwie. Bo cóż to jest 20 lat dla przyrody? Od połowy września ryk jelenia dominuje od późnego popołudnia aż po ranek. Na terenie Biebrzańskiego Parku Narodowego nie poluje się na ten gatunek dlatego też czuje się on tu pewnie. Na coroczne rykowisko ściągają nad Biebrzę byki z Puszcz: Knyszyńskiej, Augustowskiej, a nawet Piskiej.
Oprócz generowanych decybeli, te dwa spektakle natury różnię się też zachowaniami. Łoś, jak na statecznego dżentelmena przystało, trzyma się jednej samicy-klępy. Towarzyszy jej kilka, kilkanaście dni. Nie szuka zwady, a gdy dwa byki się spotkają dochodzi tylko do demonstracji siły, bez walki. Nie spotkałem nigdy w Parku śladów walki dwóch samców, chociaż na świecie wypadki takie są znane. Często kończy się to śmiercią jednego z nich, czasem giną oba ( ,,Łoś" R.Dzięciołowski, Z.Pielowski).
Inaczej ma się rzecz z jeleniem. Ten fircyk głośno oznajmia swoją dominację w rewirze, puszy się swoją siłą. Zbiera harem wokół siebie i nie stroni od walk z rywalami, chociaż nie mają one zwykle tragicznych skutków.
Nad Biebrzą bukowisko i rykowisko można obserwować i podziwiać przez cały wrzesień aż do połowy października. Czasem i w listopadzie obserwowałem stękające łosie ale to wyjątek. Teraz warto by było napisać gdzie? Z racji tego, że moją obecność nad Biebrzą ograniczam do Basenu Dolnego Parku, polecam szlak Barwik - Gugny. W tym roku jest mokro, więc wygodniejsze jest wejście od strony Barwika, groblą. Od tej strony możemy obserwować/fotografować tak łosie jak i jelenie. Od strony Gugien polecam wejść typowo łosiowym zapaleńcom.
Dojazd: samochodem do Barwika ( lub PKSem do wsi Trzcianne ale to daleko, poza tym trzeba być przed wschodem na miejscu) . Zostawiamy auto na parkingu. Spokojnie przechodzimy około 1km. Potem trzeba wzmóc czujność. W okolicy wieży widokowej na grądzie ,, Łosiówka" zawsze stękają jeden lub dwa byki. W tym roku jest mokro więc łosie będą się trzymać bliżej grądzików. Z wieży powinno być słychać trzy byki jelenia od strony rzeki. Najbliższy może być tuż za Kosódką ( za tzw żelaznym mostkiem). Są tam niewielkie polany koszonych łąk. Tam szlak skręca w lewo i musimy sobie odpuścić niestety drugiego byka ryczącego 800m dalej na wprost ( chyba, że posiadamy zezwolenie na fotografowanie poza szlakami - wtedy nie ma problemu możemy podchodzić). Pierwsze 200-300m szlaku jest wredne - błoto, woda itp atrakcje. Jednak dalej wchodzimy na długi grąd ciągnący się półksiężycem kilkaset metrów. Tam można spotkać i jelenie i łosie. Łosie trzymają się lewej części wąskiego grądu, na pograniczu podmokłych zakrzaczeń i piaszczystej górki. Cały czas trzeba zwracać uwagę na wiatr i możliwie podchodzić jak najciszej. Ryczący byk na szczęście nie jest zbyt uważny i zdarzało mi się podejść do takiego na 30-40m. Nie ma sensu iść szlakiem do końca ( Gugny). Raz, że trzeba szosą wracać z Gugien do samochodu; dwa - poruszanie się po szlaku dłużej niż do 9tej jest bezcelowe. Warto zwrócić uwagę na tropy. Wilki często w okresie rykowiska przemierzają ten teren pozostawiając wyraźne ślady swojej bytności.
