Szklana flaszka po pepsi :) Już zapomniałem że takie były
Wersja do druku
Szklana flaszka po pepsi :) Już zapomniałem że takie były
523...napakowany prawie jak "maluch"... świetne foty
pozdrawiam
Cudownie pokazujesz ten zupełnie inny świat. Świetnie dobierasz zdjęcia, żeby opowieść była całością. Nie sposób się oderwać od Twojej relacji. :D
Dziękuję.
Okolica Kratie to tereny rolnicze z bardzo żyzną glebą. Interesowało nas, jaka jest tutaj cena ziemi, okazało się, że to koszt od 100 do 500 $ za 1 metr kwadratowy, dlatego nikogo nie stać na wykupienie swojej własności.
Trafiliśmy na plantację siewek ryżu. Pracowały tutaj wyłącznie dzieci. Młody ryż ma wyjątkowo jaskrawozielony kolor.
532.
Po chwili na plantacji pojawił się właściciel i zaczął nam tłumaczyć, że te dzieci nie pracują tutaj za darmo, są szczęśliwe, a za przepracowane godziny dostają pieniądze na szkołę. Pozostało nam tylko uwierzyć w jego słowa.
Po chwili zaczął rozdawać pieniądze dzieciom. Chłopiec po prawej stronie trzyma w dłoni zarobione riele.
533.
534.
Tak wyglądają zapęczkowane siewki ryżu, przygotowane do transportu.
535.
Pęczki należy mocno ścisnąć i założyć gumkę, którą dziewczynka ma na nadgarstku.
536.
Liście ryżu są bardzo ostre. Dzieci mają już tak zahartowane dłonie, że nie ma mowy o skaleczeniu.
537.
Staliśmy w cieniu pod domem. Dzieci były bardzo zainteresowane skąd przyjechaliśmy, słuchały naszych opowieści z uwagą i skupieniem. Chłopiec pośrodku ma na nodze tylko jeden klapek, jest to bardzo częsty widok.
538.
Większość domów w okolicy stawiana jest na wysokich słupach, przy obfitych opadach deszczu Mekong często wylewa i jest to doskonała ochrona przed zalaniem dobytku.
539.
W większości domów nie ma prądu. Jeżeli gdzieś nocą świeci się światło, to jest to najczęściej jedna żarówka energooszczędna zasilana akumulatorem samochodowym.
W większych wioskach spotkamy dom z agregatem prądotwórczym, jest to zazwyczaj miejsce, gdzie wszyscy przynoszą akumulatory do naładowania.
W takim jednopokojowym domu mieszka cała rodzina.
540.
Tutaj powstaje nowy dom.
541.
Jeśli mamy żyzną ziemię, to w okolicy spotkamy plantacje pomelo (pomarańczy olbrzymiej) i innych cytrusów.
542.
Za około 5 kilogramów tych owoców kobieta chciała zaledwie 1$. Owoce po zerwaniu leżą jeszcze przez kilka dni na słońcu aby dojrzeć.
543.
cdn.
ich stragany warzywne zawsze będą na mnie robić wrażenie
świńskie mordy ;) też niczego sobie... :)
a ostatnia wrzuta kapitalna :)
535 i tradycyjnie dzieciaki (534, 536, 537) mocno wpadają w oko :)
a to ich skupienie na 538 - cudne..
Pomelo smaczniejsze od naszych marketowych?
Ciężkie życie mają Ci ludzie. Człowiek jak obejrzy taką fotorelację, zaczyna doceniać to, co ma :-)
A masz wątpliwości co do tego? Ja miałem okazję jeść figi i pomarańcze zerwane prosto z drzewa (nie, nie u nas :) ) i zdziwiłem się, że one mogą tak smakować. To co my kupujemy jest namiastką tych owoców.
Ciekawi mnie czy to Wasze pojawienie się i zdjęcia spowodowały opisaną reakcję właściciela plantacji ryżu. Chcę wierzyć, że mówił prawdę, a rozdawanie pieniędzy nie było na pokaz przed obiektywem.
Po powrocie do kraju specjalnie kupiłem kilka sztuk w różnych marketach, by przypomnieć sobie ten kambodżański smak. Niestety, aromat, soczystość i słodycz to tylko ułamek tego co tam smakowaliśmy.
Jest tak jak napisał Romek, do tego na wszystko starcza im czasu.
