Nawakszut przypomina mi podwórko sąsiada [emoji16]
Wersja do druku
Nawakszut przypomina mi podwórko sąsiada [emoji16]
Ciekawa relacja!
Pierwszy dzień w Senegalu to odpoczynek - mieliśmy jako rajd supermaraton w Maroku i stad zaoszczedzony dzień. Spędziliśmy go na kempingu Zebrabar niedaleko miasta Saint Louis. Ogólnie to po Saharze Zachodniej i Mauretanii, Saint Louis to normalnie cywilizacja - w mieście Auchan, no może nie za wielki bo wielkości Lidla ale za to można było płacić kartą :) No i było piwo co cieszyło jakby podwójnie. Tak ze dzień upłynął na campingowaniu, naprawianiu samochodów i piciu piwa ;). Ja wykonałem dwa spacery rano i wieczorem i stad zdjęcia.
275
Załącznik 272536
276
Załącznik 272544
277
Załącznik 272543
278
Załącznik 272542
279
Załącznik 272541
280
Załącznik 272540
281
Załącznik 272539
282
Załącznik 272538
283
Załącznik 272545
284
Załącznik 272537
285
Załącznik 272546
286
Załącznik 272547
287
Załącznik 272548
288
Załącznik 272549
289
Załącznik 272550
290
Załącznik 272551
291
Załącznik 272552
292
Załącznik 272553
293
Załącznik 272554
294
Załącznik 272555
I kolejny dzień rajdu czyli przed 6 rano pobudka. 6:30 odprawa, waypointy, ustalanie trasy i jazda. Ogólnie przy opcji zatrzymamy się gdzieś i cos zjemy zawsze lądowaliśmy z przyjazdem wieczorem lub późnym wieczorem, ot ... takie warunki rajdowe. Sawanna w Senegalu była z jednej strony fajna a z drugiej tak trochę rozczarowywała. Chodzi o to, ze czy się jechało 1 godzinę czy cały dzień to wszystko wyglądało dokładnie tak samo. Może przez to ze tyle było samochodów na trasie to egzotyczne zwierzęta gdzieś pouciekały bo z egzotyki to tylko sępy i jedna małpkę widziałem. A tak to standardowo kozy, osły i bydło rogate :)
294
Załącznik 272561
295
Załącznik 272562
296
Załącznik 272563
Dwukółki to oprócz motorów podstawowy transport rano do szkoły/pracy (tak przynajmniej zakładam) bo w godzinach rannych i popołudniowych ruch z do i z większych miejscowości do wiosek był całkiem gesty.
297
Załącznik 272564
298
Załącznik 272565
299
Załącznik 272566
Ludzie w Senegalu raczej nie chcieli być na zdjęciach ... dosyć intensywnie się zasłaniali. Nie wiem, być może to tylko dziewczyny. Tak, ze na wprost starałem się nie fotografować. Zreszta ogólnie mało ludzi fotografuje.
230
Załącznik 272567
231
Załącznik 272568
232
Załącznik 272569
233
Załącznik 272570
234
Załącznik 272571
235
Załącznik 272572
236
Załącznik 272573
237
Załącznik 272574
238
Załącznik 272575
To co było najfajniejsze na senegalskiej sawannie to baobaby, których był ogrom. tzn z mojego punktu widzenia gdzie przejechaliśmy z 500km
239
Załącznik 272576
240
Załącznik 272577
241
Załącznik 272578
242
Załącznik 272579
243
Załącznik 272580
Nudna po jakimś czasie sawanna sprawiała ze wioski i miasteczka były od razu ciekawsze. Co mile zaskoczyło to fajni ludzie tj nie nachalni, nie starający się wyciągnąć pieniędzy. Przy kupowaniu jedzenia brali z pliku banknotów kilka. W porównaniu do późniejszej Gwinei i Sierra Leone była to ogromna różnica ale to doceniliśmy oczywiście dopiero później :)
294
Załącznik 272581
295
Załącznik 272582
296
Załącznik 272583
297
Załącznik 272584
298
Załącznik 272585
299
Załącznik 272586
300
Załącznik 272587
301
Załącznik 272588
302
Załącznik 272589
303
Załącznik 272590
304
Załącznik 272591
305
Załącznik 272592
306
Załącznik 272593I znów ogromne baobaby. Naprawdę wspaniale drzewa.
