• Zainspirowany Gruzją Jana_S o swojej Gruzji piszę.

    Witam Wszystkich serdecznie. Przez długie tygodnie biłem się z myślami, czy opisać swoją przedwakacyjną przygodę z Gruzją. W końcu uczynił to już znakomicie Jan_S (czym swoją drogą zachęcił mnie do odwiedzenia tego pięknego kraju), więc długo przeważała myśl, iż nie warto dublować tematu. W końcu jednak przełamałem się i zdecydowałem na opisanie 10 dni spędzonych w różnych zakątkach Gruzji. Być może nowi użytkownicy forum nie mieli okazji zapoznać się z relacją Jana_S (gorąco zachęcam) lub może przeczytanie mojej relacji zachęci kogoś, do wybrania Gruzji jako cel swojej kolejnej podróży. Zdjęcia, które zamieszczę na pewno nie należą do wybitnych niemniej mają dla mnie dużą wartość sentymentalną i być może ktoś z Was pomyśli - zrobiłbym to zdjęcie dużo lapiej, jadę tam! Postaram się by moja relacja nie była czysto przewodnikowym zbiorem informacji ale subiektywnym spojrzeniem na opisywany kraj oraz jego mieszkańców. Zamieszczę też kilka szczegółowych informacji (jak np. ceny, godziny przyjazdów odjazdów), które być może komuś pomogą w planowaniu wyjazdu.




    Rozmyślania o wylocie niejako zeszły się w czasie z publikacją przez Jana_S swojego materiału, a także zakupem tanich biletów lotniczych do Kutaisi przez mojego kolegę z pracy. Podkusiło mnie to do sprawdzenia ofert przewoźników lotniczych i wybrania dogodnego finansowo i kalendarzowo terminu do rozpoczęcia własnej przygody. Osobiście polecam Wizzair – mają chyba najlepszą ofertę. Na zwiedzanie Gruzji zabrałem mojego tatę, którego podobnie jak mnie wciąż coś od środka kusi, by jechać tam, gdzie go jeszcze nie było. Dopasowaliśmy dzień wylotu z dniem powrotu, tak by zmieścić się finansowo w założonej kwocie. 09-05-2014 wylot – 16.05.2014 powrót koszt biletu w dwie strony dla dwóch osób 766 zł. Zdecydowaliśmy się także na wykupienie normalnego bagażu (korzystaliśmy z dużego plecaka turystycznego) – 210 zł.