Pozdrawiam
---------- Post dodany o 09:55 ---------- Poprzedni post był o 09:51 ----------
Tak, nasza wizyta spowodowała taką reakcję właściciela. Co do wynagrodzenia, trzeba być dobrej myśli....
Bardzo przyjemnie się czyta i ogląda Twoją relację, dziękuję i pozdrawiam.
Piękna ta Wasza relacja z tak egzotycznego miejsca.
Dzięki za świetne foto i super opowieść.
Pozdrowienia Muminki.
Pastelowy obrazek na 523. - niesamowity :)
Świnki uśmiechnięte, chyba im było dobrze na tym łez padole.
Najbardziej przyciągają mnie zdjęcia dzieci - obserwowanie ich codzienności - szkoła, zabawy... Mam nadzieję że ten gościu na polu ryżowym nie zrobił pokazówki specjalnie dla Was, i że dzieci nie dostały pieniędzy po raz pierwszy, a do tej pory pracowały za lizaka...
Pod tym kątem masz racje. Pewno jedzenie też mają zdrowsze. Sam kilka lat temu byłem na Białorusi i wiem, i pamiętam jaka jest różnica w plackach ziemniaczanych, czy zwykłych ogórkach z przydomowego ogródka, a jedzeniem skażonym chemią, ale chodzenie w jednym klapku, o czymś jednak świadczy, poza tym dzieci powinny się bawić, albo uczyć, a nie pracować, no i nie wiem czy chciałbyś Romku mieć w swoim domu dach kryty tylko trzciną jak na zdj. 539 w porze monsunowej?
Ogólnie jak patrzę na te zdjęcia to tam bieda panuje. Co może i pewno nie przeszkadza tym ludziom czuć się szczęśliwymi. Często im mniej masz, tym więcej możesz dać z siebie :-)
Farensbach - w Kambodży pewnie jest podobnie jak w Tajlandii choć ta ostatnia na pewno bogatsza ale też są bardzo ubogie rejony jak na przykład Isaan. Ludzie wydają się szczęśliwsi, bardziej otwarci choć to mogą być pozory bo pieniądz to król, a i rasistami są większymi niż my. Ja z przyjemnością zamieniłbym nasz kochany kraj na taką Tajlandię lub Kambodżę. No może wolałbym mieszkać w Bangkoku lub Phnom Penh i w jakimś fajnym apartamencie aniżeli w tych krytych trzciną chałupkach ;-) Tam się wszystko bardzo szybko zmienia więc za kilkanaście lat relacja Muminka może być rarytasem i odnośnikiem do tego co było a co jest.
Czekaj, mój dom nie stoi w strefie monsunowej więc pytanie bez sensu. Czy tam chciałbym mieszkać w domu krytym strzechą? Oczywście bo w tej konkretnej strefie klimatycznej daje najlepszy efekt w czasie upałów i monsunów. Nie powiesz mi że leje się tam komuś na głowę bo nie stać go na papę :)
Pięknie ogląda się fotorelacje. Pozdrawiam.
Bardzo się cieszę, że wątek nadal się podoba i dziękuję za odwiedziny.
Też mamy taką nadzieję. W całej Kambodży widać, że dzieci pracują na roli, na łodziach, ale najczęściej są to całe rodziny. W tym miejscu po raz pierwszy widzieliśmy tyle dzieci pracujących na jednym polu, bez rodziców.
Jedzenie w większości wytwarzają czy zdobywają sami, jeżeli gdzieś znajdziemy jakiś produkt spożywczy w opakowaniu to najczęściej jest to wyprodukowane w Tajlandii, Wietnamie i Chinach.
Do produkcji żywności można mieć wiele zastrzeżeń. Jest to biedny kraj, rolnicy stosują coraz więcej pestycydów (one muszą być tanie) więc to co jest wycofane z UE trafia często na biedniejszy rynek. Nawet ryż jest opryskiwany na szkodniki i chwasty, zabiegi wykonywane są bez zabezpieczeń. Przy takim stopniu edukacji nie ma możliwości, by środki chemiczne były stosowane zgodnie z instrukcją, z nawożeniem nawozami sztucznymi jest podobnie. Woda również jest coraz bardziej zanieczyszczona, najbezpieczniejsza jest deszczówka i woda ze studni głębinowych, które budują różne fundacje. Właściwie to najzdrowsze jedzenie pochodzi z dżungli i morza.