307
Załącznik 272594
308
Załącznik 272595
309
Załącznik 272596
400
Załącznik 272600
Oczywiście do biwaku dojechaliśmy późno i to bardzo i jak zwykle z przygodami. Po wyjechaniu z sawanny wjechaliśmy na końcówkę na asfalt tj jakieś 100km tyle ze to była główna trasa dla ciężarówek a kierowcy po zmroku zaczęli parkować na poboczach, żeby iść spać. Wskutek czego dochodziło do mega zatorów bo tak się jakoś zdarzało ze w obie strony były drogi zwężone a część ciężarówek dalej jechała i robiły się kompletne blokady. Nas uratowało auto terenowe i na krechę zjechaliśmy z asfaltu przez krzaki i dojechaliśmy do szutru ... w międzyczasie jedno z aut z polskiej ekipy umarło (dosłownie bo juz nie pojechało dalej) i zaczęliśmy holowanie aż do biwaku.
A rano standardowo ... jak dzień świstaka z tym, że dla odmiany główną atrakcja miało być przekroczenie granicy Senegal - Gwinea
401
Załącznik 272598
Ale przed granica zaczęło się pojawiać coraz więcej kopców termitow, i niektóre osiągały naprawdę spore wysokości.
402
Załącznik 272597
403
Załącznik 272599
Rzeczywiście baobaby piękne i rozmiarami pni budzą głęboki szacunek. Ciekawe też kopce termitów. Na podstawie zdjęć trudno ocenić wielkość ale wydaje mi się ze tak ze 3m wysokości chyba miały?
I jeszcze kilka zdjęć z granicy Senegal Gwinea - bardzo kolorowa granica z obu stron. Z mnóstwem ludzi, oczekujących ciężarówek, straganów i zwierząt.
I niejako główny bohater samochodowy w Gwinei czyli Toyota Corolla Verso - najwięcej aut tego typu na km długości drogi. Spotykaliśmy go absolutnie wszędzie a zwłaszcza po wioskach gdzie my jeździliśmy off-roadem :). Oczywiście to auto służy do przewozu osób i bagażu bo widziałem ile ludzi może być w środku plus to co na dachu. Producent chyba nie myślał o takim obciążeniu ani o takiej ilości osób przewożonych.
314
Załącznik 272610
Tu widać wyjeżdżające z Gwinei same Verso w kolejce
315
Załącznik 272611
Zakupy jak widać tylko na górze.
316
Załącznik 272612
A tu od razu widać, że odróżnialiśmy się od lokalsów przez brak pakunków na dachu.
317
Załącznik 272620
Najbardziej przechlapane to mieli kierowcy ciężarówek bo ich odprawa musiała być naprawdę długa. Chętnie za to pozowali do zdjęć.
318
Załącznik 272618
319
Załącznik 272613
320
Załącznik 272617
321
Załącznik 272614
322
Załącznik 272616
323
Załącznik 272615
324
Załącznik 272619
To jeszcze może kilka zdań o samej granicy i dlaczego asfalt. W tym dniu rajd rozdzielał się na część off-road i touring jeśli chodzi o przekraczanie granicy. Problem w tym dla nas, że trasa prowadziła przez mocno górzysty i skalisty etap w Gwinei i organizator prosił, żeby jechały te auta, które są całkowicie sprawne. Odcinek ten jest wąski i w przypadku awarii samochodu reszta musi czekać aż coś się zadzieje ;) ponieważ nie ma jak ominąć przeszkody. A my w dalszym ciągu mieliśmy turbinę sprawną w 25% przy czym wyłączała się w rożnych momentach a szczególnie wtedy kiedy potrzeba było mocno przygazować. Stąd potulnie pojechaliśmy asfaltem.