Wchodząc na szlak od Gugien mijamy beztrosko wieżę widokową. Dopiero dochodząc do linii zakrzaczeń wierzbowych ( około kilometra od wieży) uważnie stąpamy, nasłuchujemy i rozglądamy na boki. W tych wierzbach i brzezinach, które przecina szlak bytuje spora ilość łosi. Podobnie jak i u jelenia trzeba zwracać uwagę na wiatr i możliwie cicho się poruszać.
Rykowisko i bukowisko ma też coś do zaoferowania leniwym. Często na Bagnie Ławki, koło wieży widokowej wychodzi byk- łoś w poszukiwaniu klępy. A od czasu, gdy ten rejon upatrzyła sobie osławiona Matylda, spotkanie z bykiem w pierwszej połowie września jest niemal pewne.
Warto też o świcie i wieczorem zatrzymać się przy wejściu na szlak ,, Grobla Honczarowska". Usłyszeć stękanie łosia i porykiwania jelenia można na pewno. By zobaczyć zaś trzeba wejść na szlak. Wieczorem wystarczy przejść kilometr, dwa by z bliska usłyszeć łosia. Po przejściu zaś trzech kilometrów wychodzimy na otwartą przestrzeń Batalionowej Łąki. Stoi tam całkiem sympatyczna wieża widokowa ( 3,3 km od szosy, w tym roku bez szerszeni). Klimatu tego miejsca dopełnią nam ustawione stogi siana z ręcznego koszenia tej powierzchni. Obserwując turzycowiska na południe i północ od wieży może uda nam się uchwycić w lornetce lub kadrze nawet łopatacza.
Znakomity tekst. Z uwagą przeczytałem. Pozdrawiam.
miło czytać tego typu porady !!
Wprawka przed artykułem o fotografowaniu z podchodu do ,, Foto Natury". :-)
_______________________ (automatyczne scalenie)_____________________
Jak skończę to zapodam na forum niezawodnie. Pewnie potnę tekst, bo cały ma mieć 12 tys znaków. Wtedy bez cienia litości i wyrzutów sumienia dacie mi popalić co spieprzyłem i poprawiony wyślę Łukaszowi Łukasikowi.
1/4 tekstu. Dajcie znać czego za dużo, czego za mało i co warto zmienić.
,,Z buta, czyli fotografia wg. Winnetou.
Fotografia przyrodnicza, oprócz sprzętu i samej przyrody, kojarzona jest z potrzebą maskowania się, ukrywania przed czujnym okiem fauny. Buda, czatownia czy ukrycie, związane są z tym hobby jak teleobiektyw ze statywem. Odpowiedź na pytanie ,, A gdzie mąż?” - ,, Siedzi w budzie” jest tyleż komiczna co prawdziwa. Wielu z nas uważa nawet, że jedynie z czatowni można zrobić dobre zdjęcie. Bywa jednak, że stałe ukrycie w pewnych sytuacjach się nie sprawdzi, bądź postawienie jego jest niemożliwe. Szczególnie w fotografowaniu ssaków bytujących na dużych obszarach, fotografowanie z podchodu ma sens
Zastanawiałem się jak podejść do tego artykułu. Czy pisać wg schematu gatunkowego czy pór roku? Doszedłem do wniosku, ze opiszę ten typ fotografowania zgodnie z rytmem płynącego czasu: od wiosny do zimy. Zachowania zwierzyny są na tyle odmienne na przestrzeni miesięcy, ze tak ,,ugryzę” zagadnienie. Dodatkowo jako osobnik typu bagiennego, opisuję rzecz poprzez pryzmat gatunków biebrzańskich i wachlarzu ich zachowań.
WIOSNA.