    Bilety już mamy, dlatego przyszedł czas na to co najprzyjemniejsze dla mnie czyli planowanie. Pojedziemy tu i tam, zobaczymy to, tamto też no i przecież jeszcze to. Jednym słowem musimy być wszędzie, wszystko zobaczyć i najlepiej sfotografować. Pierwsze zakupy – przewodniki. Nie ma ich na rynku wiele (aczkolwiek ostatnio zauważyłem całkiem nowe i bardzo ładne wydanie wydawnictwa Bezdroża). Osobiście wszedłem w posiadanie trzech: dwa zakupione przewodniki wydawnictwa Pascal opatrzone tym samym tytułem „Gruzja, Armenia i Azerbejdżan” a także został mi sprezentowany przez moją żonę przewodnik reportażowo kulturowy Gruzja I. Osobiście odradzam zakup zaprezentowanego na zdjęciu drugim z racji na fakt, iż w 95% zawiera słowo w słowo spisane informacje z przewodnika nr 3.
    Przewodniki przewodnikami ale prawdziwie bezcenne informacje można znaleźć na forum kaukaz.pl, dzięki któremu udało mi się naprawdę nieźle zaplanować podróż i uniknąć niemiłych niespodzianek na miejscu. Moim zdaniem nr jeden jeśli chodzi o skarbnicę informacji o Gruzji.
    Czytając kolejne strony przewodników i przeglądając kolejne wpisy użytkowników kaukaz.pl zapisywałem miejsca, które na pewno musimy zobaczyć. Kiedy przyszedł czas na rozplanowanie kiedy dokładnie gdzie jedziemy okazało się, że niestety zabrakło czasu na to, by wszystkie te miejsca zobaczyć. W dużej mierze problemem było zgranie ze sobą przyjazdów i odjazdów gruzińskiej komunikacji, która w niektóre rejony praktycznie nie dociera lub robi to tak rzadko, że często potrzeba nieźle się nakombinować, by stracić możliwie mało czasu na przejazd. Jakbym nie kombinował i nie rozpisywał zawsze brakowało dnia lub dwóch, by zobaczyć założone minimum. Cholera, być i nie zobaczyć Wardzii lub nie przejechać się Drogą Wojenną – tak po prostu nie można.
    Muszę napisać, że w rozwiązaniu tego problemu mieliśmy naprawdę dużo szczęścia. Kilka dni przed planowanym wylotem otrzymałem mail od Wizzair, że niestety ale wylot do Kutaisi zostanie opóźniony i w takim wypadku mogę skorzystać z jednego z trzech wyjść – zmiana lotu na inny o podobnym kilometrażu, zwrot wpłaconej kwoty + dodatek za zaistniała sytuację lub zmiana terminu lotu bez dodatkowych opłat. Oczywiście wybrałem ostatnią opcję wydłużając tym samym nasz pobyt o upragnione 2 dni , co pozwalało nam na zwiedzenie Gruzji w zadowalającym zakresie.
    Wylecieliśmy około 15:20 czasu Polskiego, by o 20:40 lądować już na lotnisku w Kutaisi. Lotnisko kameralne, jakby czekające tylko i wyłącznie na nas. Szybko przeszliśmy przez bramki graniczne przywitani przez celników ciepłym „Dzień dobry” i pożegnani „Życzymy miłego pobytu w Gruzji”. Już na starcie bardzo miłe zaskoczenie. Zgodnie z naszym planem jeszcze tego samego dnia chcieliśmy się dostać do Tblisi – gruzińskiej stolicy, gdzie mieliśmy zaplanowanych kilka noclegów. Nie było to trudne ponieważ tuż po przekroczeniu bramek celnych znajdowało się dobrze widoczne stoisko, przy którym można było zakupić bilety na bus do Tblisi – obsługa w języku polskim J. Bilecik taki w przeliczeniu na PLN kosztuje ok. 25 zł. Nie trzeba się specjalnie spieszyć – zanim dokonaliśmy zakupu zdążyliśmy jeszcze wymienić walutę oraz odwiedzić lotniskowe toalety.
    Do busa stojącego tuż przy wyjściu z lotniska szliśmy w pośpiechu, ponieważ Gruzja przywitała nas ciepłym deszczem. Oby tylko dzisiaj padalo pomyśleliśmy mając na uwadze fakt, że podróżujemy w maju czyli stosunkowo deszczowym miesiącu. Zanim ruszyliśmy upłynęło jakieś 30 min, w czasie których kierowca wypełnij wszystkie wolne miejsca w samochodzie i załadował, a raczej upchał bagaże wszystkich podróżnych. Jedziemy. Jest wygodnie, wszak do mercedes ale jakiś taki trochę inny.. sufit i podłoga w stylu retro z jakimiś drewnianymi z lekka kiczowatymi wstawkami a pomiędzy nimi niebieskie aż rażące po oczach diody. Po chwili z głośników daje się słyszeć rosyjskie disco. Jesteśmy w Gruzji, teraz już to czujemy.