Przekracza się bardzo nietypowo ponieważ przejście graniczne w Senegalu znajduje się w miejscowości Kalifourou - jakieś 30km przed faktyczną granicą. Potem po 17km jest jeszcze posterunek policji a na samej granicy nie ma nic tj są budynki ale nie są używane. Należy jechać dalej aż do punktu kontrolnego już w Gwinei gdzie jest policja i cło i kolejne kilkanaście km do miejscowości Sambailo gdzie są punkty wojskowe, policyjne, cło i skaner samochodu. My wyjechaliśmy dość wcześnie wiec zabrało nam to tylko jakieś 4-5 godzin.
W Gwinei usiadłem za kierownica wiec w tym dniu już więcej zdjęć nie było bo rozpoczęła się walka o przetrwanie samochodu czyli droga asfaltowa do Labe, która jest w takim stanie, że zastanawialiśmy się czy jednak nie lepiej było jechać off-roadem. Dojazd oczywiście po zachodzie słońca na biwak w Labę i biwak znajdował się na nieczynnym lotnisku zbudowanym i podarowanym Gwinei przez Kubę.
Gwinea to już zupełnie Inny klimat niż poprzednie kraje. Dużo zieleni, sporo rzek oraz mnóstwo pyłu jak w poprzednich krajach :)
Z Labę jechaliśmy do Kindii i w tym dniu trasą off-road.
Poniżej wyjazd z Labę, jednego z największych miast w Gwinei. Zawieszenie na asfalcie można było stracić w chwilę nieuwagi.
325
Załącznik 272748
326
Załącznik 272749
327
Załącznik 272750
Potem krajobraz zaczął mi przypominać Polskę a konkretnie tereny u moich dziadków na wsi. Zdjęcie tego nie oddaje ale takie dokładnie mialem wrażenia.
328
Załącznik 272751
Dopiero kilkanaście km dalej krajobraz z naszego polskiego ;) zaczął przechodzić w ten juz egzotyczny czyli bezdroża i wioski w Gwinei.
329
Załącznik 272752
330
Załącznik 272753
331
Załącznik 272754
332
Załącznik 272755
Nigdzie wcześniej nie widziałem tylu ludzi jadących na obładowanych towarem dachach.
333
Załącznik 272756
334
Załącznik 272757
335
Załącznik 272758
336
Załącznik 272759
337
Załącznik 272760
338
Załącznik 272761
339
Załącznik 272762
Przerwa na kawę pod drzewem mango, niestety owoce były mocno niedojrzałe ale zapach miały mocny.
340
Załącznik 272763
341
Załącznik 272764
342
Załącznik 272765
343
Załącznik 272766
344
Załącznik 272767
Tak mniej więcej od Sahary Zachodniej dzieciaki widząc samochody rajdu zbierały się przy drodze i starały się "wyżebrać" jakieś podarki czy drobiazgi. Zreszta w Gwinei to juz wszyscy łącznie z policja, która nas zatrzymywała zupełnie bez powodu cos chcieli. My raz daliśmy dzieciakom w Mauretanii drobiazgi i po tym jak zobaczyliśmy ile to wzbudza agresji - rzeczy były nam wyrywane z rak, dzieciaki się biły to przestaliśmy - oddaliśmy w jakiejś szkole wszystkie gadżety. W każdym razie w Gwinei dzieciarnia juz tak się rozbrykała, że sporo załóg zgłaszało obrzucanie kamieniami kiedy się nie zatrzymywali i w paru samochodach poleciały szyby.
345
Załącznik 272768
346
Załącznik 272769
347
Załącznik 272770
348
Załącznik 272771
349
Załącznik 272772
350
Załącznik 272773
Co tam robiła szafa przy takich chatkach to do dzisiaj się zastanawiam :)
351
Załącznik 272774
352
Załącznik 272775
353
Załącznik 272776
354
Załącznik 272777
355
Załącznik 272778
356
Załącznik 272779
Przy tych dwóch chatkach przez chwile się zastanawiałem czy to aby nie czasem dla turystów bo takie jakby nie używane i podmurowane ale po sekundzie do mnie doszło, ze niby skąd w takim terenie turyści i po co a po kolejnych paru sekundach wyszła rodzina.