Na początek – lekki zgryz. Przecież wiosna to przede wszystkim ptaki! Jak tu o ssakach? Dla mnie akurat sytuacja przez wiele lat była odwrotna, ale wyjątki ponoć potwierdzają regułę. Jednym z najlepszych okresów jest przedwiośnie. Głód. Im bardziej sroga zima, tym zwierzyna bardziej wygłodniała. Jeleniowate tłumnie wychodzą z ostępów na pola uprawne tracąc wtedy sporo ze swej obawy przed człowiekiem. Dodatkowym atutem jest brak myśliwych – co skrzętnie zwierzyna wykorzystuje. Warto przejrzeć tropy na polach oziminy. Dokładnie widać wtedy jakie gatunki wychodzą na żer ,skąd idą i w których miejscach najchętniej żerują. Kilka lat ,,polowałem” na ujęcie, w którym łoś zgryza oziminę na klęczkach. Dopiero jednak dwa lata temu odkryłem 100% miejscówkę gdzie każdej wiosny wychodzi od 5 do 12 sztuk łosi. No cóż, na bagnach jeszcze zima – lód, szaro, suche kępy turzyc dominują w krajobrazie. A jeść trzeba. Zanim zazielenią się turzycowiska trzeba znaleźć coś do jedzenia. Podobnie jelenie wychodzą na takie pola. Jednak jako gatunek bardziej skryty i ostrożny na tego typu żerowiska wychodzi o zmroku i o świcie schodzi w ostoje. Bywa, że podchodzi dosłownie pod płoty. Tego roku jeden z byków zostawił mi prezent 50m od płotu – lewą tykę wieńca. Dlatego oprócz fotografów, oziminy cieszą się powodzeniem u zbieraczy zrzutów. Sarny, jelenie i łosie fotografujemy na polach dwojako. Albo z samochodu – jeżeli oziminy ciągną się wzdłuż drogi, albo z podchodu. Zależnie od pory dnia podchodzimy ścieżką od ostoi ( rano) albo od pola ( wieczorem). Porę dnia na fotografowanie wybrać trzeba zależnie od kierunku wiatru. Wiatr jest głównym i najważniejszym czynnikiem tej fotografii. Na nic nam dobre miejsce czy wybrane światło jeżeli wiatr będzie wiał w plecy. Na domiar złego, uważać trzeba na zjawisko ,,kręcenia się wiatru”. Polany, skraje lasu i miejsca o różnych wysokościach charakteryzują się właśnie takim zjawiskiem Ja sprawdzam kierunek wiatru dymem z fajki ( przy dobrym wietrze choćby palić paczkę papierosów naraz to bez znaczenia – przeszkadza to jedynie w patrzeniu przez wizjer aparatu). Nie namawiam do palenia!!! Dla fotografów prowadzących bardziej zdrowy tryb życia jest inne, prostsze i o wiele tańsze rozwiązanie. Nitka. Musi być w wyraźnym tzw. ,,żarówiastym” kolorze. Przywiązana do rękawa lub czegokolwiek innego doskonale wskazuje kierunek wiatru. Oprócz jeleniowatych głód wypędza na pola także dziki. Do zeszłego roku marzec był miesiącem kiedy to myśliwi z ,,ciężkim sercem” musieli odpuścić pościg za tym gatunkiem Dziki doskonale zdawały sobie z tego sprawę. Potrafią urządzać sobie barłogi blisko granic lasów z pól, żerować do późnych godzin porannych i wychodzić na żer jeszcze przed zachodem słońca. Preferują pola, na których była kukurydza, owies lub ziemniaki. Zawsze okazuje się, że człowiek nie zebrał plonu do końca i coś tam zawsze do jedzenia się znajdzie. Jeżeli nie wiemy jaki był na danym polu uprawiany gatunek nie trzeba robić wywiadu i pytać ludzi. Wystarczy popatrzeć gdzie żerują powracające żurawie. Pola po kukurydzy wskażą niezawodnie. "
Z przyjemnoscia sie to czyta.
Wg mnie jest wszystko OK.
pozdro
Dzięki. Lecim dalej.
