PDA

Zobacz pełną wersję : Celownik do teleobiektywu - alternatywa do kolimatorowego



wyszomir
23.04.26, 15:03
Od ok. 2 lat oprócz makrofotografii stawonogów zaczęła mnie pasjonować fotografia ptaków - głównie tych drobnych, ruchliwych. Dużym problemem jest to że wiele z nich niemal nieustannie się przemieszcza i pozostaje w tym samym miejscu nie dłużej niż kilka sekund. Ze względu na rozmiary modeli trzeba używać długich ogniskowych i często problemem jest już samo wycelowanie - zanim znajdziemy ptaka w wizjerze celując w miejsce gdzie widzieliśmy go przed chwilą on już zdążył przelecieć lub przeskoczyć w inne miejsce. Szukając rozwiązania skoncentrowałem się na celownikach kolimatorowych - doświadczenia z nimi opisałem w innym wątku - https://forum.olympusclub.pl/threads/124280-Celownik-kolimatorowy-do-teleobiektywu
Kilkanaście dni temu natknąłem się na forum Dpreview na inne rozwiązanie - kawałek rurki przyklejony do osłony przeciwsłonecznej pełniącego rolę zbliżoną do muszki na końcu lufy karabinu - https://www.dpreview.com/forums/threads/improved-quick-sight-for-om1-150-600.4798652/
Działa to w ten sposób że po przyłożeniu prawego oka do wizjera aparatu celujemy tak abyśmy widzieli motyw lewym okiem przez przyklejoną do osłony rurkę celowniczą - jeżeli zobaczymy motyw wewnątrz rurki będziemy go również widzieć prawym okiem w wizjerze aparatu.
Postanowiłem spróbować zrealizować i przetestować podobne rozwiązanie. Skoncentrowałem się na obiektywie mZD 100-400 gdyż dla niego przydałoby coś lżejszego od celownika kolimatorowego - 150-600 już sam w sobie jest jak dla mnie zbyt ciężki do używania bez statywu a przy korzystaniu ze statywem zastosowany pzreze mnei celownik kolimatorowy zamocowany obok obiektywu sprawdza się znakomicie i nie odczuwam potrzeby szukania do tego obiektywu innego rozwiązania. Ważne dla mnie było aby dodatkowy celownik nie uniemożliwiał przenoszenia obiektywu w torbie lub pokrowcu - z tego względu odrzuciłem rozwiązanie z przyklejoną rurką. dodatkowym argumentem było to że chciałem uniknąć nieodwracalnych ingerencji w konstrukcję obiektywu lub osłony przeciwsłonecznej.
Początkowo myślałem o jakimś celowniku składanym na powierzchnię osłony na czas transportu, ale prostsze okazało się rozwiązanie z celownikiem zdejmowanym z osłony. Do skonstruowania mocowania wykorzystałem złącza z zepsutego kabla przedłużacza USB - gniazdo przymocowałem do osłony za pomocą opaski zaciskowej, do wtyku po wywierceniu w plastikowej jego części dwóch otworów wkładałem różne kółka celownicze wykonane z drutu stalowego o średnicy 1.6mm (dostępny w sklepach ogrodniczych). Po eksperymentalnym ustaleniu optymalnego miejsca mocowania na osłonie i rozmiaru kółka docelowe kółko zamocowałem do wtyku za pomocą Poxipolu zaś gniazdo przykleiłem do osłony przeciwsłonecznej za pomocą dwustronnej taśmy samoprzylepnej (takie połączenie da się w przyszłości rozłączyć bez pozostawienia śladów) i dodatkowo przymocowałem opaską zaciskową. Szczegóły konstrukcji pokazują załączone zdjęcia:

1.
273148

2.
273149

3.
273150

4.
273151

5.
273152

Po odłączeniu wtyku z kółkiem celowniczym nie ma problemów z wkładaniem obiektywu do torby lub pokrowca. Rozłączana konstrukcja umożliwia też wykonanie kilku różnych wymiennych kółek celowniczych - być może okaże się że dla różnych ogniskowych i odległości celowania optymalne rozmiary kółek będą różne.
Rozwiązanie z mocowaniem w złączu USB nie zapewnia idealnej powtarzalności położenia kółka celowniczego po zamocowaniu - luzy montażowe powodują że trzeba liczyć się z przesunięciami o ok 1, może nawet 2mm. Nie ma to jednak w/g mnie wielkiego znaczenia gdyż źródłem co najmniej porównywalnych albo i większych błędów celowania jest niepowtarzalne położenia lewego oka po przyłożeniu prawego do wizjera aparatu - nie potrafimy przykładać aparatu do oka zawsze w idealnie tak samej pozycji i za każdym razem odległość lewego oka od osi optycznej obiektywu zarówno w pionie jak i w poziomie jest nieco inna. Mimo spowodowanych powyższymi przyczynami błędów celowania pierwsze testy wskazują że taki celownik bardzo ułatwia szybkie wycelowanie w wybrany motyw. Celowanie jest wprawdzie wyraźnie mniej precyzyjne niż w przypadku celownika kolimatorowego ale jednak znacznie łatwiejsze niż celowanie przez wizjer bez żadnego wspomagania. Zalety natomiast to mniejsze rozmiary, ciężar i koszt urządzenia.
Sądzę że rozwiązanie taki będę stosował przy obiektywie 100-400, natomiast przy obiektywie 150-600 którego zazwyczaj używam ze statywem pozostanę przy celowniku kolimatorowym.

Bodzip
23.04.26, 18:39
Ciekawe, fajne, dobry opis. Wprawdzie ja mam tylko 300 mm (Sigma 150 + EC-20) - nie mniej, czasem szukam obiektu. Coś nowego, dłuższego - ze względu na wiek raczej już kupował nie będe :-P
Ale ... nieraz spotkałem się z problemem znalezienia obiektu macro - zwłaszcza nie używając wizjera, tylko ekranu. Bo czasem jest tak, że z wizjerem nijak się usadowić np. błoto - a z ekranu można dobre ujęcie uzyskać. No szukam i szukam, a w międzyczasie pająk już sobie poszedł.
Marku, jakaś dorada ?

wyszomir
23.04.26, 20:41
Ciekawe, fajne, dobry opis. Wprawdzie ja mam tylko 300 mm (Sigma 150 + EC-20) - nie mniej, czasem szukam obiektu. Coś nowego, dłuższego - ze względu na wiek raczej już kupował nie będe :-P


Czyli patent z tym kółkiem na końcu osłony przeciwsłonecznej jest w sam raz dla Ciebie - koszt znikomy, wzrost ciężaru nieistotny a celowanie ułatwia.



Ale ... nieraz spotkałem się z problemem znalezienia obiektu macro - zwłaszcza nie używając wizjera, tylko ekranu. Bo czasem jest tak, że z wizjerem nijak się usadowić np. błoto - a z ekranu można dobre ujęcie uzyskać. No szukam i szukam, a w międzyczasie pająk już sobie poszedł.
Marku, jakaś dorada ?

Tu dobrego patentu nie mam. Trochę łatwiej będzie jeśli będziesz odchylał ekran jedynie w pionie (czyli w przypadku odchylanych na bok ekraników odchylać zawsze o 180 stopni i potem w zależności od potrzeb obracać względem osi poziomej) i założysz na ekran lupkę w rodzaju tych jakie kiedyś były proponowane do kręcenia filmów za pomocą lustrzanek cyfrowych - uzyskasz wtedy odpowiednik odchylanego w pionie wizjera. Stosowałem takie rozwiązanie gdy fotografowałem aparatami Fuji - HS-10 oraz HS-30 i po pewnym przyzwyczajeniu ze znalezieniem motywu nie miałem problemu. Z tym, że tam ekran był odchylany jedynie w pionie - przy aparatach z możliwością odchylania w obu płaszczyznach dodatkowym utrudnieniem staje się odsunięcie ekranu w bok od osi optycznej obiektywu. Ale do tego też się można przyzwyczaić - mam tak z wizjerem w Panasonicu GX-8 który ze względu na odchylany wizjer był przez kilka lat moim ulubionym aparatem do makrofotografii. Zdjęcie HS-30 z dołączoną lupką w załączeniu:

273153

Trzeba tylko po założeniu lupki uważać na słońce - kiedyś w słoneczny dzień nosiłem Fuji HS-10 z założoną lupką i wypaliłem sobie dziury w ekraniku LCD.