Tak samo przeliczałem to na miejscu, to są dane które uzyskałem z rozmowy z Khmerem, który dobrze znał angielski. Co do ceny to była oczywista, ponieważ w liczebnikach i dolarach nigdy się nie mylą (no może wyjątkiem są kantory), natomiast o jednostkę powierzchni pytałem pięć razy, łacznie z rysowaniem na ziemi kwadratu o powierzchni jednego metra. Oczywiście mógł kłamać, tylko w jakim celu?
W wielu miastach widzieliśmy budowane nowe hoteliki, bo nie były to wielkie budowle, najczęściej były to inwestycje Chińczyków, wewnątrz wisiały wyłącznie chińskie flagi, na wybrzeżu większość inwestycji jest w rękach Rosjan. To daje do myślenia. Domy które stawiają Khmerowie powstają na państwowej ziemi, nie mają do niej aktów własności. Pol Pot zniszczył wszystkie akty własności, aktualnie jest to poważny problem, ale tylko dla zwykłych mieszkańców, władza może robić z ziemią co zechce.
Pozdrawiam
Jadąc dalej napotkaliśmy dziwnie wyglądający budynek, była to opalana drewnem suszarnia liści tytoniu. Tytoń to bardzo cenny produkt, o tej porze roku liście były już zebrane i przetworzone.
544.
Skuter to najpewniejszy środek transportu w tym miejscu.
555.
Po okolicy rozsiane są pagody, trafiliśmy na jedną z nich.
556.
Tuż obok stoją jednoosobowe cele, w których mieszkają mnisi.
557.
558.
i stołówka.
559.
Na ścianach z tyłu budynku widniały rysunki.
560.
Opuszczamy to święte miejsce.
561.
Po tytoniu, kolejną używką jest alkohol, wysokoprocentowy bimber wytwarzany z ryżu.
Odwiedziliśmy niewielką gorzelnię, a to jej właścicielka. Przed hamakiem stoi wiązka trzciny cukrowej, jej sok z uwagi na dużą zawartość cukru jest ważnym składnikiem zacieru.
562.
Potrzebna jest też duża ilość wody, dlatego stoi tutaj dużo glinianych zbiorników, do których zbierana jest deszczówka.
563.
Kolejny składnik to ryż, składowany pod domem.
564.
Gorzelnia to miejsce gdzie powinien rozchodzić się charakterystyczny zapach zacieru, tego zapachu tutaj nie było, jego miejsce zastąpił smród środków chemicznych. Właściel opryskuje nimi ziarno, by zabezpieczyć je przed owadami i gryzoniami. Środek chemiczny nawet wisiał na filarze po prawej stronie, w normalnych warunkach powinien być stosowany wyłącznie na nasiona przeznaczone do wysiewu.
W takich zbiornikach przygotowuje się zacier.
565.
Nad paleniskiem umieszczony jest aparat destylacyjny.
566.
Wytworzony w takich warunkach bimber jest mętny i niesmaczny. Pół litra trunku można kupić za 1-2$.
cdn.
Gasimy papierosy, zapinamy pasy i jedziemy dalej :)
Niezła skala tej produkcji, nie to co nasza domowa stanowo-wojenna produkcja ;)
@557 przed drugim domkiem od lewej to gaśnica? taka prawdziwa?
Skuterek fajny, hameczek niezly no i komora...:-)
Korzystając z gościnności właścicielki bimbrowni zajrzałem do jej domu.
Właśnie gotował się obiad. Z pieca opalanego drewnem unosił się gęsty dym, khmerskie domy nie maja kominów, dym był dosłownie wszędzie. W wiszących koszykach nad kuchnią leżały przyprawy.
567.
Mieszkanie nie jest podzielone na pokoje.
To dalsza część kuchni, która po prawej stronie przechodzi w sypialnię. Po lewej stronie widać rower podłączony do prądnicy, która pozwala ładować akumulator zasilający żarówkę.
568.
A to już sypialnia.
Łóżko spotkamy w bogatszych domach. To było wykonane z drewna, materac zastąpiła twarda mata ryżowa.
569.
cdn.
---------- Post dodany o 21:47 ---------- Poprzedni post był o 21:42 ----------
Nie, to zwyczajny, zdobyczny pojemnik na wodę. W Kambodży nigdzie nie widziałem gaśnicy.