,, PRAKTYKA
Jak podchodzić? Dopóki zwierzyna nas nie zauważyła można poruszać się cicho lecz zdecydowanie. Idealnie jest gdy pierwsi zauważymy obiekt podchodu. Wtedy można całkowicie kontrolować sytuację. Wybrać, zależnie od wiatru, oświetlenie ( kontra, boczne czy zza pleców), tło, ustawienie zwierzaka w kadrze. Możliwości wyboru kończą się w momencie zauważenia naszej skromnej osoby wraz z naszym nieskromnym tele :-). Wtedy trwamy w bezruchu do momentu aż np. jeleń upewni się, że nic mu nie grozi i wróci do swoich zajęć. Jeszcze w takim układzie sił mamy możliwość przesunięcia się lewo-prawo czy poprawić ustawienie statywu. Nie spuszczając oka z celu staramy się, przy zachowaniu zupełnej ciszy, cm po cm zmienić pozycję.
Najgorzej jest z łosiem. Ten potrafi gapić się na nas przez 40 minut prawie bez mrugnięcia. Najgorsze co można wtedy zrobić to starać się ukryć lub kucnąć. Zwierzyna odbiera to jako przyczajenie się przed atakiem i oddala się w miarę możliwości jak najszybciej, a my tracimy możliwość jej obserwacji. Podobnie zaskoczona przez nas z niedużej odległości. Zaskoczenie obopólne jest tyleż duże co baaardzo krótkotrwałe. Warto pamiętać, że żerujący duży ssak wytwarza dość sporą ilość decybeli, co pozwala nam ukryć własne niedoskonałości podchodu. Stawiamy kroki w rytm ogryzania przez roślinożercę pędów krzaków. Na Bagnach Biebrzy dochodzi jeszcze do szelestu kroków plusk wody pod butami. Bardzo powoli kroczymy poprzez turzycowiska uważając by gwałtownie nie wyrywać nóg z błota. Towarzyszące temu mlaśnięcia działają na zwierza jak dzwonek alarmu. Przeprowadzałem sobie czasem doświadczenia dobierając intensywność chlupotu do reakcji łosi. Okazało się, że gdy przebieram nogami w miarę normalnie, wytwarzam chlupot bardzo podobny do tego jaki słychać od uciekającego łosia. Łosie często wstawały i odbiegały ode mnie nawet bez rozglądania się za niebezpieczeństwem. Wychodziły zapewne z założenia, że skoro już jeden osobnik ucieka to trzeba brać nogi zapas bez ociągania. W końcu wypracowałem system podchodu tzw ,, średnio żwawy 90latek”. Ledwo powłóczę nogami powolutku przenosząc nogi nad kępami turzyc. To tak jakby poruszać się po schodach w tempie piętro/kwadrans. Unosimy nogę....opuszczamy. I tak do skutku czyli podejścia na sensowną fotograficznie odległość. Woda na łąkach lub mokre po deszczu trawy przyczyniają się też do tego, że lepią się one do gumowych butów. Przy normalnym przesuwaniu stóp słychać piski, skrzypienie i odgłos rwania źdźbeł. Dla utrudnienia pamiętać jeszcze trzeba o statywie – żeby nim krzaków nie obijać i ubraniu, żeby nie szeleściło ocierając o gałęzie.
W co się ubrać? Wszelkie stonowane barwy w miarę nie odcinające się od tła. Ma być wygodnie, luźno i swobodnie. Nie możemy zaczepiać o gałęzie, szeleścić, skrzypieć obuwiem. Odpadają ortaliony. Nie trzeba ubierać się od razu jak komandos brazylijski czy członek Delta Force. W ubiorze typu ,,snajper na misji Jungle” spocimy się jak mysz, połowę zostawimy na krzakach i zamiast skupiać się na podejściu będziemy marzyć tylko o tym, żeby już wrócić do domu i zrzucić z siebie to ...wdzianko. Zwykle niemiecki komplet w plamy z allegro za 100zł będzie równie dobry jak superhipergoretex za dwa tys. tym bardziej, że Niemcy mieli dobre, przemyślane wdzianka militarne. Tak jak z tele. Można 400/5,6 można i 400/2.8. Wszystko zależy od możliwości finansowych i determinacji.
