Witajcie ponownie :)
Świetne foto i relacja jak zwykle bardzo interesująca.
Pozdrawiam i czekam na cd.
Printable View
Witajcie ponownie :)
Świetne foto i relacja jak zwykle bardzo interesująca.
Pozdrawiam i czekam na cd.
Ło jak fajnie, Muminki znowu nadają ;)
Ha, cieszymy się (z Marysią) że znowu nadajesz. Cudownie się to czyta i ogląda :)
Też się cieszę, że relacja jeszcze trwa :)
i jesteśmy 500 km dalej. wy zrobiliście je w 11 godz. my w jedną chwilkę:mrgreen:
Z przyjemnością obejrzałem kolejną część i znów czekam na więcej. WIĘCEEEJ !!!
Świetnie się ogląda. Twoje zdjęcia są takie................... bardzo prawdziwe....... Pozdrawiam :-)
Dziękuję.
Większość Khmerów zakłada maseczki i rękawiczki, by chronić się przed słońcem, opalenizna źle się kojarzy, zwłaszcza w mieście. Ludzie mocno opaleni to "wieśniacy". Jak już znajdziemy w większym mieście sklep kosmetyczny, to nie kupimy samoopalaczy, sprzedawane są wyłącznie kremy wybielające. Tylko nieliczni zakładają maseczki, by chronić się przed wszechobecnym pyłem, częściej zakrywają twarz, żeby nie było widać koloru skóry.
Z kolejnej, niebawem.
Przez miasto przepływa rzeka Sangker z licznymi mniejszymi dopływami, utrudnia to w pewnym stopniu komunikację.
Chcąc przedostać się na drugą stronę rzeki, korzystamy z wodnych taksówek.
767.
Rzeka w porze suchej nie robi na nas wrażenia.
Do niedawna był tutaj tylko jeden most, tubylcy nazywają go San Francisco Bridge.
768.
W samo południe ruch jest niewielki, ale chwilami ciężko było przedostać się na drugi brzeg. Jeżdżą po nim obładowane skutery, rowerzyści i przepędzane jest bydło.
Dzieci powracające ze szkoły.
769.
Do niektórych nabrzeżnych domostw można dostać się tylko łodzią, następnie po drabinach. Poziom rzeki zmienia się gwałtownie, w zależności od opadów, dlatego nikt nie buduje tutaj solidnych konstrukcji.
Wczesny ranek, w rzece można dostrzec ludzi podczas toalety porannej.
770.
Ziemia na brzegu jest bardzo żyzna.
W miarę jak opada poziom wody, na nowo odsłoniętym terenie wysiewane są warzywa. Widać, że na poletkach wyżej położonych rośliny są większe. W porozwieszanych sieciach przechowywane są świeżo złowione ryby.
771.
W licznych sadzawkach, gdzie woda jest bardziej klarowna najczęściej spotykanymi roślinami są lotosy i grzybienie.
772.
773.
Rzeka obfituje w ryby.
Do połowu tubylcy używają wyłącznie sieci.
774.
Sieci na całym obwodzie obciążone są łańcuchem, dzięki temu sprytnie się rozkładają po zarzuceniu.
775.
Woda zawsze ma taką przejrzystość, po obfitych opadach deszczu zmienia się tylko kolor, na bardziej pomarańczowy.
776.
cdn.
ta woda to taka mętna jak u nas przy powodzi...
Wreszcie :) doczekałem się kontynuacji niezmiernie ciekawego wątku. Zdjęcia z zarzucaniem sieci najbardziej :)
Bardzo ciekawie się ogląda. Zdjęcia z siecią też uważam, iż są najlepsze.
Wyjątkowo mnie poruszyła ostatnia część. Pięknie przedstawiłeś życie tam.
świetne kadry z sieciami i generalnie cała opowieść bardzo ciekawa, zazdroszczę doznań :) pzdr
Super foto i kadry znakomite. Szczególnie te dwa pierwsze z połowu siecią.
Pozdrawiam Was Muminki serdecznie :)
Super, że znowu nadajesz i to świetnie jak wcześniej, a San Francisco Bridge prawie jak Golden Gate Bridge :mrgreen:
Świetna relacja, świetne zdjęcia, Pozdrawiam....
Fotka przewoźnika oczekującego robi wrażenie. Jest szczera, bez ogródek, ozdóbek, akompaniujących chórków, forszlagów i trąbek. Po prostu - taki los.
Pzdr, TJ
Dziękuję.
W mieście działa kilka targowisk, znajdziemy je na obrzeżach i w samym centrum Battambang.
Odwiedzamy większość z nich, przy okazji poznajemy okolicę.
Jesteśmy w pewnym sensie atrakcją dla tubylców.
777.
Grudzień to pora zbioru między innymi papryki, w tym czasie jest szczególnie aromatyczna.
Suszy się ją na słońcu, jest to najostrzejsza odmiana uprawiana w tym kraju, bardzo popularna w khmerskiej kuchni.
Stojąc nawet kilka metrów dalej, piekły nas oczy i nos, kobieta mieszająca paprykę jest z pewnością uodporniona na jej działanie, chociaż stosując proste narzędzie, unikała kontaktu ze skórą.
778.
Do posiłku dostajemy najczęściej jedną sztukę.
779.
Przy drodze spotkamy sprzedawców, coraz bardziej popularnych, napojów gazowanych. Nie kupimy ich razem z butelką, zawsze przelewane są do foliowych woreczków i wypijane przez słomkę. Taki woreczek jest bardzo wygodny, wszyscy wieszają go na kierownicy.
780.
Zaraz obok kupimy chrupiace przekąski. Te są najsmaczniejsze, od góry konik polny, następnie poczwarka jedwabnika morwowego i świerszcz. Wszystko bezpieczne, smażone na głębokim oleju.