Pozdrawiam
fajny reportaż.
kurde, nadal po tylu odcinkach nie ma nudno, cieszy mnie to bardzo :)
nadal jest Moc :)
piłem już wódkę z ryżu - nie była rewelacyjna. ale był to trunek bardziej przemysłowy, dla turystów. Taki samogon co tu prezentujesz smakuje zupełnie inaczej, znaczy lepiej. Widać to po tej Pani w żółtym na hamaku (562):wink:
Za tak niesamowitą relację z doskonałymi zdjęciami, powinniśmy ufundować "Muminkom" nagrodę. :)
Bardzo mi się podoba :-)
Wciąż śledzę z ogromną ciekawością. Dziękuję za to co do tej pory zostało pokazane.
Dziekuję za miłe słowa. Dla mnie wystarczającą nagrodą jest to, że odzwiedzacie ten wątek.
Będąc w Kratie mamy okazję obserwować delfiny krótkogłowe.
W Mekongu, na odcinku prawie 200 kilometrów od Kratie w kierunku granicy z Laosem żyje ich około 90 sztuk. Podobno jest to największa rzeczna subpopulacja na świecie.
Te delfiny słodkowodne dorastają do 3 metrów długości, aktualnie są krytycznie zagrożone wyginięciem, ze względu na zanieczyszczenie wody.
570.
WWF pomógł opracować projekt ochrony tego gatunku, wydany został dekret królewski zakazujący między innymi używania przez rybaków tradycyjnych sieci, w których delfiny umierały.
Najlepszą porą by wypłynąć na obserwację tych zwierząt jest wczesny ranek lub wieczór, tuż przed zachodem słońca.
571.
Delfiny bardzo rzadko wypływają ponad powierzchnię wody.
572.
A tak bawią się dzieci, między śrubami łodzi motorowych.
573.
Po Mekongu pływa specjalna policja, która pilnuje miejscowych rybaków.
574.
Poziom wody bardzo często się zmienia w zależnosci od intensywności opadów deszczu. Gdy woda opada, błotnisty brzeg utrudnia dostanie się do łódki. Przejście kilkudziesięciu metrów po takim podłożu zajmuje tubylcom nawet godzinę.
575.
cdn.
Jadąc ponad 30 kilometrów na północ od Kratie dojedziemy do Sambor, znajduje się tutaj jedna z najwiekszych kambodżańskich świątyń Wat Sarsar Moy, jest to "Pagoda 100 Kolumn'.
576.
Świątynia była prawie całkowicie zniszczona przez reżim Pol Pota. Dawniej kolumny wykonane były z drewna, tylko te trzy ocalały.
577.
Jest tutaj kilka ołtarzy. Jeden na zewnątrz
578.
obok grobowców mnichów buddyjskich.
579.
Wewnątrz ołtarz główny, obok którego stale modlą się mnisi. Przychodzą tutaj mieszkańcy, składają ofiary prosząc o modlitwy w różnych intencjach.
580.
Po przeciwnej stronie znajduje się ołtarz poświęcony niedawno zmarłemu królowi, którego wszyscy Khmerowie bardzo kochają i czczą.
581.
Na ścianach wewnątrz świątyni namalowane są sceny z życia Buddy.
582.
Tak wygląda wizja piekła.
583.
Na zewnątrz stoją liczne posągi Buddy i tradycyjnie skarbonka na datki.
584.
585.
Przed świątynią stragany z ofiarami, które można składać na ołtarzu, są to przykładowo orzechy kokosowe przyozdobione kwiatami.
586.
Obok pagody stoi pozłacana stupa, jest to najprostsza buddyjska budowla sakralna.
587.
W pobliżu rosną przepiękne palmy.
588.
cdn.
Fajnie, że ten doświadczony kraj odżywa.
Jak widac religia jest wazna strona zycia mieszkancow. Swietne malowidla z zycia Buddy.
Ich wizja piekła jest dużo bardziej sielska od dantejskiej :)
Fajnie pooglądać i poczytać dalszą relację z Waszej wyprawy :)
Wrócę do delfinów. Jak przeczytałem, że to delfiny słodkowodne, to skojarzyłem z "inią" delfinem Amazonki / Orinoko.
Ciekawi mnie czy są jakieś powiązania hmmm genetyczne ? Południowo amerykańskie delfiny mają kolor od szarego po różowy.
Ale... ciekawa Twoja informacja, bo o słodkowodnych to tylko południowoamerykańskich słyszałem.
Dzięki :)
Obejrzałem foty i przeczytałem wszystkie opisy od strzała. Gratuluje fotek opisów ,oraz szacun za włożoną pracę .
ależ to wszystko kolorowe. 571 - pekny wieczór.