Trzy słowa o sprzęcie : bierz co masz ( są trzy). Poważniej jednak: proponowałbym pójść na kompromis pomiędzy jakością, a wagą sprzętu. Jeżeli ktoś ma siły ( i perspektywy dobrej renty :-)) może chodzić z podpiętym 600/4 ( mam Smoka i nie zawaham się go użyć). Jak stryjenka uważa. Problemem podchodu zwierzyny jest to, że musimy być gotowi w każdej chwili do pracy. Nosząc ciężki obiektyw na statywie w końcu uszkodzi się mocowanie statywu lub sama stopa w obiektywie, albo bagnet . Oczywiście nie wtedy, gdy chodzimy raz na jakiś czas. Jeżeli jednak takie ,,spacery” są normą to problem robi się istotny. U mnie luzy na bagnecie pojawiają się po pierwszym kwartale, a śruby w stopie wymagają naprawy po pół roku ( jeżeli oszczędzam sprzęt). Chyba szkła wagi i jakości 300/2.8 to maximum. Jednak z uwagi na to, że zwierzyna może się pojawić czasem tuż pod nosem preferowałbym zoomy. Canon 100-400, Olympus 50-200 ( lub 90-250/2.8) Sigma 120-300/2.8 lub 100-300/4, Nikon hmmm..200-400/4 to dobry zoom ale ciut ciężkawy, w każdym systemie 70-200/2.8 + np. telekonwertery 1.4, 1.6 czy 2.0. Ze ,,stałek” 150/2; 300/4; 400/5,6 . Statyw najlepiej węglowy – z uwagi na wagę, nie sądzę jednak by ktoś specjalnie inwestował w ,,karbonka” żeby pobiegać za jeleniami. I tak praktyka zweryfikuje nasze potrzeby. "
_______________________ (automatyczne scalenie)_____________________
Surowa, nieobrobiona reszta
,, Wraz z postępującą zielenią robi się kolorowo ale trudniej. Zwierzyna schodzi na stałe do swoich ostoi bogatych już w wiosenny pokarm. W tym momencie zaczynamy prawdziwą przygodę z zabawą w Indian. Bądź czujny jak łania, sprytny jak lis, cichy jak wąż i wytrwały jak wilk :-). Cechy wojownika jak najbardziej pożądane przy bezkrwawych łowach na zwierza. Dodatkowym utrudnieniem jest fakt, że pełnia wiosny to okres przychodzenia na świat młodego pokolenia ssaków. Samice są tak czujne jak to tylko możliwe. Natomiast byki, kozły, odyńce podejść można z zadziwiającą łatwością. Szczególnie samce jelenia i łosia wykazują obniżony próg płochliwości. Podejrzewam, że bierze się to z faktu, że nigdy w tym okresie na nie nie polowano. Ze strony człowieka nic im nie zagraża. Spokojnie mogą oddać się obżarstwu i przygotowaniem poroża do jesiennych walk o samicę. Zaczynają też prowadzić bardzo uregulowany tryb życia. O danej godzinie wychodzą na żer, o jednej porze wracają. Użytkuję te same ścieżki. Szczególnie jelenie charakteryzuje ten ustalony porządek. Zaczyna wtedy procentować nasze dokładne rozpoznanie terenu. Dobrze porozmawiać wtedy z miejscowymi, wśród których zawsze znajdzie się wytrawny podglądacz miejscowej fauny obeznany z dobrymi miejscówkami. Można teoretycznie iść na żywioł, rzucić się w wir fotografii jak Geronimo na białych osadników ale pożytku z tego nie będzie. Prędzej zrazimy się do fotografowania zwierząt niż zdobędziemy dobre ujęcia. Rozpoznanie to podstawa. Trzeba poznać układ terenu, ścieżki, przesmyki, polany i enklawy śródleśnych łąk. Często trzeba będzie usunąć z drogi podejścia suche, łatwo łamiące się gałęzie by idąc jeszcze po ciemku nie spłoszyć trzaskiem pękającego badyla wymarzonego modela . Na terenach zabagnionych zapamiętać trzeba gdzie znajdują się głębsze dołki lub jamy błota by pluskiem nie zdradzić swojej obecności. Na kozły wybieramy takie polany, na których poranny cień zalega krótko. Co z tego, że podejdziemy blisko jeżeli kozioł będzie stał w głębokim cieniu, a za nim odcinać się będzie wyraźna plama rozświetlonej słońcem trawy. ,,Przepały” murowane.