357
Załącznik 272780
358
Załącznik 272781
35,
Załącznik 272782
Most to była niespodzianka ponieważ raczej oczekiwaliśmy promu (mapy były niespójne) bo cala trasa była gruntowa. Później doczytałem, ze na rzece zrobiono tamę, która zalała sporo terenów, mapy się pogubiły a ten most jest na przyszłości bo za kilka lat maja wybudować drogę asfaltowa, która miała znaczenie A1 :) To był dla nas trochę szok poznawczy jak wyjechaliśmy z lasu na A1 - oczekiwaliśmy asfaltu a okazało się, że było z jakością drogi gorzej niż w lesie przez kilkadziesiąt kilometrów.
360
Załącznik 272783
361
Załącznik 272784
362
Załącznik 272785
363
Załącznik 272786
364
Załącznik 272787
Do Kindii oczywiście przyjechaliśmy sporo po zachodzie słońca.
Czy tam są krokodyle ? Bo ta rzeczka z 346 aż zachęca do kąpieli.
Oj, niezłą przygodę życia miałeś. A ta autostrada A1 za mostem chyba do zgłoszenia do księgi rekordów Guinessa się nadaje:-)
Przygoda to się dopiero na poważnie zaczęła na wyjezdzie z Gwinei :) Jakoś tak stwierdziliśmy, że nie jedziemy off-roadem do Sierra Leone tylko asfaltem żeby zdarzyć się wykąpać w morzu i w końcu pobawić się na plaży. No i się zaczęło - po kilkunastu kilometrach znów zerwał się pasek osprzętu. Na szczęście mieliśmy zapas kupiony w Nawakszut. Wystarczyło na jakieś 60km :) i jakieś 15km przed granica z Sierra Leone znów się zerwał. Złapaliśmy hol z rajdu bo lepiej było przekroczyć granice i juz tam się martwic. Na granicy kolega wypatrzył Jeepa z takim samym silnikiem i dostał od nich pasek, wiec po przekroczeniu granicy, która była najbardziej cywilizowana z wszystkich przejść granicznych do tej pory, poskładaliśmy znowu auto.
Wystarczyło na jakieś 80km :) po czym Jeep upadł po raz czwarty :)
365
Załącznik 272840
Na szczęście znajdowaliśmy się z jakiejś niewielkiem miejscowości a tam wszędzie są warsztaty samochodowe, głównie ze względu na stan dróg choć drogi w Sierra Leone w porównaniu do Gwinei to normalnie autostrady równe jak stół. W każdym razie mieliśmy od razu mnóstwo pomagierow no i znalazł się jakiś mechanik od którego kupiliśmy 4 paski na zapas aby tylko dojechać :) Co prawda nie były 7 rowkowe a 6 ale przynajmniej długość byla poprawna.
366
Załącznik 272841
367
Załącznik 272842
O dziwo kolejne 120km pojechaliśmy juz bez awarii, przy czym reszta załogi stwierdziła ze to alternator bo pojazywalo bardzo zmienne napięcie gdzieś w samochodzie (chłopaki mieli jakieś cudowne aplikacje na komórki a w samym samochodzie były webowe serwery, ja na szczęście się nie znam - mialem tylko wiedzieć gdzie jechać a nie jak :) ) Chłopaki odłączyli alternator i na panelu słonecznym niejako jechaliśmy dalej juz bez przeszkód. Za to mechanik z Polski twierdził ze napinacz ;)
368
Załącznik 272847
369
Załącznik 272846
370
Załącznik 272845
371
Załącznik 272844
372
Załącznik 272843
373
Załącznik 272849
374
Załącznik 272848
375
Załącznik 272851
376
Załącznik 272852
377
Załącznik 272853
378
Załącznik 272850
I tym sposobem dotarliśmy do Bureh Beach w Sierra Leona jakieś kilkadziesiąt km od mety we Freetown. Kamping był centralnie na plaży, ocean ciepły, mnóstwo ludzi dookoła, zabawa, swietowanei i tak dalej.