    W czasie przejazdu do Tblisi nagle kierowca zbacza z wyznaczonego kursu i zajeżdża do knajpy znajdującej się w leżącej niedaleko trasy wiosce. Przerwa na posiłek, napitek i zregenerowanie sił. Cierpliwie czekamy na parkingu zapoznając się z innymi kompanami tej nocnej podróży. Udało nam się poznać Olę oraz jej mamę. Ola spędziła w Gruzji ponad rok, miała tu studiować ale niestety zamknięto jej kierunek. Nie chciała tak po prostu wracać do Polski, dlatego została na dłużej, w końcu dorabiając jako przewodnik do Tblisi. Wymieniamy się informacjami o swoich planach na podbój Gruzji i udaje nam się umówić na wspólny dzień w stolicy, a także na podróż w do Dawid Garedża. Wchodzimy do środka knajpki, która okazuje się istną lokalną speluną aby zakupić coś do picia. Dobrze, że woda jest butelkowana, bo chyba nie zdecydowalibyśmy się jej pić w innej postaci. Kierowca zjadł, napił się oraz porozmawiał z innymi Gruzinami. Czas w drogę, wsiadać, nic nie gadać jedziemy do Tblisi. Do Tblisi dojeżdżamy późno. Jest już po północy. Wysiadamy gdzieś w centrum. Jest pięknie. Niemal każdy budynek oświetlony, wszędzie jasno, czysto, jesteśmy mile zaskoczeni. Mam przy sobie wydruki maili, które wysyłał do mnie syn człowieka, od którego wynajęliśmy mieszkanie na pobyt w stolicy. Zatrzymujemy taksówkę i próbujemy przeczytać nazwę ulicy możliwie wyraźnie, tak by kierowca nocnej taryfy wiedział jak jechać. Wymownie kiwa głową, więc uznajemy, że wie jak jechać. Nie wiedział, ale krążył stosunkowo niedaleko od naszej finalnej destynacji. Nagle dzwoni mój telefon. To numer właściciela kwatery. W aparacie rosyjskie sentencje. Cholera, a było uczyć się rosyjskiego zamiast angielskiego. Daję telefon tacie, wszak to człowiek PRL. Trochę kaleczy, coś tam duka, próbuje się dogadać, ale łatwo nie jest. Drugie połączenie i trzecie a my nadal krążymy. W końcu kierowca wyciąga rękę, by przejąć od nas komórkę i samemu rozprawić się z wynajmującym nam mieszkanie mieszkanie człowiekiem. Podjeżdżamy pod kościół. To tutaj? Hmm… Na kartce mam napisaną polską wymowę gruzińskich szlaczków z nazwą ulicy. Bełkoczę, więc nieudolnie ową nazwę do kierowcy, ten kiwnięciem głowy daje znak, że to tu, n oto wysiadamy.. Hola, hola. Kierowca daje znak by poczekać. Nie wypada zrobić inaczej więc czekamy. Nagle ukazuje się Pan z wąsami, którego widziałem już w portalu airbnb.pl. Jest właściciel naszego stołecznego mieszkania. Macha ręką byśmy szli za nim. Blok dziwny jedno piętro zamieszkane, jedno opuszczone jeszcze inne jakby w rozsypce, ale mieszkanie jak na zdjęciach – bardzo ok. Dwa pokoje ładna łazienka, kuchnia i cena 90 zł od naszej dwójki. Jest ok, no może poza tym, że z okna naszego 5 piętra mamy piękną panoramę na.. cmentarz. Po długiej podróży wreszcie chwila odpoczynku. STOP. Nie ma odpoczynku, bo właśnie o 2 w nocy właściciel mieszkania rozpoczyna wykład o wszystkich sprzętach domowych, ulicach miasta i generalnie całej Gruzji. Każe dokładnie notować na kartce to co mówi, co jakiś czas sprawdzając nas poprzez odpytanie. Jesteśmy padnięci, ale jest śmiesznie. O 4 nad ranem kończy wykład i wychodzi na odchodne serwując nam miły prezent w postaci zaproszenia na przejażdżkę do Mcchety – jednego z najstarszych miast Gruzji, położonego w niedalekiej odległości od Tblisi. Dziękujemy, jesteśmy zadowoleni. A o której godzinie, tata zapytuje niezgrabnie po rosyjsku? 10 rano, bądźcie gotowi, odpowiada gospodarz i zamyka za sobą drzwi. No to rozpoczęło się gruzińskie wariactwo.. (oczywiście w pozytywnym tego słowa znaczeniu).