LATO
Lato jest najtrudniejszym okresem w fotografii z podchodu. Zwierzyna pojawia się w bardzo ograniczonym przedziale czasu. Z reguły są to godziny świtu i zmierzchu ( brak światła). Już o czwartej rano, w lipcu, robi się pusto na żerowiskach. Zwierzyna ucieka przed upałem i insektami w głębokie zakamarki mateczników, młodników, brzezin i olszynek. Stara się jednak trzymać niedaleko wodopojów i kąpielisk. Właśnie takie miejsca dają nam szansę trafić dobre ujęcie. Z uwagi na stałość tych miejscówek można się pokusić o wybudowanie/ustawienie tam czatowni. Chyba, że rok jest ,,mokry” i dołków z wodą, błotnistych kałuż i babrzysk jest tyle, że wędrowanie od jednego do drugiego ma lepszą fotograficznie przyszłość niż czuwanie tylko w jednym miejscu.
Dopiero schyłek lata daje nam szansę poszaleć fotograficznie ale to w następnym rozdziale.
JESIEŃ
Cudowna pora. Jeszcze na dobre się nie zacznie, a już daje tyle możliwości. Gdy lato ma się ku końcowi, turzycowiska spowija babie lato, a wschodzące późno słońce rozprasza poranne przymrozki odbywają się gody największych ssaków zamieszkujących nasze tereny. Zmienia się też charakter podchodów. Dotychczas głównie kierowaliśmy się wzrokiem. Teraz zaczynamy od nasłuchu. Bardzo pomaga rozeznanie terenu. Mogąc w przybliżeniu określić skąd byk ryczy/stęka wiemy czy warto podchodzić czy nie. Jeżeli głos dobiega z grądów lub otwartych łąk czy polan można pokusić się o skradanie. Często jednak wiadomo, że byk będzie stał w krzakach, trzcinach, gęstym podszycie lub miejscu dokąd dojść jest bardzo trudno – lepiej sobie odpuścić. Zmęczyć się i zniechęcić można bardzo szybko. W niektórych rejonach kraju odbywają się tzw. ciche rykowiska. Głównym powodem takiego stanu rzeczy jest silna presja myśliwych, lub rzadziej wilków. Jeleń szybko się uczy, że głosem ściąga na siebie niebezpieczeństwo i milczy albo wydaje tylko ciche porykiwania. W takim razie lepiej zrezygnować bo i jeleń ma już dość kłopotów, a i my możemy wejść komuś pod lufę. Skoro ostatnio myli się przed strzałem żubry z dzikami....
W spokojniejszych okolicach rykowisko trwa od 10 września do połowy października, a zależnie od rejonu kraju jelenie rozmaicie zaczynają gody. Najpóźniej do głosu dochodzi Suwalszczyzna. Ale za to jakie tam mają byki...
