Zamieszczone przez
apz
Dziękuję za odwiedziny. Wiesz z tą akcją to było jak zwykle, oni chcieli dobrze, zrobili swoje, zapewnili dzieciom i uzytkownikom tereny bezpieczeństwo (podwórko średniej szkoły sprofilowanej, technicznej), tylko wyszło jak zawsze, bo nie wyuczyli strażaków ochotników jak sprawdzać, czy w pniu nie ma gniazda. Operator piły zanurzył ostrze narzędzia w pień w połowie głebokości dziupli, a ona wcale nie musiała mieć jakich 70 cm glebokości. W tym miejscu mogły być młode. To było bardzo nierozważne. Potem pocięli cały gruby pień na jeszcze trzy kawałki około metra, by łatwiej było posprzątać podwórko. Całe to zdarzenie to trochę jakby opowiadać o malpie i brzytwie ...
A na końcu trzeba było przejechać prawie 200 km tam i spowrotem by znaleść miejsce gdzie jest odpowiednia karma i ręce by dokończyć odchów, którego zostało jakieś dwa tygodnie, bo za tyle czasu te dzięcioły wyszły by za rodzicami i zaczęły by być przyuczane przez rodziców do życia. A tak będą musiały polegać na swoich instynktach i ludzkich opiekunach.
Na szczęście Lasy Państwowe przygotowały na takie przypadki zwierzęcy sierociniec.