    Od następnego postu zamieszczam zdjęcia, więc relacja będzie ciekawsza i może kogoś zainteresuje
    Ten artykuł powstał na podstawie tematu: Zainspirowany Gruzją Jana_S o swojej Gruzji piszę. rozpoczęty przez osiem1984 Zobacz oryginalny wpis
    Komentarze 97 Komentarze
    1. Awatar Strzelec
      Strzelec -
      Ciekawa relacja, interesujące zdjęcia. Czytam, oglądam i podziwiam
    1. Awatar witia
      witia -
      Fajne foto i relacja interesująca.
      Będę zaglądał.
      A wyprawy i tak zazdroszczę.
      Pozdrawiam.
    1. Awatar osiem1984
      osiem1984 -
      Kontynuując spacer z poprzedniego wątku, pozwolę sobie zamieścić kilka zdjęć.


      Krzywy zegar, o pełnych godzinach mini - przedstawienia z laleczkami w rolach głównych i sympatyczną muzyką



      Futurystyczny most pokoju





      Sklep z dywanami





      Sklep z dywanami nr 2


      Podziemny pasaż handlowy z winami, biżuterią i regionalnymi specjałami




      Grzybki - Jan_S dokładnie wytłumaczył w swoim wątku



      Po kilkugodzinnej wędrówce poczuliśmy głód. Nasza „mordownia” jest zbyt daleko, by się do niej udać, poza tym trzeba spróbować czegoś nowego, gdzie indziej, może w większym luksusie, a ponieważ akurat znajdowaliśmy się w uliczce pełnej restauracyjek, w której klientela to przeważnie turyści z Niemiec i Wielkiej Brytanii, to czemu nie zamówić czegoś właśnie tutaj. Wybieramy lokal, siadamy przy stoliku na zewnątrz aby pogapić się na przechodniów. Nie musimy podchodzić do garmażeryjnej lady aby na migi wskazać, na co mamy ochotę, bo już po chwili stoi przed nami anorektycznie wyglądający kelner, płynnie English speaking i pyta, co podać. Zamawiamy chinkali, szaszłyki, piwko i dziękujemy.





      Na talerzach pierożki chnkali




      W Gruzji, gdziekolwiek nie będziecie, zawsze warto zamówić pierożki chinkali. To takie dwu-trzykrotnie większe od naszych pierogi z dziubkiem, którego się nie jada (zagniecione grubiej ciasto), a który służy jako swoista „trzymałka”. Swoją drogą nie wiem jak można je jeść tuż po podaniu, są tak gorące, że nawet ciężko utrzymać je w palcach. W środku pierożka znajduje się nie tylko mięso ale i coś w rodzaju rosołu. Mięso dochodzi w czasie gotowania, a wszystko jest mocno doprawione kolendrą. Co więcej pierożki są śmiesznie tanie. Koszt jednego pierożka waha się w granicach 70-80 groszy. Zamawiając ok 8 macie nie pierwsze a drugie danie, po którym na pewno będziecie syci.

      No ale wracając do naszego obiadu. Podano, zjedliśmy, a raczej próbowaliśmy zjeść, zapłaciliśmy i generalnie na tym restauracyjną historię w zachodnim luksusie można zakończyć. Reasumując szaszłyki – kości + tłuszcz i surowizna – niejadalne, pierogi – jak zawsze i wszędzie trzymają poziom, ale nie można ich porównać z tymi, które jedliśmy w „mordowni” i gdziekolwiek indziej w czasie naszej wyprawy. Jednym słowem kicha. W dodatku drogo. Morał z tego jasny – jadajcie tam, gdzie jadają Gruzini, nawet jeśli nie jest pięknie, i trzeba „migać”, na pewno wyjdziecie syci, z mniej odchudzonym portfelem i bardziej naładowani na czekające Was dalsze przygody. Znaleźliśmy też plusy – piwo było naprawdę dobre .