W czasie bukowiska i rykowiska samce prawie nie pobierają pokarmu. Dopiero po zakończeniu następuje wielkie żarcie. Po pierwsze muszą odbudować siły po wrześniowym wysiłku, a po drugie nabrać tężyzny przed zbliżającą się zimą. Sytuacja ta stwarza dogodny moment do fotografii. Jeżeli chodzi o łosia to najlepszy czas na złapanie w kadrze dobrego byka, ponieważ im starszy byk tym wcześniej gubi poroże. Stare byki zaczynaj,ą zrzucać już około 25 października. Penetruję w tym
czasie zwarte zakrzaczenia wierzbowe. Warunkiem jest by krzaki nie były zbyt wysokie, bo byk może i będzie ale ledwo groty wieńca pokaże. Z racji tego, że żer taki ma charakter zbiorowy trzeba uważać by nie spłoszyć żadnego osobnika. Zdarzało się, że podchodząc do upatrzonego byka nie widziałem leżącej niedaleko klępy. Ta poderwała się gwałtownie i ruszyła do ucieczki zabierając ze sobą wszystkie żerujące na uroczysku osobniki.
Jesienią warto przeglądać lasy z udziałem dęba i buka . W roku nasiennym możemy być pewni obecności dużej ilości dzików skuszonych smakołykami.
I tak walczymy aż do pierwszych śniegów.
ZIMA
Śnieg skrzypi pod nogami, mróz daje uszom popalić, baterie siadają, palce sztywnieją. Na zimę odkładam podchody za zwierzyną...lądową. Uprawiam wtedy wojnę podjazdową :-) Nie ma potrzeby skradać się. Wystarczy wsiąść w samochód i powoli wlec się leśnymi duktami. Łosie przechodzą zimą z otwartych bagien na siedliska borowe. Podchód jest nawet niewskazany. Spłoszone samochodem zwierzę oddala się kawałek i stoi obserwując. Gdy wyjdziemy z auta ucieka z reguły w popłochu nie dając się sfotografować. Można wyjść i stać obok pojazdu ale nie gonimy króliczka, nie gonimy. Zawsze bawiły mnie te piesze gonitwy ludzi za łosiem. Poza tym marnuje się czas, bo być może kilometr dalej stoją następne zwierzaki a taka gonitwa niepotrzebnie nas zajmuje. Ale nie o tym miało być. Jak wspomniałem odkładam podchody za zwierzem lądowym. Bo zima to najlepszy okres na bobra i wydrę. Gdy brzegi rzek pokryją się lodem i tylko środkiem nurtu jest trochę otwartej wody przemierzam pieszo z lornetką brzegi Narwi i Biebrzy. Wypatruję śladów bytności wydry. Na krawędziach lodu widać często resztki pozostawione resztki, wytarte ze śniegu placki, rynny w śniegu i latryny. Dokładnie można stwierdzić który odcinek rzeki jej odpowiada i gdzie najchętniej wychodzi na lód. Niektóre osobniki żerują co dwie, trzy godziny, niektóre pokazują się tylko rano i późnym popołudniem. Pod koniec zimy, w okresie rui, zaobserwować można dwie, trzy wydry grasujące na brzegach rzek. Jeżeli już wiemy gdzie wydry przebywają metoda fotografowania jest prosta. Gdy tylko widzimy jak wydra wychodzi z rybą/żabą na lód zastygamy w bezruchu. Po jej zanurkowaniu pędem biegnę w miejsce gdzie ostatnio się wynurzyła i kładę się na lodzie. Wynurza się ona tak trzy -cztery razy w jednym miejscu. Dla pewności można jeszcze poobserwować czy porusza się pod, czy z nurtem. Wydry nie są specjalnie płochliwe i złapanie jej w kadrze na 5m nie jest niczym niemożliwym. Dla pewności można zarzucić na siebie białe ponczo lub specjalny ubiór zimowy. Znowu podstawą jest wiatr ( w oczy. nam, nie wydrze).
Bobry natomiast, wbrew opinii, nie mają zapasów na całą zimę. Już pod koniec stycznia opuszczają nory lub żeremia i poszukują świeżego pokarmu. Postępować możemy podobnie jak z wydrą lub zaczaić się w miejscach gdzie wychodzą na lód. Kamuflaż zimowy, ciepłe kalesony i trwamy w bezruchu. Bobry są bardziej podejrzliwe i potrafią kilka razy podchodzić do wyjścia. Trzeba się wykazać dużą dawką cierpliwości. "