379
Załącznik 272855
380
Załącznik 272857
381
Załącznik 272858
382
Załącznik 272859
383
Załącznik 272854
384
Załącznik 272856
No to ostatni wpis w tym wątku. Wyszło chyba całkiem nieźle i sam się nie spodziewałem ile zdjęć przejdzie przez moją wewnętrzną subiektywną ocenę, żeby je tutaj wstawić.
Rano jakoś się pozbieraliśmy z jednym przykrym incydentem, załodze dwa samochody obok okradli auto (pieniadze, paszporty, narzędzia) i był taki niesmak trochę szczególnie pod kątem policji, która pilnowała obozowiska bo im się nie chciało podejść nawet do samochodu. Ot Afryka.
385
Załącznik 272882
386
Załącznik 272874
387
Załącznik 272873
Ostatni odcinek do przejazd w karawanie z Bureh Beach do mety we Freetown - i zajeło to nam z 6 godzin jak nie więcej. Głównie dlatego, że każdy na mecie chciał się obfotografować i to zajmowało mnóstwo czasu.
388
Załącznik 272875
389
Załącznik 272877
390
Załącznik 272876
391
Załącznik 272878
Korek rajdu przed metą .... kilka godzin podjazdu :)
392
Załącznik 272879
393
Załącznik 272880
A tu nasi zbawcy z Vitarki - na samym końcu padła im pompa paliwa, myśmy ich pchali a oni naprawiali auto. Zawzięli się i powiedzieli, że muszą przejechać na kołach i coś tam przez kilka godzin grzebali, powiedzieli, że spieli na krótko czyli omineli jakoś pompę i przejechali
394
Załącznik 272881
Koniec :)
395
Załącznik 272883
Samo Freetown jakby to powiedzieć nie zachęcało do zwiedzania - tam kompletnie nic nie ma. To takie najbardziej treściwe moje wrażenie.
396
Załącznik 272888
397
Załącznik 272887
Bardzo popularna w Afryce forma utylizacji odpadów.
398
Załącznik 272886
399
Załącznik 272885
400
Załącznik 272884
Bardzo ciekawa relacja szczególnie że z rejonów w które turyści rzadko docierają. Pozostaje podziękować i pogratulować odwagi której na pewno mnóstwa wymagało wybranie się na taką trasę.
Jak się zgłaszałem na wyjazd to za bardzo nie wiedziałem na co się piszę ;). Ja lubię podróżować a pustynia i Mauretania to było jedno z moich podróżniczych marzeń. I faktycznie ta pustynia mnie urzekła. Reszta Afryki to jakby tak przy okazji i dla mnie zachodnia Afryka nie zachęca do powrotu. Z tym, że już się zapisałem na kolejna edycje rajdu w 2028 głównie dla pustyni i klimatu ale wiem, że jeżeli już się uda wystartować ponownie to będzie to wariant mieszany tj z mniejszą ilością off-roadu.
Ładna i ciekawa relacja, zawsze mi się podobało jak kolorów poubierane są Afrykanki i jakie mają różnorodne fryzurki.
Było so oglądać i podziwiać :)
Obejrzałem wątek z zainteresowaniem i tylko utwierdziłem się w przekonaniu, że na pewno, nie chciałbym tam pojechać. Znakomita większość Afryki, jest niestety trzecim światem. Mamy naprawdę szczęście, że żyjemy w Europie, która co by nie mówić, jest świetnym miejscem do życia.
Faktycznie jest i cywilizacja (taka dla nas z kartami działającymi na stacjach) kończy się w Maroku. Z tym, że świat jaki tam jest już nie jest dziki ale po prostu egzotyczny. Mnie Afryka zafascynowała i zapisałem się już na kolejny wyjazd ale to dopiero w następnym roku i w w zupełnie inne strony. Jak się uda to będzie pewnie tu kolejny mój wątek :)