781.
W końcu trafiamy na targowisko.
Pierwsze co mnie zainteresowało, to gofrownica. Wkłada się ją do piecyka opalanego węglem drzewnym. Gotowe gofry nie przypominają w smaku tych, jakie znamy.
782.
Pierwsze odwiedzamy stoiska owocowe, trzeba się posilić. Takie pojedyncze stoiska z dużą ilością różnych owoców są rzadkością.
Najsmaczniejsze i jednocześnie najdroższe są mangostany, kilogram kosztuje 3$, trzeba je zjeść w tym samym dniu, ponieważ bardzo szybko się psują. Na zdjęciu, to te brązowe, jeszcze nierozpakowane w workach i po lewej stronie na straganie. Są soczyste, słodkie i bardzo aromatyczne.
783.
Większe targowiska często podzielone są na działy: rybne, mięsne, warzywne itd.
Dział rybny.
Czynny bardzo krótko, ryby sprzedają się dosłownie w dwie godziny, podobnie jak inne mięsa. Wszyscy starają się zrobić zakupy jeszcze przed upałem.
784.
Ryby najczęściej rozbierane są na miejscu.
785.
Wiele gatunków drobnych ryb możemy spotkać w naszych akwariach, np. długonosy cierniste.
786.
Bardzo ceniony jest węgorz.
787.
Z większych gatunków surowych ryb, robiona jest pasta. W postaci małych kulek, znajdziemy ją w wielu rodzajach zup.
Liście lotosu służą jako opakowanie.
788.
Ta sama pasta robiona jest na wiele sposobów z różnymi przyprawami.
789.
Bardzo popularne są ryby suszone na słońcu. Sprasowane i w ten sposób zapakowane, mogą leżeć nawet kilka miesięcy.
790.
Solone z nalotem pleśni i kiszone w różnych zalewach mają bardzo intensywny zapach, niekoniecznie przyjemny.
791.
cdn.
Świetne zdjęcia i ciekawe komentarze. Przyjemnie się ogląda.
Kolejna dawka Kambodży pochłonięta. Dodam że z przyjemnością i radością,
Tematy kulinarne z bardziej egzotycznych miejsc zawsze intrygują, chociażby przez fakt spożywania czegoś, na co my byśmy nigdy nie spojrzeli.
Tak patrzę na te stoiska gdzie oprawiają ryby. Wygląda jakby na jakichś matach lub płachtach mieli je rozłożone. Ciekawe czy to po to by po zakończeniu sprzedaży sprzątnąć po sobie, czy nie przejmują się tymi odpadkami. Niedaleko mnie jest targowisko i nasi europejscy sprzedawcy zostawiają po sobie syf, dopiero później jakaś ekipa przychodzi pozbierać kartony, papiery, woreczki, zgniłe owoce itp.
Dzięki za kolejną wspaniałą relację. Pozdrawiam Was serdecznie :) do zobaczenia
Świetne foto i relacja.
Dzięki.
Pozdrawiam.
Część kulinarna - malina!
Dzięki, że kontynuujesz ten arcyciekawy wątek!
Buszowanie na tych stronach i to wielokrotne sprawia mi i moim wnukom wielką frajdę.
Cieplutko Was pozdrawiam.
Dziękuję i również pozdrawiam.
Targowisko, to nie tylko ryby, chociaż te są najtańsze. Na wielu stoiskach znajdziemy bardziej egzotyczne towary.
Zabijane przez odcięcie głowy i patroszone na miejscu żaby.
792.
Za niższą cenę kupimy "mniej świeże", bo wcześniej oskórowane i powiązane trawą po kilka sztuk.
793.
Dużym wzięciem cieszą się przepiórki, smażone na głębokim tłuszczu zjadane są w całości.
794.
Czapla to pospolity ptak w polu i na stole.
795.
Żółwie cenione są w khmerskiej kuchni, jest to stosunkowo drogie mięso.
796.
I oczywiście dorodne węże
797.
oskórowane z odciętymi głowami.
798.
I jeszcze raz czaple, zawsze na ich widok zastanawiałem się, co jest w ich smaku, że opłaca się je zabijać dla garstki mięsa. Niestety nie dowiedziałem się tego od tubylców.
799.
Zadaszoną halą targową mogą się poszczycić tylko duże miasta, w takich miejscach znajduje się jadłodajnia i sprzedawane jest mięso.
800.
Wieprzowina to mięso dla bogatszych mieszkańców.
801.
Po rybach najpopularniejszy jest drób, wciąż hodowany na wolnym wybiegu.
802.
cdn.
Gratulacje Muminku :)
ryby najtańsze powiadasz :D
byłabym w 7 niebie zatem - ciekawe tylko jak długo :)
relacja jak zwykle ciekawa - chyba żółwie najbardziej przypadły mi do gustu - może dlatego że towar jeden z droższych ;)
czytam, oglądam, choć coraz bardziej czekam na fotorelację jaką pokazałeś na zlocie :)
Taki odruch - czapli i żółwi mi szkoda. Świetna relacja :wink:
hmmm, muszę powiedzieć że menu cokolwiek oryginalne, higiena śladowa, jak oni żyją? odporniejsi jakoś bardziej od europejczyków?
Re-we-la-cja!
Niemniej, jak oglądam składniki tamtejszej kuchni, to z mięs bym jadał tam tylko owoce i warzywa.
Co kraj - to obyczaj :)
Ale foto fajowe.
Dziękuję za relację i pozdrawiam.
Fascynujące te kulinarne opowieści, chociaż tym razem dość drastyczne. Tak sobie pomyślałam, że przed zjedzeniem żółwia to bym miała opory...