Plac przed świątynią jak Kalwaria przy odpuście - widać niezależnie od tego gdzie mieszkamy w co wierzymy, jesteśmy do siebie bardzo podobni , przepraszam tak mnie naszło po obejrzeniu tych 2 zdjęć.
Wersja do druku
Plac przed świątynią jak Kalwaria przy odpuście - widać niezależnie od tego gdzie mieszkamy w co wierzymy, jesteśmy do siebie bardzo podobni , przepraszam tak mnie naszło po obejrzeniu tych 2 zdjęć.
"Golden Temple"...jak hotel a nie świątynia...ale my tego nie zrozumiemy....
mysle, ze masz racje.... tak to niestety jest, ale ma to tez dobre strony. Czasami kicz jest takim wabikiem do pozniejszych glebszych przemyslen, interpretacji, czy wlasnego osadu.Cytat:
Plac przed świątynią jak Kalwaria przy odpuście - widać niezależnie od tego gdzie mieszkamy w co wierzymy, jesteśmy do siebie bardzo podobni , przepraszam tak mnie naszło po obejrzeniu tych 2 zdjęć.
Hmm.. pójście na ilość także uważam za bezmyślność, ale już np. zapalanie świeczek czy upiększanie miejsc kultu niekoniecznie. Są to elementy, które czasami dodają symboliki, pewnego znaczenia wyrazu.. Zapalanie świeczki na cmentarzu nie ma zastąpić modlitwy za osobę zmarłą jest pewną symboliką pamięci, życia, etc.., której wiele osób potrzebuje.
Mnie nie chodzi o kult i jego elementy, mam na myśli otoczkę handlowo-wytwórczo-obyczajową. Wydawało mi się, że to nasza specyfika , Twoja relacja uświadomiła mi ,że są to cechy ogólnoludzkie . Lankijczycy robią to po swojemu, mają inną wiarę ,ale wyrażają ja podobnie. I za uświadomienie mi tego, dziękuję.
Pozdrawiam AP.
Czasem nawet takie 'pójście na ilość' tworzy coś większego; dla przykładu znicze zapalane na Wszystkich Świętych nie tylko na grobach najbliższych, ale w masowych miejscach pamięci (wiem, niezręcznie to zabrzmiało) tworzące dywan różnokolorowego ognia o zmroku dają nastrój niepowtarzalny. Kolejni ludzie podchodzą, dokładają swoje światełko, przystają na chwilę. Niezależnie od motywów każdego z osobna tworzy się nastrój. O tym zresztą piszesz dalej ;-).
A tak przy okazji, dzięki za przybliżenie Cejlonu!
Zgadzam się w 100%. Z tą ilością to mi i zapewne APZ chodziło o te dziesiątki identycznych figur w świątyniach - a to nie wnosi ani nic do piękna zwiedzanego miejsca, ani do symboliki. Natomiast jeśli chodzi o taką inicjatywę, o której napisałeś to też tak uważam. Czasami jedna cegiełka sprawia, że ktoś dołoży drugą i trzecią i kolejna..
---------- Post dodany o 12:04 ---------- Poprzedni post był o 11:53 ----------
Dzień piąty naszej podróży był jednym z najciekawszych dni naszej podróży za sprawą dużej różnorodności wrażeń. Poza przeróżnymi sklepami z tradycyjnymi wyrobami ze Sri Lanki udało nam się odwiedzić najważniejszą dla Lankijczyków świątynię buddyjską - Świątynie Złotego Zęba. Ale po kolei...Wizyta u jubilera, czyli pięknie, z przepychem, dużą różnorodnością i ... dość drogo. Oczywiście na każdym kroku patrząc przez szybę na drogocenne świecidełka jesteśmy zapewniani, że to najlepszy gatunkowo wyrób na świecie, bo tylko na Sri Lance są takie kamienie, o takiej wartości, takiej wadze i... tak bez końca. Można się targować ale trzeba niestety zostawić trochę zdrowia. Panowie w sklepie niczym nie przypominają ludzi "spoza sklepu". Mają schludne czyste ubrania, we włosy wtarty żel, jednym słowem dystyngowane towarzystwo. W czasie rozmowy są dość uparci. W celu zbicia ceny za przykład pokazuję pierścionek mojej żony też z szafirem i z większą ilością diamencików - ba wszak to zaręczynowy podarek.. Ale jak się okazuje, pierścionek mojej żony nie może równać się z tym co oferują tamtejsi jubilerzy jako, że szafir zapewne jest oszukany, a diamenty nimi nie są :) No cóż - ot taki pomysł może niekoniecznie udany na zachęcenie klienta do kupna ich wyrobów..
https://forum.olympusclub.pl/konkurs...773_resize.jpg
https://forum.olympusclub.pl/konkurs...779_resize.jpg
---------- Post dodany o 12:16 ---------- Poprzedni post był o 12:04 ----------
Po wyjściu ze sklepu udało nam się trafić na przygotowania do wesela, które lada chwila miało się zacząć. Tak, w lankijskiej kulturze zaślubiny i wesela odbywają się dużo wcześniej niż u nas (najczęściej przed lub w południe - ale na to duuuży wpływ ma wróżba astrologa, o czym też Wam kiedyś napiszę). Uwagę zwraca piękny ubiór kobiet, których ciała przyozdobione jest szykownym sari.
https://forum.olympusclub.pl/konkurs...787_resize.jpg
https://forum.olympusclub.pl/konkurs...972_resize.jpg
Panowie zazwyczaj ubrani są w zwykły europejski garnitur, aczkolwiek czasami zdarza się, że przyodziewają typowy lankijski ubiór. Niestety ślubno - weselne klimaty tak wpłynęły na moją żonę, że i ona zechciała przywdziać podobne "fatałaszki". Okazją do tego było odwiedzenie sklepu, którego dwa piętra wypełnione były przeróżnego rodzajami sari.
Następnie udajemy się do klasztoru buddyjskiego. Poznajemy tam panujące obyczaje i zasady. Warto wiedzieć, że mnich buddyjski stanowi można rzec najwyższą klasę w społeczeństwie. Rodzice oddający swojego syna do zakonu są dumni, że przyniesie on honor rodzinie. U mnichów podobnie jak jest to w naszej religii występuje pewna hierarchia. Najniżej są w niej oczywiście chłopcy przyjmowani do zakonu (7-14 lat). Mnich którego spotkaliśmy opowiedział nam o tylko 8 przedmiotach, które mnich ma na własność. Odwiedziliśmy kaplicę, do której prowadzą niezwykle ciężki drzwi (trzeba się naprawdę nieźle nasilić by je otworzyć), zamykane "świętym" kluczem, który może być trzymany jedynie przez mężczyznę i to jeszcze przez odpowiednią szarfę.
to skupienie na twarzy....;-) ciekawe co myśli ??
to są wszystko działania "marketingowe" dla turysty to egzotyka a dla tubylca tandeta którą trzeba wcisnąć....
chociaż nie we wszystkich przypadkach....udział prawdziwie "ręcznej" roboty jest tam duży a to się ceni !!!
---------- Post dodany o 12:29 ---------- Poprzedni post był o 12:27 ----------
ciekawe fotki.....pozazdrościć...