      Winiarnia




      Postanowiliśmy, że wrócimy późno, że wyciśniemy z Tbilisi, co tylko się da. Wędrując licznymi uliczkami, odwiedzamy liczne sklepy z pamiątkami, dewocjonaliami, winami. Jest w czym wybierać i można zakupić naprawdę fajne pamiątki. Z Tbilisi wywieźliśmy zawieszane tkane podobizny św Jerzego – patrona Gruzji. Zakupiliśmy też rogi, z których pija się wino. Chociaż w sklepach można znaleźć naprawdę piękne, duże i bogato zdabiane okazy, my zadowalamy się małymi, ot by po prostu były.


      Ślub




      Spacerując po uliczkach stolicy, wchodzimy do pobliskich kościółków. W jednym z nich natrafiamy na ślub. Ten zgoła różni się od tego w naszym obrządku. To prawdziwy rytuał. Oblubieńcy wraz z popem przechadzają się po świątyni, za nimi świadkowie trzymający nad ich głowami korony. Wszystko tajemnicze, niezwykle, nowe, a zarazem tak mocno uduchowione. Śpiewy, odpowiedzi, gesty – całkowita nowość dla nas katolików. Co więcej, nikt na nas nie patrzy jak na intruza, który niezaproszony wtargnął do uświęconego miejsca w tak ważnych dla tej pary czasie. Wyczuwa się życzliwość, jakby chcieli powiedzieć, by przyjść i cieszyć się z nimi ich szczęściem. To kolejna rzecz, która urzekła mnie w Gruzji.

      Kościół Matechi




      Zapada wieczór, chcemy zobaczyć jeszcze fontanny „tańczące” nocą ale do widowiska pozostaje jeszcze nieco czasu, dlatego kierujemy swoje kroki do wzniesionego na skale nad rzeką Mtkwari kościoła Metechi. Zwiedzamy kościół i postanawiamy przysiąść na ławeczce w świątynnych ogrodach. Odpoczywamy, rozmawiając o naszych planach na następne dni, gdy nagle zauważamy ciągnących w naszą stronę popa w obstawie dwóch Gruzinów. Pop trzyma w dłoni karafkę z winem i już z dala pozdrawia nas machnięciem ręki. Wstajemy aby się przywitać. Pop wskazuje na trzymany przez mojego tatę róg i każe go sobie podać. Sprawnie nalewa doń wino, potem nalewa sobie i daje znać, by się z nim napić. No proszę, tak tu się wita wiernych J - w to nam graj. Tata przechyla róg i pije. Warto wiedzieć, że nie wypada przerywać picia. Róg raz napoczęty powinien być opróżniony. To dlatego właśnie w nim się pija, by nie móc go odstawić, odłożyć w czasie wypicia. Potem pop wskazuje na mnie, więc również w imię gruzińsko – polskiej przyjaźni trzeba winko skonsumować. Wszak nie wypada odmawiać. Rozpoczyna się dyskusja. Padają pytania jak to tam u nas jest, jakie mamy problemy i co z tym homoseksualizmem. Temat delikatny, tam mało popularny. Widać raczej negatywne nastawienie popa do homoseksualizmu ale nie okazuje tego w sposób wrogi, ze złością, etc.. „Przyślijcie nam ich do nas, my będziemy wiedzieli co zrobić”. Staramy się jakoś przejść obok tego delikatnego tematu. Trochę jeszcze rozmawiamy, żartujemy, opowiadamy jak u nas, słuchamy jak u nich, wymieniamy uściski dłoni i żegnamy się jeszcze raz dziękując za wino i miłe towarzystwo.



      Za przyjaźń polsko-gruzińską




      Czas ruszać na wieczorne show z fontannami w roli głównej. Muzyka – piękna, odprężająca, klasycznie doskonała. Wokoło ludzie odpoczywający po całym dniu, wpatrujący się w grę świateł, w ruch wody. Show trwa długo, bo aż dwie godziny ale ciężko się nim znudzić. W takiej atmosferze można trwać do rana. Do domu wracamy w okolicach północy.






      Fontanny -w rytm muzyki




      Kolejny dzień – Dawid Garedża. Miejsce, do którego ciężko dotrzeć, brak bowiem bezpośrednich połączeń. Po przeczytaniu wielu postów na forum kaukaz.pl (skarbnica wiedzy) wiemy, że można tam się dostać tylko poprzez bus, odchodzący o odpowiedniej porze, a potem należy się przesiąść w jakiejś małej mieścince. Tam załapać taxi, które nas zawiezie do Dawid Garedża. W drodze powrotnej podobne kombinatorstwo. STOP. Nic bardziej mylnego. Dojechaliśmy jednym busem, który na nas czekał pod sam kompleks klasztorny. Trzeba się tylko pojawić w odpowiednim miejscu o odpowiedniej porze i skorzystać z usług Garedża Line, ale o tym już następnym razem.
    1. Awatar osiem1984
      osiem1984 -
      W nawiązaniu do poprzedniego postu dodam jeszcze zdjęcia, których nie zmieściłem poprzednio:

      Owieczki z ogrodu przy kościele Macheti


      Fontanny nr 2


      Żarełko z "mordowni" (w chwili zrobienia zdjęcia, większość jest już w naszych brzuchach) - na zdjęciu to co pozostało
    1. Awatar koronax
      koronax -
      Fajną wycieczkę miałeś. Fajne zdjęcia. Fontanny super kolorowe .
    1. Awatar yamada
      yamada -
      Fajnie że ciągniesz wątek, zdjęcia w większości świetne, do tego opisy. Czekam na ciąg dalszy
    1. Awatar kolba
      kolba -
      Bardzo ładna fotorelacja. Zachęcająca do odwiedzenia prezentowanych zdjęć.
    1. Awatar Jan_S
      Jan_S -
      Kolejny ciekawy odcinek dziękuje i proszę o więcej
    1. Awatar alnico
      alnico -
      Kapitalna relacja Świetnie, że się zdecydowałeś.
    1. Awatar Bodzip
      Bodzip -
      Zawsze mówiłem, że jak się religii i polityki nie miesza z turystyką to ludzie są cudowni.
      Dobra relacja, zdjęcia jeszcze lepsze
    1. Awatar ahutta
      ahutta -
      Poczytałem, pooglądałem i pierożka bym zjadł
    1. Awatar osiem1984
      osiem1984 -
      Długi weekend się zbliża, rozkładaj stolnicę i do dzieła. Przepisów w sieci nie brakuje Ew. pozostaje gruzińska restauracja, ale koszt tych pierożków w Polsce jest dużo wyższy - tak ok. 3-4 razy drożej za pierożek w przeliczeniu na ceny w Gruzji.
    1. Awatar Jan_S
      Jan_S -
      Chinkali w Polsce nie polecam - próbowałem w takiej sieciówce - "Gruzińskie Chaczapuri" i w krakowskiej restauracji z Gruzją w nazwie i ani w tej pierwszej ani w tej drugiej w środku pierożków nie było rosołku.

      A przecież to w tym rosołku cały ich urok
    1. Awatar osiem1984
      osiem1984 -
      Dzień 4 – wycieczka do Dawid Garedża

      Dawid Garedża to jeden z tych kierunków, któremu poświęciliśmy wyjątkowo dużo czasu w czasie planowania naszej podróży. Podobnie jak w przypadku Wardzii zastanawialiśmy się przed wyjazdem, czy oby na pewno uda nam się do niego dotrzeć, czy nie pochłonie to zbyt dużo czasu, przez co moglibyśmy nie zobaczyć czegoś innego. Studiując forum kaukaz.pl, napotkałem wiele opinii, że dostanie się do Dawid Garedża na własną rękę nie jest wcale takie proste.


      Bilet linii Gareji Line

      Głównym środkiem transportu w Gruzji są busiki potocznie nazywane marszrutkami. To od ich przyjazdu i zatłoczenia zależy, czy się gdzieś dostaniecie, czy nie. Podróż marszrutkami jest dalikatnie mówiąc szybka. Kierowcy wyprzedzają na trzeciego, zakrętach, w nocy w dzień w deszczu, etc.. Dobrą praktyką jest nie schodzenie poniżej pewnej z góry ustalonej prędkości. Rezultat – przykładową trasę, którą powinno się pokonać w 1,5h tutejszy kierowca zrobi w 50 min. Nieważne, że będziecie czuli, że jakaś część Was znajduje się przynajmniej o kilka siedzeń dalej, czy to, że uderzycie kilkukrotnie głową o sufit w podskakującym busie lub, że życie przeleci Wam w czasie takiej podróży kilka razy przed oczami – na pewno się nie spóźnicie, a nawet będziecie przed czasemJ. Utrudnieniem komunikacyjnym może być jednak to, że busik, który nie odchodzi a jedynie przejeżdża przez daną miejscowość, może być w niej dużo wcześniej niż mówi o tym rozkład i możecie go po prostu nie złapać.


      Stepy


      Stepy






      Stepy

      Wracając do Dawida Garedży, trudność jednodniowego wypadu z Tbilisi polega na konieczności złapania busika do Signagi, potem pilnowaniu, by ten wyrzucił Was w odpowiedniej wiosce, skąd należy szukać taksówki, która dowiezie Was pod sam kompleks Garedża. Ryzykowny, stosunkowo długi wariant i średnio opłacalny finansowo jeśli podróżuje się w dwie osoby, zakładając, że ten sam schemat należy powtórzyć w drodze powrotnej. Na szczęście przed pamiętną mordownią w pierwszego dnia poznaliśmy Olę, która poinformowała nas, że raz dziennie kursuje bezpośrednio do Dawida Garedży bus linii Gareji Line, o czym mało kótry turysta wie. Cena podróży w dwie strony + z kilkoma postojami na zdjęcia (np. na stepach) oraz 3 godzinnym postojem na miejscu (w rzeczywistości trwał ok. 4h) kosztuje 25 Lari, czyli w przeliczeniu na nasze ok 42 zł.



      Przed wejściem do kompleksu monastyrów


      Przed wejściem do kompleksu monastyrów

      Trzeciego dnia udajemy się jak nam „przykazano” na parking pod punktem informacji miejskiej (przy samym rondzie na placu wolności). Jesteśmy dużo wcześniej mając na uwadze, że liczba miejsc w busiku jest ograniczona. Wsiadamy, niestety dla 4 brytyjczyków miejsca już nie starczyło i musieli obejść się smakiem. Jedziemy jak zwykle szybko, bez opamiętania. Mijamy wioski, miejscowości, aż w końcu krajobraz całkowicie się zmienia. Zaczynają się bezkresne stepy. Niesamowity widok. Gdzie nie spojrzeć jest, a raczej nie ma nic. Pustka. Podróżowanie w maju ma jedną zaletę, jest zielono, pięknie. Za miesiąc nie będzie tu tak samo – wszystko wyschnie, roślinność obumrze.
      Gdzieniegdzie udaje nam się wypatrzeć opuszczone wioski. Program rządowy zakładał zasiedlenie tych terenów. Budowano szkoły, domy – nie pozostał niemal nikt. W pustych budynkach mieszka głucha cisza i tylko czasem wiatr się do niej odezwie lub z daleka zaturkocze silnik przejeżdżającego samochodu.


      Monastyry Dawid Garedża


      Skalne cele mnichów



      Kompleks monastyrów Dawid Garedża








      Kompleks monastyrów Dawid Garedża








      Kompleks monastyrów Dawid Garedża

      W czasie postoju korzystamy z okazji by zrobić kilka zdjęć. Po jakimś czasie dojeżdżamy na miejsce. Wysiadamy z samochodu i udajemy się aby zobaczyć kompleksy monastyrów a także groty mnichów wydrążone w skałach na stokach góry Garedża. Do dzisiaj są one zamieszkiwane. Tereny te są tematem sporów granicznych pomiędzy Gruzją a Azerbejdżanem. Wielokrotnie były prowadzone pomiędzy tymi państwami rozmowy o zwrócenie kompleksu klasztornemu Azerom w zamian za inne ziemie ale nigdy nie przyniosły one pożądanego skutku.
      Kompleks jest piękny, pogoda pierwszy raz naprawdę dopisuje – w końcu zza mlecznych chmur wyjrzało słońce – wszystko nam dzisiaj sprzyja.


      Cele mnichów







      Widok z góry na kompleks monastyrów
    1. Awatar osiem1984
      osiem1984 -
      Kręcimy się czas jakiś po kompleksie monastyrów, jak się okazuje za długo. Za długo, by wejść na samą górę i przekroczyć przez góry granicę z Azerbejdżanem. Ale jak to tak. Być tutaj, tak blisko i nie spróbować. Porywam się z motyką na księżyc. Mam świadomość, że czasu jest niewiele, że bus może odjechać, ale trzeba spróbować. Tata zostaje na dole, ponieważ jest dość stromo, a pierwsze próy podejścia kończą się ześlizgiwaniem.


      Widok na Azerbejdżan


      Widok na Azerbejdżan



      Wejście, a raczej wbiegnięcie na samą górę zajmuje mi około 40 min. Po drodze spotykam jaszczurki, dwa węże – wszystko to dodaje smaczku tej dzikiej przygodzie. Jestem na górze. Zadowolony, dumny, że mi się udało, gdy nagle widzę dwie babcie 80-90 letnie, przechodzące tuż obok. No i nie ma się czym już pochwalić J. Pstryk, pstryk, migawka w ruch, jeszcze kilka najazdów kamerą i zbiegamy.






      Domek straży granicznej


      Tak przebiega granica



      Wracając do Tbilis odwiedzamy bar założony w środku stepu przez Polaków – nawet tu nas pełno. Busik czeka, aż wszyscy podróżujący coś zjedzą. Ludzie jednak są szaleni, ale właśnie takie szaleństwo można podziwiać. Jedzenie nie przypadło nam do gustu (może jesteśmy zbyt wybredni), mięso mocno chrzęstne, niedoprawione ale jak zwykle nie zawiodło nas piwko. Mimo średniej strawy i tak miejsce warte odwiedzenia i godne polecenia. Późniejszy wieczór spędzamy spacerując po Tbilisi.
      Kolejny dzień – wyprawa Wojenną Drogą Gruzińską, ale o tym innym razem.


      Oasis Club założony przez Polaków w środku stepu


      Pomysłowo - wszystko się przyda, wszystko da się wykorzystać


      Sponsorem piwa jest firma Olympus Chce ktoś kupić dekielek?
    1. Awatar Bodzip
      Bodzip -
      Piszesz, że byłeś z ojcem, a tu jakaś panienka się przyplątała
      Piwo ładnie wygląda.
      A że jestem tak pi razy oko w wieku Twojego taty, to masz u mnie przechlapane za zostawienie Go na dole

      Żartuję oczywiście. Ciągnij dalej opowieść, masz talent
    1. Awatar kon
      kon -
      Duzo ropy musza miec w Gruzji skoro ZIL jeszcze jezdzi.Przyjemnie sie oglada.
    1. Awatar koronax
      koronax -
      Cytat Zamieszczone przez kon Zobacz posta
      Duzo ropy musza miec w Gruzji skoro ZIL jeszcze jezdzi.Przyjemnie sie oglada.
      Może na gaz przerobili
    1. Awatar lisiajamka1
      lisiajamka1 -
      Ciekawa fotorelacja
    1. Awatar kon
      kon -
      Cytat Zamieszczone przez koronax Zobacz posta
      Może na gaz przerobili
      Nie sadze...